 |
Marek
Brodzki, reżyser "Wiedźmina", odpowiada na pytania czytelników Filmowej |

Pieniądze
"Wiedźmin" kosztował przeszło 19 mln zł, kolejne 7 mln pochłonęła reklama i promocja. Film obejrzało
w kinach niecałe 650 tys. osób, wpływy z biletów zamknęły się kwotą 10 mln zł. Jak zareagowali na ten
wynik producenci i dystrybutorzy? Czy taką frekwencję poczytuje Pan za sukces? Czy w świetle porażki
finansowej są jakiekolwiek szanse na kontynuację filmu?
Film nie jest porażką finansową. Nikt nie oczekiwał, że film zwróci się i
zarobi zaraz po premierze.
Przypominam, że w skali roku 2001, przez półtora miesiąca
rozpowszechniania (połowa listopada i grudzień)
film uplasował się na trzecim miejscu "oglądalności" po tzw. Wielkich
Lekturach Szkolnych.
Czy są szanse na kontynuację?
Szanse są zawsze. Na razie, przez kryzys w gospodarce kraju, sytuacja
Kinematografii jest bardzo niekorzystna.
To oczywiście odbija się na finansowaniu ew. produkcji filmowych. Obawiam
się, że ci, którzy nie lubią "Wiedźmina",
będą za to mogli z przyjemnością oglądać dalsze odcinki "Xeny" albo
"Herkulesa."
Czy nie sądzi pan, że klapa filmu, to w dużej mierze efekt antyreklamy, jaką zrobili mu zawiedzeni
fani twórczości ASa?
To kwestia dłuższej dyskusji na temat tego, co rozumiemy pod pojęciem "klapa".
Na pewno negatywne opinie fanów miały wpływ na opinie krytyków, którzy - nie
wiedząc jak zachować się wobec nowego gatunku w kinie polskim - na wszelki
wypadek powtórzyli je bez żadnego wysiłku ze swojej strony. Na szczęście nie
wszyscy.
Scenariusz
Jak Pan się czuje wchodząc do panteonu polskich twórców filmowych jako reżyser filmu pozbawionego
scenariusza (o tym, że Pana film nie dysponuje takowym, świadczą napisy końcowe)?
Byłoby nieuczciwością stwierdzenie, że film nie miał scenariusza w trakcie
realizacji.
Zmiany które nastąpiły, nastąpić musiały, ale stało się to w procesie
montażu. Tak bywa, i nie jest to nic niezwykłego. To, że autor scenariusza
wycofał się, to jego prawo i wola.
Czy może Pan bez uników odpowiedzieć jak to było naprawdę z różnymi wersjami filmowego "Wiedźmina"
i co było w wersji, którą scenarzysta gotów był podpisać? Czy jej realizację zarzucono od razu, czy
- jak głosi plotka - po fatalnie przyjętym przez producentów pokazie półproduktu?
Proszę mi darować odpowiedź na to pytanie.
Ujmując rzecz procentowo, jak bardzo relacje w trójkącie reżyser-producent-scenarzysta
złożyły się na końcowy kształt filmu?
Bardzo. W końcu to scenarzysta był producentem wykonawczym.
Ile hipokyzji musi pomieścić człowiek, by móc powiedzieć "Michał Szczerbic napisał fantastyczny
scenariusz" (M. Żebrowski)?
Michał Żebrowski to dla mnie znakomity aktor, który w "Wiedźmina" włożył
ogromnie dużo serca. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. Jego opinie o
scenariuszu są jego sprawą.
W jednym z wywiadów powiedział Pan, że scenariusz napisany przez Pana byłby znacznie bliższy
książkowemu oryginałowi. Dlaczego nie zażądał Pan zmiany scenariusza, gdy film został skierowany
do realizacji? Czy Michał Szczerbic ma w światku filmowców na tyle silna pozycję, by pchnąć na
ekran kolejne potworki swego autorstwa?
Scenariusz napisany przeze mnie na pewno byłby bliższy oryginału. Ale nie
czułem się na siłach aby go napisać. Każdy powinien robić to, co umie.
Mogłem robić film z tym scenariuszem, albo nie robić go wcale. Nie
zapominajmy, że był to mój debiut. Poza tym, ekranizacja "Wiedźmina" od
początku była moim pomysłem.
Jak wiadomo "Wiedźmin" był montowany i skracany jeszcze kilkanaście dni przed pokazem dla
dziennikarzy. Czy scenariusz tego, co obejrzeliśmy, zaistniał kiedykolwiek na papierze?
Realizowany na planie scenariusz Michała Szczerbica był przecież zupełnie inny. Na konferencji prasowej
przyznał się Pan do okrojenia filmu, jakie wątki zostały wycięte?
Odpowiedzią na to pytanie będzie serial.
Wiedźmin i Władca
Zapewne obejrzał Pan "Władcę Pierścieni". Uczone wywody, jakoby język powieści nie miał przełożenia
na język filmu, okazały się wykrętem nieudaczników - także w Polsce zachwyt widzów filmowym "Władcą"
wyraża się rekordową ilością sprzedanych biletów. Skąd pochodzi teoria, jakoby wierna ekranizacja
była rzeczą, od której należy stronić?
Wierna ekranizacja nie jest rzeczą od której należy stronić. Bezkrytyczny
zachwyt nad "Władcą" trochę mnie dziwi, ale to jest temat zupełnie innej
rozmowy.
Czy biorąc pod uwagę oglądalność "Wiedźmina", zmienił pan zdanie co do pisania scenariuszy adaptacji,
które z adaptacjami niewiele mają wspólnego i uznał, że twórcy "Władcy Pierścieni" mieli rację szukając
pomocy u fanów?
Nie muszę zmieniać zdania, zawsze uważałem, że nie można lekceważyć opinii
ludzi, dla których w większości film się robi. Z tego też powodu film został
przemontowany.
Jak Pan myśli, czemu twórcy filmu "Władca Pierścieni" tak wiernie przedstawili powieść Tolkiena?
Mając taki budżet mogli strasznie namieszać, wstawić i z 100 nowych postaci. Jak wyobraża Pan sobie
reakcję fanów twórczości Tolkiena, gdyby "Władcę" zrealizowano w konwencji "Wiedźmina"?
Może dlatego, że mieli tyle pieniędzy, mogli tak dokładnie oddać ducha
Tolkiena? Nie wiem. Dla mnie bardziej liczy się film, to co przeniosło się
na ekran.
Koncepcje artystyczne
Na tzw. uroczystej premierze w Sali Kongresowej dziennikarze zostali zaatakowani przez przedstawiciela
Vision, zarzucono im niesprawiedliwą ocenę świetnie sprzedającego się filmu. Także Pan wielokrotnie
powtarzał, że "Wiedźmin" nie jest złym filmem. Czy podtrzymuje Pan tę opinię? Jeśli tak, kolejne
pytanie - jakie kryteria musi spełniać film, by w Pańskiej opinii być filmem złym?
Wystarczy, że jest bezmyślny.
Czy jest Pan zadowolony z montażu filmu, w szczególności scen walki? Czy nie rażą Pana szybkie przeskoki
przeplatające dwa odrębne ujęcia, np. takie, w których Żebrowski obracał się w różne strony? Dlaczego
filmowy Geralt jest tak wolny? Dlaczego Geralt, szkolony do walki z potworami, na bagnach i
śmieciowisku tłucze mieczem na oślep, jak - nie przymierzając - cepem?
No cóż, każdy ma na ten temat własne zdanie, jednym walki się podobają,
innym nie. AS-owi się podobały. I to mnie najbardziej cieszy.
Czy jest Pan zadowolony z efektów specjalnych? Część z nich była akceptowalna (smok, gnomy), lecz
efekty "analogowe" były żenujące. Koszty nie są tu wytłumaczeniem, bo magiczne wydarzenia w sali tronowej
Cintry sprowadzające się do eksplodujących kufli i ciskanego zza kadru świecznika wywoływały
wśród widzów śmiech. Dlaczego uroczysta uczta, jaką znamy choćby z ekranizacji "Harrego Pottera",
w "Wiedźminie" przypominała imieniny u cioci?
Tak krawiec kraje, jak mu materii staje.
Czy jest Pan zadowolony z pracy dekoratorów wnętrz? Jaka koncepcja artystyczna kazała im wyhodować
grzyba na ścianach zabudowań świątynnych, rozbić kominek i posadzki oraz usunąć wszelkie
meble?
Odpowiedź jest w pytaniu. Taka była koncepcja artystyczna.
Czyj wrażliwy umysł zaprojektował rogate hełmy Nilfgaardczyków i skąd (oprócz komiksów o
Kajku i Kokoszu) czerpał natchnienie? W opowiadaniach wszak czarno na białym mowa o "skrzydlatych
hełmach"?
Proszę o zwolnienie z odpowiedzi.
Na czacie powiedział Pan: "Gdyby Geralt miał cały czas kocie oczy, odwracało by to uwagę
widza od gry aktora". Brzmi to kuriozalnie, czy owłosione stopy Eliaha Wooda (Frodo) odciągały
uwagę widzów od gry tego aktora?
A ile razy przyglądaliśmy się owłosionym stopom Frodo, a ile razy
widzieliśmy na ekranie oczy Geralta?
Podtrzymuję to, co powiedziałem.
Na czym polega diaboliczny plan Nilfgaardu nakreślony skrótowo w dialogu: "- Cesarz ma żonę, ale
nie ma dzieci; - Genialny plan..."?
O co chodzi w scenie z odzianym w łachmany starszym obywatelem udzielającym enigmatycznych wskazówek
wiedźminowi? Która scena z którego opowiadania była bodźcem do stworzenia tego epizodu? Skąd twórcy
filmu czerpali inspirację do opracowania sceny sądu bożego?
Te pytania należy zadać scenarzyście.
Czy chciałby Pan obejrzeć wierną adaptację opowiadań Sapkowskiego?
Oczywiście.
Czy nadal uważa Pan, że "Wiedźmin" ma szansę na światowy sukces?
Tak. Czas pokaże.
Czy jest Pan dumny ze swojego filmu?
Cieszę się, że powstał.
Varia
Jakie tytuły będą nosić odcinki serialu i które opowiadania będą przytaczać?
Czy "Wiedźmina" sprzedano za granicę?
Dlaczego "Wiedźmin" był tak straszliwie szarobury? Dowolny inny zagraniczny film kinowy cieszy się
lepszym kontrastem i nasyceniem barw. Czyżby taśma filmowa była kupiona w hipermarketowej promocji?
Czy nie obawia się Pan, że dzięki realizacji fatalnego scenariuszowi Michała Szczerbica
zaprzepaścił Pan szansę na samodzielną karierę reżyserską?
Czy błędy wizualne, które zostały wytknięte filmowi, pojawią się w serialu telewizyjnym, czy też
zostaną w jakiś sposób naprawione?
Na pytania z grupy "Varia" nie chciałbym na razie odpowiadać.
|