Strona główna Sapkowski Zone -=[ Strona Filmowa poświęcona ekranizacji prozy Sapkowskiego ]=-


Relacja z pobytu na planie filmu "Wiedźmin" w dniu 16.02.2001. Autor: Łukasz Wasilewski alias Kruk (gondor@polbox.com). Wszelkie prawa zastrzeżone.


   Siedzę w autobusie zmierzającym do Bolkowa. Jest chłodny, piątkowy poranek. Zza chmur wyszło ciepłe słońce, towarzyszy mi nieustannie. Zapowiada się piękny, zimowy dzień. Wysiadam w Bolkowie, będąc niemalże u celu podróży, który ukryty jest za murami leżącego przede mną zamku. Wędruję stromą ścieżką w kierunku monumentalnych murów zamczyska, które z każdym metrem rosną w moich oczach. Niezwykłość wisi w powietrzu - obok mnie przeszedł uzbrojony rycerz odziany w skórzaną zbroję. Powoli wczuwam się w atmosferę tego miejsca.

   U podnóży zamku natrafiam na parking pełen samochodów, tirów, przyczep i autobusów. To miejsce wybrała na bazę ekipa filmowców. Opieram się pokusie aby tam zajrzeć, niestrudzenie pnę się pod górę brukowaną ścieżką, która prowadzi do bram zamczyska.

   Dwoje ludzi grzeje się tam w promieniach porannego słońca. Po krótkiej rozmowie kierują mnie do imć Jerzego Mizaka, kierownika planu "Wiedźmina". Przekroczywszy bramę proszę jednego z członków ekipy o pomoc w odnalezieniu kierownika. Napotkanym okazał się być pan Wiesław Znyk, realizator dźwięku. Należy tutaj nadmienić, iż pan Znyk, w którego rękach leży cała ścieżka dźwiękowa filmu, jest jednym z bardziej znanych dźwiękowców w naszym kraju, jego kunszt potwierdzają otrzymane nagrody filmowe - m.in. za udźwiękowienie "Złota dezerterów" oraz "Pokuszenia". Ściśle współpracując z Ciechowskim tworzy, jak sam powiedział z lekkim uśmieszkiem, dźwięk, który powali nas - widzów - na kolana, zmusi do zapomnienia o realnym świecie.

   W tak nobilitującym towarzystwie przekroczyłem granicę dwóch światów, bramę prowadzącą do wnętrza zabudowań. Odprowadzany zdziwionym nieco wzrokiem członka ekipy, który niczym cerber pilnuje, aby osoby niepowołane nie zakłóciły pracy filmowców, stawiam stopy na pierwszym zamkowym dziedzińcu.

   Wokół mnie znajdują się drewniane stragany, na nich wory ze zbożem, warzywa, owoce. Jest również studnia. Naprzeciw bramy - przywiązane do belki dwie kozy, czarna i biała. Po prawej stronie stoi spokojnie muł, odwrócony do wszystkich zadem. Co chwilę da się słyszeć pianie koguta i gdakanie kur, których pełno w klatkach po obu stronach dziedzińca. Wszędzie krzątają się kolorowo ubrani ludzie. Już wiem. To Blaviken.

   Próżno szukam wzrokiem drapieżnej Renfri. Zdjęcia z jej udziałem zostały zakończone wcześniej. Znyk wskazuje mi kierownika planu - To ten przystojny, dobrze zbudowany - odpowiada z właściwym sobie humorem. Jerzy Mizak rozmawia przez telefon komórkowy. Nie chcąc mu przeszkadzać, rozglądam się po planie. W oczy rzuca się szczególnie wiedźmin Geralt. W zbroi, z mieczem na plecach i zatkniętym za pas sztyletem, przykuwa uwagę. Kilkoro ludzi stoi obok niego, żywo dyskutują, coś sobie pokazują. Po chwili członkowie ekipy opuszczają pole widzenia umieszczonej na szynach kamery, obsługiwanej przez dwóch operatorów. Obecnie kamera zjechała do centrum dziedzińca, jest przygotowana do kolejnego ujęcia. Żebrowski wraz z dwójką uzbrojonych po zęby zbirów zajmują pozycje. Wszyscy trzej lada chwila rozpoczną walkę.

   W międzyczasie zamieniłem kilka zdań z panem Mizakiem, i uzyskawszy zgodę na swobodne (w granicach rozsądku) poruszanie się po planie filmowym, wróciłem do pracy. Technik planu, pan Zbyszek Nietresta, tłumaczy mi, że zanim aktorzy i kaskaderzy wyruszyli na plan, wielokrotnie ćwiczyli tę i inne sceny w salach treningowych. Obenie należy dostosować ich grę tak, aby bitka wyglądała jak najlepiej z punktu widzenia kamery, nie naocznego świadka. Pan Marek Brodzki, reżyser, bacznie obserwuje akcję na ekranie swojego monitora. Wraz z innymi członkami ekipy wprowadza nieznaczne poprawki. Liczy się realizm, dynamizm, zgranie aktorów. Po wielu próbach "na sucho" przychodzi czas na właściwe ujęcie. W krótkofalówkach rozlega się głośne "cisza, będzie ujęcie", po chwili pada klaps 64/48. Akcja!

   Trzykrotny bojowy okrzyk i wiedźmin zdecydowanym krokiem wychodzi zza straganów. Widząc wrogów wykonuje piruet, obraca się powoli, trzyma siepaczy na odległość miecza. Kiedy pierwszy z nich atakuje, odbija cios, siłą rozpędu obraca się i uderza go łokciem w odsłonięty brzuch. Oszołomionego łapie za szyję i wykonuje przerzut przez bark. Kolejnego napastnika odpycha i błyskawicznie tnie poniżej kolan. Ciężko ranny zbir upadł w nieodpowiednią stronę, wyszło nierealnie. Scenę trzeba powtórzyć. Podczas dubla, po odbiciu ciosu, wiedźmin zamiera w bezruchu. Po chwili zdumienia wszyscy zrozumieli co się stało. Białowłosy pozostał jedynie z rękojeścią miecza w dłoni. Siła ciosu sprawiła, że ostrze zostało złamane. Drewniane miecze używane na planie mogą czasami spłatać figla, dlatego ekipa wozi ze sobą prawdziwy 'drewniany arsenał', mieszczący się obecnie w jednej z komnat bolkowskiego zamku. Szybko dostarczono nowy miecz, i ujęcie dokończono.

   Podczas większości prób w odpowiednich miejscach rozłożone są materace. To znacznie ułatwia pracę kaskaderom, daje większą swobodę przy konstruowaniu scen, gdy dyskutuje się i omawia każdy ruch, każdy upadek. W kolejnym ujęciu Michał Żebrowski staje naprzeciw jednego zaledwie przeciwnika. Prosi o krew na miecz. Ktoś z ekipy bierze stojącą obok mnie flaszkę i smaruje miecz Wiedźmina. Partner Michała w tej scenie, pan Wiesław (kaskader) musi nabrać czerwonej cieczy do ust, bowiem będzie w tej scenie cięty "na odlew" w szyję. Przeciwnicy zdecydowanie idą ku sobie, następuje szybka wymiana ciosów. Ekipa rozważa warianty śmierci postaci. Czy ma ona opaść na studnię, na ziemię, przejść kilka kroków trzymając się za gardziel, czy zemrzeć z miejsca, wypluwając jeszcze ustami krew? Wszystko to w trosce o jak najlepszy efekt filmowy. Atmosfera na planie jest znakomita. Kiedy scena się udała, pan Wiesław dostał zasłużone, za swój wysiłek i poświęcenie, brawa, po czym odśpiewano mu "sto lat".

   Następuje krótka przerwa. Reżyser i Michał Żebrowski analizują nagrane przed chwilą sceny, zastanawiają się czy czegoś nie można jeszcze poprawić. Wydarzenia na planie obserwują oprócz mnie także statyści przebrani w filmowe stroje. Muszą zaczekać na swoją kolej, pojawią się dopiero w scenie wizyty Geralta u burmistrza Blaviken. Ja w międzyczasie wypytuję filmowców o ich rolę na planie. - Każdy z nas posiada ściśle określoną funkcję - mówi pan Nietreska, technik planu. Wszyscy jednak pracujemy dla dobra filmu. Jak trzeba pozamiatać, to się zamiata, jak przenieść sprzęt, to się przenosi. A jak posmarować komuś miecz, to się smaruje. Mina pana Zbyszka świadczy, że mówi śmiertelnie poważnie.

   Widziany z bliska filmowy Geralt robi wrażenie. Zarost, czarne jak noc oczy, dwie głębokie szramy na policzku. - Czasami robimy sobie dowcipy, i sami przyklejamy sobie te blizny - śmieje się pan Wiesiek. Tak znakomity efekt zawdzięczamy pracy Dariusza Kryszaka i Marii Ewy Dziewulskiej, wiedźmińskich charakteryzatorów.

   Dziedziniec zamkowy jest skutecznie osłonięty od słońca, wskutek czego panuje tutaj przenikliwy chłód. Ekipa jest ubrana w grube ciepłe kurtki, czapki i rękawiczki. Aktorzy po zagraniu sceny są natychmiast nakrywani ciepłym kocem. Wychodzę poza dziedziniec, żeby trochę się ogrzać. Stoi tu naszpikowany elektroniką samochód realizatora dźwięku, pana Wiesława Znyka. Podczas rozmowy pan Wiesław udzielił mi wielu cennych informacji o ścieżce dźwiękowej 'Wiedźmina'. - Dźwięk nagrywamy na 90 % - tłumaczy. To oznacza, że 90% dźwięku w pochodzi bezpośrednio z planu, nagrane jest w momencie kręcenia zdjęć. Pozostałe 10% będzie efektem pracy dźwiękowców w studiu nagraniowym. Będą to na odgłosy ścierających się ze sobą mieczy, czarów, świsty powietrza oraz wiele wiele innych dźwięków. W samochodzie znajduje się podsłuch, przekazujący na bieżąco wszystko, co aktualnie dzieje się na planie. Podczas naszej rozmowy w głośnikach raz po raz rozlega się przeraźliwie donośne pianie koguta, aż staje się trudne do wytrzymania. Pan Wiesław idzie na plan, żeby sprawdzić, co się dzieje. Podążam za nim. Okazało się, że to obdarzony sporym poczuciem humoru członek ekipy ustawił długi, specjalistyczny mikrofon dokładnie w stronę klatki z kurami. Wszyscy mieli z tego dowcipu sporo radości. Śmiał się również pan Znyk. To człowiek z wyjątkowym poczuciem humoru.

   Na planie panuje wzmożony ruch. Ekipa szykuje się do przeprowadzki do pobliskiej wieży. Będą tam kręcone dwie sceny: rozmowa Geralta ze Stegoborem przy drzwiach jego siedliska, oraz wizyta wiedźmina u burmistrza Blaviken. Korzystam z chwili przerwy i schodzę na dół, do autobusu restauracyjnego. Tutaj posilają się filmowcy podczas krótkich przerw w zdjęciach. We wnętrzu panuje przyjemne ciepło. Po kilku godzinach spędzonych na zewnątrz wizyta tutaj działa na człowieka jak gorąca kąpiel. Dzięki uprzejmości sympatycznej pani Bogusi Filipek, która czuwa nad podniebieniem członków ekipy, zjadłem talerz pysznej grochówki i wypiłem kubek gorącej herbaty. Pani Bogusia, z racji swojego zajęcia, poznała więcej aktorów niż niejeden dziennikarz, a jej kuchnia, jak się nieoficjalnie dowiedziałem, cieszy się powszechnym poważaniem i aprobatą filmowców. Jeśli ktoś ośmieli się twierdzić, że jej jedzenie jest niesmaczne, pozywam go na ubitą ziemię, na walkę pieszą lub konną, na miecze lub topory, do pierwszej krwi lub do śmierci. Pokrzepiwszy nieco siły i podziękowawszy serdecznie za posiłek, pospieszyłem na plan.

   Ekipa rozlokowała się na małej przestrzeni ostatniego piętra wieży. Pomimo tłoku stoję tuż za kamerą. Metr ode mnie Michał Żebrowski przygotowuje się do zagrania kolejnego ujęcia. Stara się odnaleźć w sobie uczucie rozpaczy po utracie Ciri. Powstają dwie koncepcje, Marka Brodzkiego i pana Michała. Aktor przekonał reżysera do swoich racji. Głos Stregobora został nagrany wcześniej, bo Aleksander Łukaszewicz jest na planie nieobecny. Pada klaps, przez chwilę panuje idealna cisza. Rolę czarodzieja czyta reżyser. Podczas nagrania czuję się jak uczestnik książkowych wydarzeń. Głębokie, gardłowe, powoli ściszane "Ty jesteś gorszy od Renfri" wiedźmina, robi silne wrażenie. W końcu, gdy z rozpaczą i wściekłością uderza w drzwi, krzyczy "Gdzie ona jest!?", ciarki przechodzą po plecach. Zagrał bardzo przekonująco. Wydobył z siebie uczucia, które czytelnik widzi jedynie oczyma wyobraźni.

   Filmowcy schodzą teraz piętro niżej, w wieży pojawiają się statyści. Pan Marek ustawia ich na odpowiednich miejscach. Blask z ustawionego właśnie reflektora odbija się od białej płyty i pada na scenę. Jeszcze jakaś krzątanina, rozmowy przek krótkofalówkę. Na ziemi leży dwójka wynajętych aktorów. Na dźwięk słowa "akcja" zaczną się szarpać, aby Geralt mógł ich rozdzielić, i nawiązać rozmowę. Dowiedziawszy się od obwiesiów, że burmistrza nie ma, wypowie "zostaw go, on ma rację" i odejdzie. Po drugim dublu reżyser jest zadowolony z efektu, więc ekipa opuszcza wieżę.

   Dochodzi godzina piętnasta. Większość aktorów, w tym Michał Żebrowski, udaje się na zasłużony odpoczynek. Ekipa pracuje codziennie, czasami od rana do późnego wieczora. Również ja czuję się lekko znużony, więc podążam za aktorami. Po drodze dowiedziałem się, że znaczna część ruin Kaer Morhen, wiedźmińskiego siedliszcza, została wykonana ze styropianu. Powstał nawet, spływający po styropianowych skałach strumyczek, którego odgłos opracuje dopiero w studiu dźwiękowym pan Znyk.

   Kiedy zbliżała się godzina szesnasta, ekipa kończyła dzień zdjęciowy. - Normalnie takie sytuacje się nie zdarzają - mówi pan Znyk. Pracujemy przeważnie do wieczora, czasami późnego. Dziś mamy wyjątkowe szczęście. - Czas już i na mnie - odpowiadam i żegnam się z filmowcami obecnymi jeszcze na planie. Jeśli się pospieszę, zdążę na autobus o 16.22. Przy wyjściu spotykam pana Jurka Mizaka, żegnam się także z nim.

   Powoli oddalam się od zamczyska pełnego fantastycznej magii, nierzeczywistości. Cieszę się, że mogłem przez chwilę zakosztować 'innego świata', jednak żal mi go teraz opuszczać. Siedzę w autobusie zmierzającym do Legnicy. Zbliża się chłodna, piątkowa noc. Za chmury zachodzi ciepłe słońce, które dotąd towarzyszyło nam swoim blaskiem. Moje źrenice powoli rozszerzają się, bym lepiej widział świat w ciemności...

   Dziękuję pani Elżbiecie Tarczyńskiej, rzeczniczce prasowej 'Wiedźmina', panom Zbyszkowi Nietreście (technik planu), Wiesławowi Znykowi (dźwiękowiec) oraz Jerzemu Mizakowi (kierownik planu) za umożliwienie wejścia na plan filmowy i pomoc w przygotowaniu tekstu. Szczególnie dziękuję i pozdrawiam serdecznie Anię Adamską, wizażystkę z Wrocławia.
© 2001 Łukasz "Kruk" Wasilewski
gondor@polbox.com