GERALT Z RIVII

BIAŁY WILK



Scenariusz

Michal Szczerbic



na motywach dwóch powieści

Andrzeja Sapkowskiego

"Ostatnie życzenie"

"Miecz przeznaczenia"




Wersja III


Warszawa: 30 listopada 1998 r.





l. Biwak królewski.
Piękny brzozowo-dębowy las, pełen powietrza i światła. Królowa Calanthe, jej córka Pavetta, Duny - narzeczony Pavetty oraz goście Eist Tuirseach, druid Myszowór i kilku innych znacznych baronów i rycerzy odpoczywają w trakcie polowania. Kilkoro służby roznosi skromny posiłek. Na skraju lasu stoją konie, nieopodal psiarczykowie z psami i sokolnicy. Nie słychać prowadzonych rozmów. Dobiegają fragmenty dalekich, nieczytelnych zdań, niekiedy śmiech. Uczestnicy polowania są rozluźnieni; jedni spacerują parami inni posilają się. Ten idylliczny obrazek dwukrotnie przerywa zbliżenie sokoła i jego głowy. Jest niespokojny. (Pojawia się fraza muzyczna. Melodia przesycona jest słodyczą z czymś nieodgadnionym, niepokojącym). Do sokolniczych zbliżają się Calanthe i Pavetta. Calanthe bierze sokoła, gładzi jego głowę. (Widzimy to z daleka). Nagle sokół wzbija się w powietrze i zdecydowanie odlatuje - tak, jakby zobaczył zdobycz. Pavetta i Calanthe wskakują na stojące obok konie i ruszają za sokołem. W lesie krzyk.
2. Polany wśród lasu.
Calanthe i Pavetta galopują same, mijając polanki i zagajniki. Pavetta wyprzedza matkę. Przecinają rzadki las i wjeżdżają w gęste trawy w dzikim i podmokłym terenie. Nagle koń Pavetty zarywa gwałtownie kopytami. Pavetta pada na ziemię. Jej koń ucieka. Calanthe dojeżdża i zeskakuje. Jej koń podrywa się wściekle i też znika w lesie. (Koniec niepokojącej muzyki).
3. W trawach I.
Calanthe stoi nieruchomo, wyczuwa niebezpieczeństwo. Pavetta podnosi się, jest oszołomiona. Matka obejmuje ją ramieniem. W trawie jest jakieś zwierzę, słychać lekki szelest. Panuje kompletna cisza, przerwana krzykiem sokoła. Obie kobiety cofają się pod dużą olchę. Widzimy je z kilku subiektywnych punktów widzenia, także spośród traw. W zaroślach i trawach pełznie wielki, długi gad. Gdzieniegdzie błyska jego łuskowate cielsko. Wydaje się okalać stojące kobiety. Zbliżenie na ich twarze. Potworny krzyk.
4. W trawach II.
Płaski, ohydny łeb gada ma rozwartą paszczę z potwornie długimi zębami. Za chwilę nastąpi atak. Jego widok przesłania nagle sylwetka mężczyzny widziana od tyłu w skręcie całego ciała i ramion. Błyskawiczne cięcie mieczem jedno i potem drugie blisko ziemi. Gad śmiertelnie ranny wije się w trawach. Rycerz stoi nad nim nieruchomo z wzniesionym mieczem. Po chwili odwraca się do obu kobiet. Stopniowe zbliżenie jego twarzy.
5. Komnata królowej Cintry Calanthe.
W izbie przebywa grono osób, które po zaręczynach Pavetty, córki Calanthe i jednocześnie następczyni tronu, żegnają Geralta - Białego Wilka. Są nimi Calanthe - królowa Cintry, Eist Tuirseach ze Skellige, Pavetta, Duny - Jeż z Erlenwaldu, druid Myszowór i Geralt.
DUNY:
- Rozumiem, że musisz wyjechać i rozumiem czemu nie możesz zostać z nami. Teraz w ogóle coś wiem o waszym zawodzie..., raczej o powołaniu, I wstyd mi. że myślałem dotąd inaczej. Jestem twoim dozgonnym dłużnikiem.
CALANTHE:
- Zostań chociaż do ślubu Pavetty. To tylko miesiąc.
Łapie się za głowę.
CALANTHE:
- Geralt. Ty nie wiesz co uratowałeś wraz z naszym życiem. Proś o co zechcesz!
GERALT:
- Pani, nie wolno nam przyjmować darów. Zarabiamy na życie tak jak widziałaś. To się stało tam w lesie, to był przypadek, nic więcej...
DUNY:
- Nie, nie wyjedziesz tak. Musisz...
MYSZOWOR:
- Wybaczcie. Geralt wie co mówi. Wiedźminom wolno prosić tylko o spełnienie prawa niespodzianki, którym rządzi przeznaczenie Geralt nie chce o to prosić bo to straszne prawo. Uszanujmy jego skromność... i jego przyjaźń.
W komnacie narasta lekkie rozbawienie.
EIST:
- Cóż nam może zagrażać jeśli spełnimy prośbę o coś czego jeszcze nie ma. A co do przeznaczenia to na bogów wszystko jest przeznaczeniem, szczególnie po fakcie.
EIST:
- Niespodziewanie ucałowałem moją ukochaną, bo tak chciało przeznaczenie.
(śmiejąc się mówi dalej)
Nie przeczę, że przy wydatnej pomocy Geralta.
MYSZOWOR:
- Proszę was nie żartujcie.
Calanthe ucisza Myszowora. Jest również rozbawiona, zwraca się do Geralta.
CALANTHE:
- Cóż to za prawo niespodzianki. Spełnimy je chętnie ale wyjaśnij nam je.
GERALT:
- Jest to przysięga, że odda się to, o czym się nie wie. Mogą to być prawa do ludzi, dzieci, do majątku - jeśli się tylko o nich nie wie w chwili przysięgi. Co jest ważne... i groźne zarazem, to nieuchronność losu... Proszę was, nie zmuszajcie mnie...
MYSZOWÓR:
- On zna to prawo bardzo dobrze. To jego kiedyś zabrano z domu rodziców, bo ojciec nie spodziewał się zastać dziecka po powrocie.
Calanthe uderza ręką w stół. Jest zniecierpliwiona.
CALANTHE:
- Dość z tym straszeniem. Eist ma rację. My wszystko wiemy. Za miesiąc połączymy nasze królestwa. Albo nie połączymy jeśli takie będzie przeznaczenie. Ale nie ma to nic wspólnego z jakąś niespodzianką. Geralt mów!
GERALT:
Więc dobrze. Uprzedziłem was. Duny! Dasz mi to, co już posiadasz a o czym nie wiesz. Wrócę do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla mnie łaskawe.
W komnacie zapada głucha cisza. Teraz dopiero obecni zaczynają sobie zdawać sprawę co zaszło. Powoli spojrzenia obecnych kierują się na Pavettę. Ona ma spuszczoną głowę.
6. Upłynęło 6 lat.
Geralt podąża do stolicy Cintry. Jest trochę zmieniony - ma bliznę na twarzy.

GERALT Z RIVII BIAŁY WILK

7. Przy fosie.
Myszowór prowadzi Geralta do zamku. W fosie bawi się dziesięcioro dzieci, w tym jedna dziewczynka. Geralt obserwuje je. Zwraca szczególną uwagę na dziewczynkę, która dowodzi wyraźnie grupą chłopców równolatków.
GERALT
- A które z nich?
MYSZOWÓR:
- Nie wolno mi. I bądź ostrożny z królową. Wiesz, że rodzice zginęli na morzu. Ze związku z Eistem nie ma potomstwa. Zostało tylko to jedno dziecko Pavetty. Geralt zatrzymuje się. Spogląda na dziewczynkę, przyciąga jej wzrok. Ona przez dłuższą chwilę patrzy na niego.
GERALT:
- Kim jest ta mała?
MYSZOWÓR:
- Chodźmy już.
8. Komnata królowej.
GERALT:
- Bądź pozdrowiona Calanthe z Cintry.
CALANTHE:
- Sześć lat, jesteś przerażająco punktualny Wilku. Bywały chwile, kiedy łudziłam się, że zapomnisz. Liczyłam, że skoro śmierć idzie z tobą krok w krok, to może nie przyjedziesz. Ale przybyłeś. I czego chcesz teraz ode mnie?
GERALT:
- Calanthe...
CALANTHE:
- To ja będę dzisiaj mówić, nie ty. Będę cię błagać, wszystko zrobię co zechcesz. Nie odbieraj mi tego dziecka, jedynego dziecka i następcy tronu Nie możesz tego żądać, to nieludzkie. Zbłądziłam. Widzisz jak została ukarana moja pycha.
(płacze)
Tam w fosie bawią się chłopcy - weź którego chcesz, weź wszystkich. Choć raz bądź człowiekiem.
GERALT:
- Żadne z dzieci bawiących się w fosie nie nadaje się na wiedźmina. I nie ma wśród nich syna Pavetty. Calanthe stoi jak zamurowana.
CALANTHE:
- Jak to, nie wiesz, że...
GERALT:
- Ani słowa więcej! Ani słowa! Na tym dworze nie ma syna Pavetty. Nie zabiorę więc żadnego innego dziecka. To wszystko.
CALANTHE:
- Nawet nie potrafię podziękować... Ale jeśli przeznaczenie nie jest mitem? Czy może się zemścić?
GERALT:
- Jeśli będzie się mścić to na mnie. To ja występuję przeciwko przeznaczeniu. Bądź pozdrowiona.
Pozostałe napisy czołowe na tle sceny nr 9
9. Jest to sekwencja montażowa pod napisy czołowe.
Kilka scen z samotnego życia Geralta świadczących o upływie czasu i o życiu jakie prowadzi. Upływ czasu nie zaznacza się w wyglądzie zewnętrznym Geralta; tajemne zabiegi i mutacje, które przeszedł jako dziecko nadały mu pewne charakterystyczne cechy zewnętrzne, które ukrywają wiek. Może być to więc mężczyzna 35-40 -letni, przystojny, jeśli przyjąć kryteria tzw. "męskiej brzydoty". Sekwencja składa się ze scen podróży Geralta o różnych porach roku, biwaków, wschodów i zachodów słońca w pięknych i zróżnicowanych pejzażach. Geralt zagłębia się w las, wchodzi do jaskiń, do lochu, wyraźnie w jakimś konkretnym celu. Koniec napisów czołowych, koniec ostatniej frazy muzyki pod napisy.
10. Moczary, zmierzch - 6 lat później.
Geralt z Rivii toczy samotną walkę z potworem ukrytym w bagnisku. Krzyżując miecz z drugą ręką, ułożoną w magiczny znak, tworzy strefę ochronną. Posuwa się powoli do przodu. Na moment traci równowagę; następuje natychmiast atak jednej z macek potwora. Geralt tnie ją mieczem. Potworny wrzask, później cisza. Geralt podejmuje pościg. Kamera powoli penetruje kępy, kałuże, wystające konary, dziwne kształty zdeformowane przez zapadający zmrok. Dojeżdża do ledwie wystającego z wody łba potwora, u nasady którego znajdują się wysunięte oczy. Geralt zbliża się, nawiązuje kontakt wzrokowy i rozwiera ręce. Atak i kłębowisko walczących ciał. (Bardzo szybki montaż, zbliżenia twarzy Geralta, paszczy, mignięcia miecza). Powolny efekt przenikania na nieprzytomnego Geralta.
11. Pokój gościnny w świątyni Melitele. Dzień.
W obszernej i widnej komnacie, urządzonej bardziej niż skromnie, nieprzytomny Geralt, w majakach i drgawkach spoczywa na łożu. Jest niemal całkowicie obnażony.
Dwie niewiasty w szatach zakonnych opatrują jego rany; jedna z nich to Nenneke, arcykapłanka świątyni prastarego bóstwa ziemi, druga jest lola, mniszka w nowicjacie (wiążą ją śluby milczenia). Jednakże obie kapłanki potrafią porozumiewać się bez słów. W komnacie znajduje się również młoda dziewczynka a raczej podlotek 12-letni, odziana w szaty zakonu i głęboki kaptur ukrywający w cieniu jej twarz. Dziewczynka - Cirii podgrzewa nad lampką oliwną naczynia z wodą i wywarami ziół.
NENNEKE:
- Źle, bardzo źle... nie chce się goić musiał jad się dostać. Co Iola? Jest tak strasznie poszarpany... to pewnie mantikora.
GERALT:
-Matko... mamo...
CIRII:
- Chyba was poznał.
NENNEKE:
- Jest nieprzytomny. On nie miał matki. To wiedźmin z rycerskiego cechu Wilków.
CIRII:
- Myślałam, że to człowiek, jest taki sam, tylko te siwe włosy i oczy.
NENNEKE:
- Bo to człowiek... miał rodziców jeśli chcesz wiedzieć. Brali takie małe pędraki i przemieniali w wiedźminów. Mało który przeżył.
CIRII:
- Jak to przemieniali? A skąd brali te dzieci? Porywali z domów, na gościńcu?
NENNEKE:
- Nie... Nie porywali. To były dzieci przeznaczenia. Tak je nazywano.
CIRII:
Matki oddawały same??
Zniecierpliwiona Nenneke przerywa jej
NENNEKE:
- Przestań paplać i nie ciągnij mnie za język. Zgubisz siebie i nas wszystkich. Bierz przykład z Ioli. Podaj mi tę miseczkę i bandaże. I wysmaruj mazidłem jego udo. Ucz się.
Iola patrzy na Nenneke.
NENNEKE:
- Nie wiem czy wyżyje, musisz mu pomóc... tak znam go, to Geralt z Rivii.
Iola rozbiera się do naga, kładzie się i przywiera do ciała Geralta. Nenneke przykrywa ich kocem. Bierze Cirii za rękę i wychodzą. Cirii ciekawa chce dalej pytać ale Nenneke przykłada palec do ust.
12. Obszerna jaskinia Kaer Morhen
(retrospekcia) - kilka kolejnych faz przeistoczenia.
Mały chłopiec (około 5, 6 lat) leży nieprzytomny w drgawkach. Wokół kilku kapłanów i wiedźminów. Jest to jedna z faz procesu mutacji, przeistoczenia chłopca w wiedźmina. Obraz faluje, szepty, zaklęcia, dużo dymu, oparów. Nagle straszny krzyk chłopca.
13. Pokój gościnny.
Cirii obciera twarz Geralta, gładzi po włosach. Geralt uspokaja się.
14. Później
Ten sam chłopiec, zupełnie siwy leży spokojnie z rozwartymi oczami - widoczne są zmiany, oczy są już podobne do kocich źrenic. Wokół ta sama grupa.
STARY KAPŁAN VESEMIR:
- To na pewno wszystko?
KAPŁANI:
- Nic więcej już nie zrobimy. Każda następna próba zabije go... sądzę, że powinniśmy tak właśnie uczynić. Ma wszystkie cechy wilka i wymazaną pamięć ale to nadal człowiek.
VESEMIR (po chwili zastanowienia):
- Ale ma też wszystko, co chcieliśmy aby miał. Będzie walczył i zabijał.
15. Pokój gościnny.
Cirii poi nieprzytomnego Geralta przez słomianą rurkę. Nabiera w usta wodę, którą bardzo delikatnie wtłacza przy pomocy rurki w usta Geralta. Trochę się tym bawi. Kiedy odwraca się po kolejny łyk wody, Geralt otwiera oczy, po czym szybko je zamyka. Jest przytomny. Cirii poi go jeszcze raz ale przestaje bo Geralt lekko się krztusi. Cirii podnosi narzutę i sprawdza bandaże.
CIRII:
- No, goi się zupełnie dobrze mój mały wilczku. Choć z tym zarostem przypominasz mi raczej złego krasnoluda.
Mówiąc to bawi się włosami i twarzą Geralta, rozciąga mu usta i wachluje uszami. Geralt gwałtownie rusza grdyką, mięśnie rąk i karku napinają się. Jest to scena niezwykle komiczna. Kiedy jednak Cirii podnosi mu powieki i mówi:
CIRII:
- No wilczku, kiedy się łaskawie obudzisz?
Geralt nie opuszcza powiek i dopiero po chwili Cirii orientuje się, że on patrzy na nią.
CIRII (lekko drżąc):
- Słyszysz mnie, rozumiesz?
Zrywa się i ucieka po lekkim skinięciu głową Geralta. Geralt rozgląda się po pokoju. Jego dwa miecze leżą na zydlu, pas i nóż. Brak odzienia. Wchodzi Nenneke.
NENNEKE:
- No, wreszcie.
Podaje dłoń Geraltowi, którą on całuje i przez chwilę przetrzymuje w swych rękach.
NENNEKE:
- Musiałam otworzyć twoje rany i leczyć cię od nowa. Kto na Boga tak cię poharatał - stado wampirów?!
Geralt zachrypnięty, mówi z trudem.
GERALT:
- Nie matko, to było na bagnach, nie mogłem się zwijać... Dziękuję.
NENNEKE:
- Podziękuj też innym. Tym razem to był zbiorowy wysiłek.
Krząta się koło Geralta, zagląda w oczy, mierzy puls.
NENNEKE:
- Masz żelazny organizm, teraz już pójdzie szybko.
GERALT:
- Kto tu był... ta mała mniszka?
NENNEKE:
- Cirii? Jest sierotą jakich tu wiele. Ukrywamy ją bo czasy niepewne. Przeszła okropne rzeczy, więc nie traktuj jej zbyt surowo. To ona cię pielęgnowała i karmiła.
GERALT:
- Zauważyłem.
Po wyjściu Elfa mówi dalej:
NENNEKE:
- Otóż najważniejsze jest ostrzeżenie. Nasz książę przystał do koalicji z cesarstwem. Musiał ponoć. Będą szukać zbiegów z Cintry wszędzie... to znaczy u nas też.
Odrywa się od listu i komentuje:
NENNEKE:
- Mało im, że zamordowali królową Calanthe, podbili Cyntrie i wyrżnęli pół miasta z niebywałym okrucieństwem.
Czyta dalej
NENNEKE:
- No proszę! Wszystkie ościenne księstwa garną się skwapliwie do koalicji z Cesarstwem.
Ponownie przerywa czytanie:
NENNEKE:
- Lecz przecież panowie z Cintry tworzą armię powstańczą gdzie indziej. Więc kogo u nas mogą szukać? O co chodzi?
W izbie zapada wymowne milczenie. Po wymianie spojrzeń wydaje się, że trzy kapłanki wiedzą lub domyślają się w czym rzecz.
KAPŁANKA I:
- Chodzi o Cirii.
NENNEKE:
- Nie wierzę. Wszyscy wiedzieli, że zginęła w oblężeniu. Byli świadkowie. Zresztą kobiety tam nie przenosiły praw do tronu... choć był to raczej zwyczaj niż prawo.
16. Na murach świątyni.
Geralt i Cirii oglądają, zachód słońca. Geralt ledwie idzie. Kulejąc jeszcze, wspiera się na Cirii. Cirii mówi o czymś i gestykuluje a Geralt co pewien czas kiwa głową. Geralt daje jej dłoń, w którą Cirii się wpatruje.
CIRII:
- Nie bój się mnie, Geralt. Przecież ja jestem też człowiekiem, tak jak ty.
Geralt wpatruje się w Cirii zakłopotany.
GERALT:
- Cirii... ja... nie znani ludzi takich jak ty. Nie umiem... mówić...
CIRII:
- Nie trzeba dużo mówić, lepiej nie mówić... Mateczka powtarza mi to bez przerwy. Wiesz co, zrobimy tak, ja będę mówić, bo bardzo to lubię a ty będziesz milczał. Dobrze?
Geralt kiwa głową.
17. Prywatna komnata Nenneke, Dzień,
Nenneke czyta list dostarczony przez uzbrojonego starszego Elfa, który stoi w milczeniu przy drzwiach. Na skromnym łożu w pozycji półleżącej spoczywa Iola. Jest blada, wydaje się osłabiona lub chora. W komnacie są jeszcze dwie starsze zaufane kapłanki.
NENNEKE:
- Nasz szlachetny przyjaciel pisze o niepokojach na pograniczu, o pojawieniu się zbrojnych oddziałów, które dokonują najazdów na osady Elfów i innych ludzi starszej krwi. Również o aktywności tajnych agentów od strony cesarstwa Nilfgaardu... szukają kogoś i podburzają Elfów. Doprawdy trudno się w tym rozeznać. Są też inne sugestie... Dobrze, przyjdź wieczorem po odpowiedź, wyjedziesz nocą.
KAPŁANKA I:
- Właśnie! Ona jest ostatnia z rodu. I ma świętą krew. Małżeństwo z nią usprawiedliwi każdy podbój a nawet każdą zbrodnię. Cesarz wie czego chce.
KAPŁANKA II:
- I o dziecko jeszcze.
KAPŁANKA I:
- Młodsze od niej szły za mąż.
NENNEKE:
- Niepokoi mnie ten list właśnie teraz. Czy nasz przyjaciel, który dostarczył nam te wieści nie domyśla się obecności Cirii tutaj. I czy jest całkowicie bezinteresowny. To jednak dziwny list.
KAPŁANKA I:
- Pani, dla dobra Świątyni musimy przyjąć założenie, że wiedzą, że Cirii żyje. Pogłoski o jej śmierci były fałszywe i specjalnie rozsyłane, bowiem służyły interesom cesarstwa nilfgaaradskiego w tamtym czasie. Po buncie baronów Cintry, cesarz chce, bardzo mądrze, uspokoić sytuację i to przez małżeństwo. Szukają Cirii, to pewne! Musimy ją dobrze ukryć!
KAPŁANKA II:
- Tutaj jej nie ukryjemy.
Zapada milczenie. W izbie nastaje półmrok. Cztery kapłanki na tle okien siedzą nieruchomo, co potęguje wrażenie samotności i zagubienia. Wyciszenie ciągnącej się dalej rozmowy.
18. W gaju, nieopodal Świątyni.
ENNEKE:
- Zwolniłam cię ze ślubów milczenia a ty coś ukrywasz. Miałaś wizje, wiem.
Iola stoi w milczeniu, w oczach łzy, opuszcza głowę.
NENNEKE:
- Aż tak źle?
19. Na murach świątyni.
Geralt stoi samotnie i nieruchomo. Wpatruje się w słońce. Podchodzi Cirii i dotyka jego ręki. Po chwili Geralt przytomnieje, zamyka powieki i mówi:
GERALT:
- Cirii, to ty.
CIRII:
- Stoisz jak monument. Czy jesteś monumentem? Nie chcę tego.
Geralt uśmiecha się po raz pierwszy.
GERALT:
- Ja... też nie chcę być... nie znam tego słowa, ale i tak nie chcę nim być.
Cirii się śmieje.
CIRII:
- Och Geralt, gdzie ty się chowałeś - lepiej nie pytać, wiem.
Cirii obejmuje go w pasie i podciąga do muru, wyciąga rękę i pokazuje coś w oddali. Odjazd od stojącej pary.
20. Pokój Geralta. Wpada Iola.
IOLA:
- Nenneke prosi was zaraz na dziedziniec.
21. Dziedziniec świątyni.
Na dziedzińcu świątyni stoją dwaj rycerze w zbrojach i karminowych płaszczach ze znakiem białej róży na lewym ramieniu. Nenneke z Kapłanką stoją u podnóża schodów na krużganek. Kiedy podchodzi Geralt jeden z rycerzy w wyniosłym tonie zwraca się do niego:
FALVICK:
- Jestem Falvick, hrabia Moen. A to rycerz Tailles z Dorndal.
NENNEKE:
- Czekaliśmy na ciebie. Szlachetni rycerze Zakonu Białej Róży pozostają w służbie miłościwie władającymi tymi ziemiami księcia Herewarda. Kapituła jak wiem zabiega o nadania dla Zakonu.
FALVICK:
- Już je otrzymaliśmy, Pani. Stosując się do zaleceń naszego suwerena przybyliśmy aby dokonać inspekcji Świątyni. Dochodzą pogłoski jakoby Elfowie i inni nieludzie znajdowali tu przytułek i wsparcie. Również Geralt z Rivii nie może tu przebywać i musi opuścić Świątynię.
NENNEKE:
- O co chodzi hrabio? Bogini Melitele jest matką wszystkich, nie tylko ludzi. Jest boginią miłosierdzia i pokoju. Tak było zawsze, od prawieków. Chcecie pohańbić najstarszy kult tej ziemi? W imię czego? Nie... książę nie wydał takiego rozkazu!
Tailles gwałtownym ruchem, wzburzony, wysuwa się do przodu.
TAILLES:
- Jak śmiecie niewiasto zadawać kłam rozkazom księcia!
FALVICK:
- Tailles!! To ciężkie pomówienie, Pani.
Geralt podnosi rękę do góry chcąc uciszyć spór.
GERALT:
- Już dobrze, Panie Falvick. Jestem tu jako osoba prywatna, nie mam żadnej misji. Zaręczam, że za 3 dni opuszczę tę okolicę. To chyba starczy.
TAILLES:
- Opuścisz natychmiast i to na powrozie a my i tak obejrzymy to miejsce magii i zabobonu.
Geralt podchodzi w stronę Taillesa, ten lekko się cofa.
GERALT:
- Chyba cię nie lubię, naprawdę cię nie lubię. Grozisz kobietom i mnie choć nie mam broni. Radzę ci, nie strasz innych, bo sam będziesz przestraszony.
Tailles sięga ręką do miecza.
GERALT:
- Panie Falvick, jeśli on wyciągnie miecz, to przysięgam, że mu go odbiorę i dam po pysku jak zwykłemu chamowi.
Tailles ściąga i rzuca rękawicę pod nogi Geralta.
TAILLES:
- Zmyję zniewagą Zakonu twoją krwią. Czekam przed bramą.
NENNEKE:
- Coś ci upadło synku. Podnieś to zatem bo tu nie wolno śmiecić. Tu jest świątynia. Falvick zabierz stąd tego durnia, bo będzie nieszczęście. Napiszę list do księcia. Wynoście się stąd.
22. Prywatna komnata Nenneke.
Nenneke i Geralt rozmawiają już jakiś czas.
NENNEKE:
- Nie mówiłam ci o tym wcześniej. Ale teraz to sprawa poważna. Zabierzesz ją i zawieziesz do Pani Lasów w Brokilonie.
Geralt po chwili milczenia:
GERALT:
- Nie powinienem się w to mieszać... w sprawy polityczne , dynastyczne... sprawy ludzkie. To zawsze się kończy źle dla nas wiedźminów i dla innych też. Nam nie wolno...
NENNEKE:
- Geralt, ty odmawiasz?
GERALT:
- Dlaczego nie powiedziałaś, że Cirii jest wnuczką Calanthe? Ona była dzieckiem niespodzianką przyznaną mi przez los. A ja zadrwiłem z przeznaczenia, złamałem prawo. To straszne.
Nenneke przerywa mu jeszcze raz, jest wściekła.
NENNEKE:
- A czy nie sądzisz, że przeznaczeniem nie można manipulować tak jak wy wiedźminy czynicie. Cóż to jest prawo niespodzianki jeśli nie wymuszeniem na ludziach spłaty okrutnego długu. Jakże blisko jest już szantaż i gwałt. A ty śmiesz mi mówić, że problemy ludzkie są wam obce z natury. Wasze ręce są ubabrane krwią nie tylko potworów.
GERALT:
- Nie oskarżaj mnie. Od wielu wieków bronimy tylko ludzi, bronimy was. To ludzie narzucili nam te prawa, które stosujemy. Ja nie jestem człowiekiem -pozbawiono mnie uczuć wyższych jak wy to nazywacie. I popatrz, raz odstąpiłem od tych zasad, pozwoliłem sobie na ludzki odruch, na litość. A teraz ty każesz mi obrócić mój miecz przeciwko ludziom. Bo to się tak skończy!
NENNEKE:
- Teraz Geralcie posłuchaj mnie ostatni raz. Przeznaczenie powiedziało ci i to bardzo stanowczo, że działa nadal. Że jesteś odpowiedzialny za losy Cirii. Tak ono chciało. Nic nie poradzisz. To dziecko zostało samo na świecie, nikt jej nie pomoże jeśli nie ty. Więc możesz dumny zabójco z Rivii wziąć swój miecz i wyjść stąd natychmiast ale możesz też zostać, jak chce przeznaczenie i ratować ją nawet za cenę waszych wiedźminich zasad. Bądź człowiekiem, zdecyduj się!
Geralt stoi w milczeniu z opuszczoną głową.
NENNEKE:
- Zanim ją zabierzesz, pojedziesz sam z listami, rozeznasz drogi, sytuacje i nastroje Pani Lasów. Brokilon rządzi się własnymi prawami. Wracaj szybko. Wydaje się, że mamy mało czasu.
Kiedy Geralt całuje rękę kapłanki, ta dodaje:
NENNEKE:
- I pamiętaj, czy ranny czy prześladowany możesz tu zawsze wrócić. My, ludzie, pomożemy ci... po prostu.
23. Klasztor - dziedziniec. Wczesny świt.
Geralt na koniu opuszcza dziedziniec. Przy otwartej bramie wybiega mała dziewczynka - Cirii.
GERALT:
- Co tu robisz?
Geralt zsiada z konia.
CIRII:
- Wiem wszystko. Jedziesz mnie gdzieś ukryć. Nie mów mateczce. To Iola mi powiedziała, i że najlepiej żebyś mnie od razu zabrał!
GERALT:
- Cirii, jak to być może?
Cirii wsuwa rękę w jego dłoń, idą razem.
CIRII:
- Ja wiem wszystko. Wiem, że jestem twoim dzieckiem przeznaczenia. Ale co to znaczy? Przecież miałam ojca.
GERALT:
- No wiesz... ja... jestem takim... ojcem od przeznaczenia... to znaczy takim wyznaczonym.
CIRII:
- Takim jakby zastępczym! Prawda?
GERALT:
- No tak! Nie masz przecież rodziców!
CIRII:
- Babcia Calanthe też zginęła, w obronie Cyntrii, widziałam to! Dlaczego nie byłeś z nami?
GERALT:
- Byłem bardzo daleko... No wracaj!
CIRII:
- To ty wracaj szybko! Mogę coś zrobić?
Nie czekając na odpowiedź skacze na Geralta, ten łapie ją przy sobie. Cirii mierzwi mu włosy i ciągnie za uszy.
CIRII:
- Jesteś taki śmieszny i taki miły, jak miś... albo małpka. Ale wrócisz, prawda? I zabierzesz mnie!
GERALT:
- Wrócę, ale teraz uciekaj!
Cirii biegnie ku bramie. Ogląda się. Geralt stoi i patrzy, jest wzruszony. Cirii jeszcze raz zatrzymuje się.
GERALT:
- Uciekaj!
24. Pola wokół klasztoru.
Geralt ostro galopuje. Zwalnia, przechodzi w kłus.
25. Pustkowie - spalona wieś.
Geralt dojeżdża do zgliszcz spalonej wsi Elfów. Leżące zwłoki dzieci i kobiet. Mija wieś i natyka się na kilku Elfów powbijanych na kołki, jeszcze żywych. Geralt zsiada z konia i podchodzi.
ELF:
- Zlituj się.
Geralt wyjmując miecz:
GERALT:
- Kto to był?
ELF:
-Kobieta i...
Geralt zakrywa oczy lewą dłonią. Ciemność a w niej świsty miecza. Geralt w ciemnościach dobija pozostałych. Słychać jęki i szepty:
GŁOSY:
- Dziękuję bracie wilku, proszę, zlituj się, tnij.
Geralt jedzie na koniu. Ma złą wilczą twarz.
26. Jar - polana.
Jest to zasadzka rycerzy Białej Róży. Na polanie znajduje się Falvick, Tailles oraz 12 zbrojnych knechtów straży książęcej z kapitanem, krasnoludem Dennisem Cranmerem. Geralt jest okrążony.
GERALT:
- Psiakrew.
Zsiada z konia i zbliża się do rycerzy.
FALVICK:
- W końcu wyszliście spod spódnicy kapłanki. Obraziliście urodzonego Taillesa a on wezwał cię na pojedynek. Teraz się nie wykręcisz. Stawaj.
GERALT:
- A muszę? Wiecie, że nie mogę zabić człowieka. Nie znacie kodeksu Wilków? To przecież wyście go ustanowili. Cranmer jak to jest?
CRANMER:
- Dostałem rozkazy. Masz podjąć wyzwanie. A co do kodeksu, to przypominam, że nie wolno ci patrzeć na człowieka, z którym walczysz.
Cranmer podchodzi do Geralta i zawiązuje mu opaskę na oczy.
GERALT:
- Rozumiem. On może mnie zabić bezkarnie a jeśli dotknę go mieczem będę powieszony. Gdzie jest wasz honor.
Rozpoczyna się niby pojedynek. Ale Geralt znika jakby z pola widzenia Taillesa. Jest tak szybki, że miecze nie dźwięczą a Tailles rozpędzony wpada w pustą przestrzeń. Ośmiesza się. Dwukrotnie Geralt komentuje złośliwie umiejętności rycerza czym doprowadza go do wściekłości.
GERALT:
- Panowie, możecie mi powiedzieć czy rycerz, który mnie wyzwał na pojedynek jest tu jeszcze, czy może już odjechał bez pożegnania. Panie Tailles, dam się związać, bo inaczej nie odnajdziemy się tu nigdy.
Książęcy knechci rechoczą jawnie. W ostatniej fazie Geralt staje znowu naprzeciw Taillesa, ten zaślepiony rusza z furią i uderza z góry mieczem. Geralt zasłania się. Odbity miecz tnie twarz rozpędzonego Taillesa, który pada łapiąc się za głowę.
FALVICK:
- Straż, brać go!
CRANMER:
- Stać Hrabio, Tailies uderzył się o własne żelazo. Jego pech.
Falvick wyrywa miecz z pochwy ale Cranmer zastępuje mu drogę, podnosząc groźnie rękę.
FALVICK:
- Wy małpoludy jesteście wszyscy tacy sami. Będziesz wisiał! A ty Geralt pożałujesz tego, przysięgam!
Geralt podchodzi do Falvicka bez słowa, jego twarz potwornieje, chrypi przez zęby.
GERALT:
Jeśli się dowiem, że coś przydarzyło się Nenneke, kapłankom i tu obecnemu Cranmerowi to cię odszukam - choćbyś był pod ziemią - wtedy nie będę miał zasłoniętych oczu, wtedy nie licz na szybką śmierć.
Zbliżenie oczu. Falvick przewraca się z krzykiem.
27. Droga leśna
Geralt galopuje duktem leśnym, wypada za lasem na rozstaje dróg i zatrzymuje się przed typową tabliczką "Wiedźmin poszukiwany" Obok lamentująca kobieta
GERALT (z konia):
- Co się zdarzyło, mówcie.
KOBIETA:
- Ta gadzina nie daje już żyć panie. To krowę, to kozę, a wczoraj synka mi porwała. Tylko się obwiesić.
GERALT:
- Co za gadzina, wiecie?!
KOBIETA:
- Ihii.
Podbiega dwóch kmieci. Geralt zsiada z konia.
KMIEĆ:
- Czyście wiedźmin. Panie, ratujcie. Ta cholera nas zniszczy. Od roku chyba się wściekła... bo przedtem...
GERALT:
- Milcz. Czy ktoś ją widział, ślady ukąszeń, ciecz którą zostawia, odchody, odgłosy jakie wydaje?
KMIEĆ:
- Widziałem to, na dwa chłopy długie, czarne jak chrabąszcz i dużo nóg - straszne z wąsami.
GERALT:
- Za dwa dni w południe będziecie tu z podwodą. I z moim koniem - nakarmionym. Pieniądze wedle stawki, tak?
KMIEĆ:
- To wójt kazał tę tabliczkę - to do niego.
28. Las. Zmierzch.
Wielki bór widoczny aż po horyzont. Wyostrzone i groźne odgłosy życia lasu: pohukiwania, ryki i wrzaski. Zbliżenie Geralta - stoi w ciemności i słucha
29. Rogatki Blaviken. Ranek.
Geralt wjeżdża stępa w rejon rogatki. Za nim dwa konie ciągnące w sieci wielkiego stwora - wija leśnego. Zbliża się Strażnik.
STRAŻNIK:
- Co tam?
GERALT (do wieśniaka):
- Zostawcie go tutaj, jadę do wójta.
Mówiąc to zwraca się także do Strażnika.
30. Karczma w Blaviken. Popołudnie,
Geralt i Wójt piją gorzałkę i pojadają. Wokół siedzą wespół ludzie, elfy, niziołki, kozłoludy, krasnoludy, gnomy. Wszyscy popijają, jest wesoło, luźno. Ktoś śpiewa - jest to Jaskier, znany bard pogranicza. Dziewka karczemna przynosi do stolika następny dzban trunku.
WÓJT:
- Nadziwić się nie mogę, żeście go ukatrupili. Nie ma już takich jak wy. Chłopy mówią żeście się uwinęli w try miga. Co? Jak było?'
GERALT:
- Łatwo poszło, nażarta była, to nieruchawa.
WÓJT:
- Chłopy poszły dwa razy z widłami i oszczepami ale nie dali rady, poszarpała ich, dwóch zbrojnych też mi zabiła.
Wójt jest już trochę pijany. Geralta rozmowa nudzi. Rozgląda się po karczmie, ciekawy widoku pomieszania i zespolenia różnych ras. W tle Jaskier zaczyna śpiewać melancholijną piosenkę:
JASKIER:
- Zapachniało powiewem jesieni Z wiatrem zimnym uleciał słów sens Tak być musi, niczego nie mogąjuż zmienić Brylanty na końcach twych rzęs
GERALT:
- Ciekawie tu u was. Dawno czegoś takiego nie widziałem.
Wójt przywołuje dziewkę po następny dzban.
WÓJT:
- A to! Ta zbieranina? To są handlarze, kupcy, a właściwie przemytnicy. Ale co tu dużo gadać, miasto żyje dzięki nim. No bo tak. Nikt teraz nie przyjedzie ani nie wyjedzie, na szlakach zbóje, chamstwo pól nie obrabia, książę Elfów ruguje z ziemi to się bronić zaczęli.
GERALT:
- Bronią się?
WÓJT:
- Inaczej zginą. Mają najgorszą ziemię, ale co to za rolnicy. Polowaniem i pasterstwem się zajmowali, to łąki im odebrali a w lesie strażnicy.
GERALT:
- No... ale mogą robić co innego..
WÓJT:
- Nie, są za dumni., to i głupi. Widziałeś Elfa szewca, rymarza albo i bednarza? Do wojska nie pójdzie taki jak krasnolud, bo nie chcą się ludziom wysługiwać. Ale też panie, krzywda im się dzieje Bo co się stanie złego to zaraz wiesza się Elfa. Obrzydło mi to.
GERALT:
- Dobry z was człowiek, wójcie.
WÓJT:
- Eee..., jestem na służbie, co mam robić. Rozkazy i rozkazy. A elfiej krwi każdy ma trochę i wy i ja. Tak to już jest.
Do stolika podchodzi knecht miejski, coś szepcze w ucho Wójtowi i odchodzi.
WÓJT:
- Na mnie czas. Widzicie, chyba wszystkim rozum odebrało, palą nawet świątynie i klasztory. Kupa zbrojnych idzie ku nam.
GERALT:
- Które świątynie?
WÓJT:
- Nie wiem które, no... te skąd przyjechaliście.
Geralt podrywa się jak oparzony, Wójt też wstaje. Patrzą na siebie.
GERALT:
- Nie możecie powiedzieć? Proszę. Ja was nie zdradzę.
Wójt przybliża się do Geralta i mówi cicho.
WÓJT:
- Jedźcie do naszego maga, on wie więcej. Ale nie mówcie o mnie.
31. Przed wieża maga. Wieczór, zmierzch.
Geralt stuka kołatką do drzwi. Cisza. Stuka ponownie. Odzywa się tubalny gios:
GŁOS:
- Ktoś ty?
GERALT:
- Jestem Geralt z Rivii, z cechu rycerzy - Wilków, mówią o mnie też Biały Wilk.
Następuje cisza. Geralt ponownie kołacze.
GŁOS:
- Znam Geralta ale nie wiem czy ty nim jesteś. Podaj mi trzy runy na skale w Kher Morhen.
GERALT:
- Wiesz w takim razie, że tego nie mogę powiedzieć nikomu. Ale wszystkie kończą się tak samo.
GŁOS:
- Wchodź.
32. Rogatki - uliczka.
Do miasta wjeżdża grupa zbrojnych. Prowadzi czarnowłosa kobieta. Z ubioru, uzbrojenia, pewności siebie i nonszalancji wynika jasno, że ich rzemiosłem jest rozbój i gwałt. Jadą powoli. Parę osób ucieka w zaułki, zatrzaskując drzwi.
33. Obszerna komnata w wieży.
Dużo książek, przyrządów astronomicznych, map. Pracownia bardziej naukowca - badacza - nie maga, czy czarownika.
GERALT:
- Wiedziałem, że to ty Ingmarze.
STRAGOBOR:
- Nazywam się teraz Stragobor, racz pamiętać o tym.
GERALT:
- Znowu się ukrywasz?
STRAGOBOR:
- Mniejsza z tym. Co cię sprowadza? Pytam choć wiem.
Geralt waha się przez moment, widać, że znajomość ze Stragoborem nie ułatwia mu prośby.
GERALT:
-Przyjechałem tu ze świątyni Melitele... Wokół zaczęło się coś dziać złego, zamieszki, napady, nawet rzezie Elfów i innych. Świątynia była zagrożona... choć ja tego nie wyczuwałem... Nie wiem co się stało po moim wyjeździe. Czy masz dawną moc przywracania obrazów?
STRAGOBOR:
- Może mam, może nie. To zależy od ciebie.
GERALT:
- Ode mnie?
STRAGOBOR:
- Nie bądź dzieckiem. Dlaczego interesują cię losy ludzi lub Elfów. Stworzono cię do walki z potworami w obronie istot myślących. Jesteś maszyną do zabijania. Czy nie mam racji?
GERALT:
- Nie dręcz mnie. Mam swoje powody... Więc dobrze los kilku osób nie jest mi obojętny. Ale z ludźmi nie walczę nigdy. To reguła, od której nie odstępuję.
STRAGOBOR:
- Cieszy mnie to nad wyraz. Cieszy mnie ta czysta sprzeczność. Jeśli nie jesteś obojętny wobec jednych ludzi, to będziesz musiał walczyć z innymi no i zabijać. Nie ma jednostronnych emocji Geralcie. A może jesteś fałszywym wilkiem?
Geralt jest wzburzony, podchodzi do maga.
GERALT:
- Mówiłem, nie dręcz mnie. POWIESZ MI CZY NIE?
STRAGOBOR:
- Dobrze. Pytałeś czy mam dar odtwarzania obrazów. Pamiętaj, te obrazy są gdzieś w tobie. Siadaj i skup się.
Następuje seria obrazów - sekwencji filmowych przywołanych magią Stragobora.
33 A. Sekwencja l
Powtórzenie sceny z Kaer Morhen. Siwy chłopiec leży na skale.
GŁOS KAPŁANA:
- Sądzę, że powinniśmy tak uczynić. Ma wszystkie cechy wilka ale to nadal człowiek.
33 B. Sekwencja 2
Geralt zabija Elfów wbitych na kołki.
33 C. Sekwencja 3
Geralt i Cirii na murach. Mówi coś i śmieje się zawstydzona, zakrywa twarz kapturem a po chwili mówi poważnie:
CIRII:
- Geralt, popatrz.
Odwraca się i pokazuje ręką w stronę szerokiego krajobrazu. Widać w oddali drogę, przy drodze czteropłaszczyznowy wysoki słup z wyrzeźbionymi twarzami bóstw.
c.d. 33. Obszerna komnata w wieży. Obrazy znikają. Geralt siedzi oniemiały.
STRAGOBOR:
- Chcesz jeszcze jeden obraz. Dobrze.
33 D. Sekwencja 4
Falvick zbliża się do ekranu. Trzyma w ręku chustę (którą okrywała się wcześniej Cirii). Patrzy wprost na Geralta. Uśmiecha się szyderczo.
c.d. 33. Obszerna komnata w wieży.
GERALT:
- Co się tam stało?
STRAGOBOR:
- Powiem ci jutro. Widziałeś bardzo dużo. Te obrazy coś łączy, coś bardzo ważnego dla ciebie a mam nadzieję, że dla mnie też. Przemyśl to.
Geralt zrywa się wściekły i groźny zarazem,. podchodzi do Stragobora.
GERALT:
- Chcesz czegoś ode mnie, chcesz mnie poszczuć, mącisz, intrygujesz! Powiedz wprost głupcze! Tu chodzi o życie!
STRAGOBOR:
- Masz rację, o jej życie i wielu innych... również moje. Niewiele dni mi zostało jeśli mi nie pomożesz. Jesteś dla mnie ostatnią szansą. Chcę ci pomóc i sobie też. Ale moje myśli są zmącone... Ktoś mnie szuka i jest blisko, boję się. Jutro będę wiedział więcej. Zaufaj mi. Zgoda?
Geralt kiwa głową.
STRAGOBOR:
- Przyjdź o świcie.
34. Przed karczma. Noc.
Pusta ulica przed karczmą. Księżycowa poświata. Skulony pies przebiega i niknie w zautku. Przed karczmą kilkanaście koni wierzchowych i jucznych.
35. Karczma - wnętrze.
Wchodzi Geralt. Gości jest mniej i nastrój wyraźnie przygasł. Z izby zakrytej kotarą dobiegają odgłosy biesiady, śmiechy i gruby rechot. Geralt zatrzymuje biegnącego z dziczyzną Karczmarza.
GERALT:
- Co za ludzie?
KARCZMARZ:
- Siedmiu zbrojnych - na służbie księcia. Pozwólcie...
Geralt siada w najciemniejszym kącie izby. Rozgląda się za służbą ale nikt nie nadchodzi. Część gości wymyka się chyłkiem z karczmy. Zza kotary wybiega gwałtownie Karczmarz, znika w kuchni. Narasta rechot, fragmenty sprośnych przyśpiewek i klątw. Po chwili wypada także półobnażona dziewka karczemna, a za nią rozochocony bandzior.
BANDZIOR:
- Gorzała się skończyła śmierdziele!
KARCZMARZ:
- Panie, zechciej wybaczyć, ledwie nadążamy, innym już nie podajemy!
Zza kotary wychodzą pozostali kamraci. Na pierwszy rzut oka widać, że jest to najgorsza banda uzbrojonych po zęby oprychów. Izba pustoszeje. Protestujący Karczmarz dostaje po łbie i pada nieprzytomny. Jeden z bandziorów chwyta dziewkę i zrywa z niej spódnicę.
BANDZIOR II:
- Hej bracia, zabawmy się!
BANDZIOR III:
-Mało jednej.
BANDZIOR I:
- Mało? Nie grzesz. Nie zawsze są mniszki!
BANDZIOR IV:
Spokój. Za chwilę wróci Renfri.
BANDZIOR II:
- Zdążymy!
Dziewka, korzystając z chwilowego rozprężenia zrywa się i ucieka w ciemny kąt, gdzie siedzi Geralt.
DZIEWKA:
-Panie, ratuj!
Geralt obejmuje ją nagą i przygarnia. Czarne oczy w nieruchomej białej masce.
BANDZIOR II:
- Co to za odmieniec?
BANDZIOR III:
- Biały małpolud! Puszczaj ją i wynocha!
Rozwija bicz i strzela nim w Geralta. Geralt błyskawicznie chwyta za koniec bata i pociąga gwałtownie. Oprych zwala się uderzając głową o zydel, osuwa się na podłogę. Reszta kompanów nieruchomieje, zapada cisza.
GERALT:
- Czekam na Renfri.
Do karczmy wchodzi Renfri. Renfri, czarnowłosa kobieta o wybitnej urodzie podchodzi powoli z uśmiechem.
RENFRI:
- Mówiłam, żeby z nim nie próbować.
BANDZIOR:
- Nawet nie zaczęliśmy.
RENFRI:
- Dlatego to wasz szczęśliwy dzień. Chcę tu zostać sama.
Kompani zabierają nieprzytomnego, dziewka czmycha do kuchni.
GERALT:
- Skąd wiedziałaś, że tu jestem?
RENFRI:
- To śmieszne pytanie. Natomiast poważne pytanie, to skąd ty wiedziałeś, że ja tu jestem?
GERALT:
- Od nich.
RENFRI:
- Byłeś u maga. Nie mieszaj się w to. Przyjechałam po Stragobora z rozkazu księcia. I wezmę go żywego lub martwego.
GERALT:
- Ejże, czy na pewno z rozkazu księcia? Słyszałem raczej o waszych prywatnych porachunkach. Zresztą nic mi do tego. Zostaw go w spokoju. Jest mi potrzebny. I temu miastu też.
RENFRI:
- Nie ma już prywatnych spraw. Szczególnie teraz. Chcę cię ostrzec. Trzymaj się z daleka od nas i tego co robimy. Jesteśmy specjalnym komandem i... reprezentujemy prawo tego księstwa.
GERALT:
- Nie chcę się spierać. Zaniechaj go. On się już zmienił. To stary, przerażony człowiek. Nie nasycisz swojej zemsty.
RENFRI:
- A czy ty wiesz co on mi zrobił? Mnie, królewskiej córce? Z jego jednej głupiej przepowiedni rozlało się morze krwi. Zamiast mnie zabić, nazwano mnie bękartem, sprzedawano, gwałcono, bito i więziono. Czy mogę o tym zapomnieć? I o tym kim teraz jestem?
GERALT:
- Zostaw go w spokoju, proszę cię.
RENFRI:
- Uratowałeś mi życie, ja to pamiętam. Ale ja nie chciałam żyć, więc nie ma długu wdzięczności. I nie zadzieraj z prawem, mówię ostatni raz.
GERALT:
- Widziałem twoje prawo. Tylko ty umiesz wbijać tak ludzi na kołki.
RENFRI:
- A co cię to obchodzi. Elfowie nie są ludźmi! Geralt! Ty się nie mieszaj do spraw, których nie rozumiesz. Tu chodzi o czystość krwi i rasy, o nowy ład i przyszłość. Nieludzie są chwastami, a chwasty trzeba pienić. Lepiej pilnuj swoich potworów - tam twoje miejsce!
GERALT:
- Kiedy patrzę na ciebie, myślę, że są różne potwory.
RENFRI:
- Ja nie jestem potworem. A ty nie jesteś człowiekiem. Uważaj więc.
GERALT:
- Teraz ja cię ostrzegam. Nie będę dłużej patrzył na twoje nikczemności.
Geralt wstaje i odchodzi.
36. Widok pustych ulic.
Geralt idzie do swej kwatery. Na barierce przed stajnią chudy czarny kot.
GERALT:
- Kici, kici koteczku.
Kot obnaża kły, syczy.
GERALT:
- Wiem. Ja ciebie też nie lubię. Żartowałem tylko.
CYKADA.
- Ale ja nie żartuję. Wyciągaj żelazo z jaszczura.
Cykada staje naprzeciw Geralta. Jest jeszcze jednym z kompanii Renfri (nie było go w karczmie).
CYKADA
- Może słyszałeś o mnie. Jestem Ivo Mirce, mistrz miecza. Zwą mnie też Cykadą. Zawsze chciałem sprawdzić cię wiedźminie.. Ile jest prawdy w tych bajkach o tobie. No stawaj.
Geralt rusza do przodu, nie wyciąga miecza.
GERALT:
- Zjeżdżaj. Nie biję się z byle szmaciarzem.
CYKADA:
- Tak myślałem. Ty tchórzu. Stój!
Geralt idzie dalej, zmuszając Cykadę do cofania się.
CYKADA:
- Mam ci napluć w gębę?
GERALT:
- Pluj sobie.
Cykada rzeczywiście chce napluć Geraltowi w twarz. Patrząc mu w oczy nie widzi rąk. Geralt zadaje mu cios kolczastą rękawicą, poprawia drugą ręką z całej siły. Cykada się wali. Geralt obraca się. Trzech mężczyzn skradających się za nim ucieka.
GERALT:
- Mistrz miecza!
Cykada unosi twarz znad kahlży, wypluwa czerwoną zawartość. Geralt przechodząc kopie go w głowę, ten pada ponownie w kałużę.
GERALT:
- Mistrz miecza.
37. Kwatera Geralta. Poddasze.
Geralt budzi się w środku nocy. Nie zmieniając pozycji lustruje izbę i otwarte okienko. Wnętrze jest dość dobrze oświetlone księżycową poświatą. Przy oknie ledwo słyszalny szelest. Jakaś postać przeciska się przez okno i dochodzi do pryczy. Stoi nad Geraltem, wyciąga rękę. Geralt chwyta za nią i pociąga na siebie, zmieniając jednocześnie pozycję ciała przygniata człowieka do pościeli W ręku ma już sztylet.
RENFRI
- Początek całkiem niezły, ale nie sądziłam, że tak prędko znajdziemy się w łóżku.
GERALT:
- To ty.
RENFRI:
- To ja. Jeśli nie jesteś tym, który korzysta z takiej okazji to zejdź ze mnie.
GERALT:
- Za chwilę koteczku. Pierw sprawdzimy z czym przyszłaś.
Geralt obszukuje Renfri jedną ręką.
RENFRI (śmieje się):
- Bardzo dokładni jesteście wy wiedźmini.
GERALT:
- Twoi ludzie chcieli mnie dziś zabić. Muszę być dokładny.
Renfri siada na łóżku.
RENFRI:
- Zapal kaganek. Nie widzę jak ty w nocy.
Geralt wstaje, zarzuca na siebie opończę i zapala ogień. W tym czasie Renfri kontynuuje:
RENFRI:
- To nie był mój pomysł. Szczerze. Nic nie wiedziałam. Gdybym chciała cię dopaść, to nie tak głupio. Teraz też nie mam złych zamiarów. Ale przepraszam. Przyjmujesz?
GERALT:
- Po co przyszłaś?
RENFRI:
- Nie wiem sama. Chyba zabolało, że nazwałeś mnie potworem. Właśnie ty. Jutro ktoś z nas zginie - może obydwoje. Więc może chciałam ci udowodnić, że nie jestem potworem, ani tamtą poniżoną dziewczyną, której uratowałeś życie... Że jestem normalną kobietą... - nie wiem. Jesteśmy tak do siebie podobni.
GERALT:
- Jak to?
RENFRI:
- Bo życie zepchnęło nas na margines. Nie dano nam szans. Zabijamy z konieczności: ja, bo musiałam jakoś przeżyć, a ty, bo tak ci kazano.
GERALT:
- Ja zabijam żeby uniknąć cierpień i krzywd a ty się pławisz w okrucieństwie. Nie jesteśmy tacy sami. Zaniechaj Stragobora, wyrzeknij się zemsty, wtedy przekonasz mnie.
RENFRI:
- A jeśli nawet tak zrobię, to co dalej. Wiesz co się stanie - dopadną mnie wrogowie. A mam ich wielu. Kosztowna chwila słabości. Dasz mi opiekę, ochronisz mnie, białowłosy?
Geralt milczy.
RENFRI:
- Masz tu coś do picia?
GERALT:
-Nie.
RENFRI:
- W takim razie dobrze, te przyniosłam.
Z leżącego koło pryczy tobołka wyjmuje bukłaczek i dwa skórzane kubki.
GERALT:
- Już prawie północ. Ciągle nie rozumiesz. .
RENFRI:
- No proszę, niedomyślny wiedźmin. Napij się ze mną. Twoje zdrowie Geralt.
Geralt jest czujny, czeka aż Renfri wypije swój kubek po czym wychyla swój.
RENFRI:
- Myślałam, że cię namówię żebyś go zabił cicho i sprawnie... aby uniknąć większych krzywd i cierpień. Tak byłoby sprawiedliwie. Ale już wiem, że się nie zgodzisz. Napijmy się jeszcze.
Renfri zaczyna się rozbierać.
GERALT:
- Co robisz?
RENFRI:
- Zostaję u ciebie. Żebyś miał dowód i gwarancję, że wyrzekłam się zemsty. Bo będziemy razem aż jutro wyjadę z miasta. Ale teraz Geralcie nie możesz mnie odepchnąć. Nie dzisiaj. Proszę! Nalej jeszcze.
Geralt nalewa do kubków. Jest w rozterce. Ale wino już zaczyna działać.
RENFRI:
- Zamknij oczy.
Geralt odwraca głowę. Renfri rozbiera się dalej. Z zakamarka odzieży wyjmuje małą kulkę. Pociera w rękach, zostaje proszek, który wsypuje do kubka Geralta. Stoi naga.
RENFRI:
- Teraz popatrz Geralcie. Czy tak wygląda zło?
Geralt otwiera oczy. Renfri jest oszałamiająco piękna. Renfri bierze kubki wina, podaje Geraltowi.
RENFRI:
- Teraz ty wypij za moje zdrowie i za...
Renfri uśmiecha się uwodzicielsko i wychyla swój kubek. Geralt wypija. Renfri kładzie się na łóżku, pociąga za sobą Geralta. Całuje go. Trucizna zaczyna działać. Renfri przylega do niego, jest nad nim. Twarz Geralta przykrywają jej włosy. Geralt rzuca się pod nią ale jest już słaby. Renfri wstaje, patrzy uważnie w jego twarz.
RENFRI:
- Nie przeszkodzisz mi, białowłosy. Biedny, naiwny wiedźmin. Ale będziesz żył. Dług spłacony.
Geralt próbuje nieludzkim wysiłkiem podnieść się, nie daje rady i wali się nieprzytomny na pryczę. Renfri uśmiecha się szyderczo.
38. Plac targowy - przed karczma. Świt.
Z daleka Renfri ze swoją kompanią. Z gestów wynika, że omawiany jest plan zbrojnej akcji.
39. Izba Geralta.
Zbliżenie okna. Dzień. Geralt na pryczy, budzi się, patrzy w okno a po chwili zrywa się nagi i przewraca. Leży przez chwilę nieruchomo. Podpełza do tobołków i otwiera sakwę. Drżącymi rękami wlewa do kubka płyny z trzech flakonów. Miesza i wypija. Siedzi nieruchomo tyłem w tle okna.
40. Przed karczma i plac targowy.
Geralt dobiega do placu. Jest odmieniony, upiorny (jak w scenie 10). Pełna furia i jednocześnie kontrola nadludzkich zmysłów. Jest już po walce. Leżące ciała pachołków miejskich, wśród nich Wójta. Grupa związanych Elfów w pozycji klęczącej, przytroczonych za szyje do straganów. Na straganach zrabowana broń - miecze, noże, łuki i strzały. Biegnącego Geralta zauważa komando Renfri. Dwóch mierzy z kusz i strzela. Geralt w biegu odbija mieczem bełty. Dobiega i następuje walka. Jej przebieg jest podobny do opisu Andrzeja Sapkowskiego. Co jest ważne w tej scenie: Geralt po raz pierwszy nie zakrywa oczu w walce z ludźmi, kiedy zabija. Ta walka uwidacznia jego niezwykłe i nieludzkie umiejętności. Zażycie specyfików zwiększa jego niesamowitą szybkość i technikę. Więc trochę z konwencji samurajskiej - nie widać cięcia ale głowa spada lub przeciwnik się osuwa. Przerywany rytm - szybki, potem zwolnienie ruchu. Geralt w locie, szybkie piruety między migającymi mieczami. Geralt nie pojedynkuje się w rycerskiej konwencji, jego miecz nie zderza się nigdy z mieczami przeciwników - jest na to za szybki. Walka odbywa się w ciszy. Jest to raczej balet egzekucyjny, przerażający w swoim wyrazie. Walka jest skończona. Geralt błyskawicznymi cięciami przecina więzy Elfów kiedy nadjeżdża Renfri. Przed nią na koniu przewieszony, śmiertelnie ranny Stragobor. Renfri zrzuca Stragobora na ziemię. Stragobor z trudem odwraca głowę do pochylonego Geralta.
STRAGOBOR:
- Wybrałeś... Dobrze. To Renfri spaliła świątynię. Cirii żyje...
GERALT:
- Gdzie jej szukać?
STRAGOBOR:
- Jedź...
Następuje nieartykułowany szept przechodzący w rzężenie. Geralt podrywa głowę znad czoła Stragobora i widzi jak Renfri na koniu jest przeszywana strzałami uwolnionych Elfów. Renfri spada na ziemię. Geralt widzi jeszcze jak jeden z Elfów biegnie z mieczem do Renfri. Odwraca się i odchodzi.
41. Plener. Rozległy piękny pofalowany pejzaż Dzień.
Geralt samotnie jedzie na południe. Po piekle i rzezi, którą przeżył w Blaviken wraca do natury. Jest to sekwencja piękna i harmonii przyrody. Szereg sekwencji: pola, las, jary, pagórki. Wielka łagodność i zespolenie Geralta z naturą. On powoli się rozluźnia, zaczyna oddychać pełną piersią. Wraca do siebie.
42. Pofałdowany płaskowyż. Dzień.
Geralt jedzie lekkim kłusem. Co pewien czas ogląda się do tyłu, coś go niepokoi. Rusza szybciej.
43. Jar. Wieczór.
Geralt siedzi za drzewem przy dukcie leśnym. Ktoś nadjeżdża, ale Geralt nie jest zaniepokojony ani spięty. Nadjeżdża Jaskier - bard, który śpiewał w karczmie w Blaviken. Geralt łamie suchą gałązkę, która pęka z głośnym trzaskiem. Przejeżdżający Jaskier ściąga konia. Koń tańczy pod nim. Jaskier zeskakuje. Jest przerażony.
GERALT:
- Czemu jedziesz za mną?
JASKIER:
- Mnie też droga na południe.
GERALT:
-To jedź.
JASKIER:
- Nie bójcie się mnie, panie. Ja nie mam złych zamiarów.
Geralt patrzy z niedowierzaniem, lekko się uśmiecha. Mówi dobrotliwie:
GERALT:
- Bogu dzięki, że choć jeden człowiek nie ma złych zamiarów.
Jaskier też się rozluźnia.
JASKIER:
- Już późno. Mam w jukach udziec barani, zapraszam, gdybyście zechcieli.
44. Ognisko na polance. Noc.
Kończą ogryzać kości. Popijają wodę z koziego bukłaka. Jest przyjemnie. Jaskrowi odbija się ciężko. Beka.
JASKIER:
- O, przepraszam.
Jaskier milknie. Geralt po chwili:
GERALT:
- To niebezpieczne tak jeździć.
JASKIER:
-Jak?
GERALT:
- Bez broni.
JASKIER:
- Co mi po broni jak spotkam takiego jak ty. Ale mam lutnię. Włóczę się z nią po świecie i nie mam żadnej rany... Oprócz ran miłosnych. Mógłbym ci opowiedzieć wiele wesołych historyjek, choćby z Blaviken.
GERALT:
- Widziałem cię w karczmie... i na rynku.
GERALT:
-I co, nie boisz się mnie?
JASKIER:
-Nie.
Geralt rozluźniony kładzie się na derce, podkłada ręce pod głowę i przymyka oczy. Jaskier zaczyna pobrzękiwać na lutni, układa melodię.
JASKIER:
- Nie przeszkadzam ci?
GERALT:
- Jak się nazywasz?
JASKIER:
- Jaskier.
GERALT:
- Jadę do Brokilonu. Jeśli chcesz możesz się ze mną zabrać. Proszę, graj, ale cicho.
Jaskier zaczyna cicho nucić pieśń miłosną.
JASKIER:
- Tam, gdzie mieszkasz, już biało od śniegu
Szklą się lodem jeziora i błota
Tak być musi, już zmienić nie może
Zaczajona w twych oczach tęsknota
- Wróci wiosna, deszcz spłynie na drogi
Ciepłem słońca serca się ogrzeją
Tak być musi, bo ciągle tli w nas ogień
Wieczny ogień, który jest nadzieją.
45. Las. Dzień.
Geralt z Jaskrem jadą przez las. Geralt pierwszy. Jest czujny. Nagle nachyla gwałtownie głowę. Dwa strzały, prawie równocześnie wbijają się w drzewa po obu stronach duktu. Zeskakują, stają.
GERALT:
- Z koni.
JASKIER:
- Co to znaczy?
GERALT:
- To ostrzeżenie. Nie przejedziemy tędy. Musimy spróbować przejść rzeką od załomu.
46. Rzeka i równina za rzeka. Dzień.
Kończą przeprawę, wychodzą na brzeg. Przed nimi rozległa łąka, za nią las Brokiloński.
GERALT:
- Możesz jeszcze zawrócić. Tu jest naprawdę niebezpiecznie.
JASKIER:
- Coś ci grozi?
GERALT:
- Nie żartuj, rób to co ja i nie kłap dziobem.
47. Pole - las. Dzień.
Dojeżdżają przez pole do ściany lasu. Mają w bok rozrzucone ręce. Na 30 metrów przed lasem stają.
GERALT:
- Szlachetne driady świętego lasu. Przybywam do waszej pani z posłaniem od Kapłanki Nenneke. Będę czekał na waszą odpowiedź.
Zsiadają z koni.
GERALT:
- Rozkulbacz. To potrwa.
JASKIER:
- Długo?
GERALT:
- Dzień, dwa.
JASKIER:
- Słyszałem o tym lesie, że tu baby są tylko, ale na baby mamy swoje sposoby.
GERALT:
- Nie próbuj nawet bo stracisz... nie tylko lutnię. Stąd nie wychodzi żaden mężczyzna. One nienawidzą ludzi... i słusznie. Najlepiej nie odzywaj się. Będziesz mógł później układać pieśni.
48. Przed lasem - małe ognisko. Noc.
Geralt i Jaskier siedzą przy małym ognisku. Posilają się żując kawałki wysuszonego mięsa.
GERALT:
- W tych konarach kryje się wiele łuków wymierzonych w nas. Słyszę jak biedaczki pobrzękują cięciwami, jak się niecierpliwią.
JASKIER:
- Jak możesz to wiedzieć, może tam nikogo nie ma.
GERALT:
- Są tam. Naliczyłem 60 łuków. Nie lubią nas Jaskier -to pewne.
JASKIER:
- Jak to naliczyłeś?
GERALT:
- Normalnie. Ludzie przetrwali kiedyś dzięki tym umiejętnościom a potem zapomnieli o nich. Wszystko jest w tobie Jaskier. Możesz widzieć w ciemności, słyszeć w ciszy, myśleć myślami innych, wyczuwać ich lęk, siłę, wolę walki.
JASKIER:
-A jak jest z tobą?
GERALT:
- Właśnie tak. Ale ja muszę być taki aby przeżyć. Nic innego nie potrafię. Co z tego, że jestem lepszy w walce. Ty umiesz śpiewać, grać, składać poezje. To jest piękne... i takie mądre.
Jaskier patrzy na Geralta wyraźnie wzruszony. Mruga oczami. Mówi stłumionym głosem.
JASKIER:
- Dziękuję. Mało kto tak myśli. Ludzie raczej...
Chrząka i zmienia temat.
JASKIER:
- Słyszałem wiele o waszym fachu. Ale jak można zwyciężyć takie stwory, które są szybkie jak piorun? Takich zdolności nie ma żaden człowiek, nie powiesz mi.
GERALT:
- To różnie bywa. Nas wyszkolono abyśmy byli co najmniej tak prędcy jak zwierzęta czy potwory, bo tak je nazywają ludzie. Wielu z nas ginie, ale wiesz, tych bestii jest też coraz mniej. A ja nie walczę ze wszystkimi.
JASKIER:
- Dlaczego?
GERALT:
- Jak ci to powiedzieć... Często bywa, że ludzki strach stwarza potwory. Im bardziej się ich boimy tym one są groźniejsze. Wiele jest takich, które tylko się bronią -wtedy są niebezpieczne. Inne mają cenną skórę lub kości więc są też potworami. No, ale niektóre są nimi rzeczywiście.
Po chwili mówi nie podnosząc głosu:
GERALT:
- Siedź spokojnie.
Do koni Geralta i Jaskra podchodzą dwaj Elfowie i odprowadzają je w ciemność, w kierunku lasu.
JASKIER:
- Co teraz?
GERALT:
- Czekamy.
49. Droga przez las. Dzień.
Geralt i Jaskier idą szybko drogą leśną. Po obu stronach lasu pomykają postacie łuczniczek.
50. Pod Świętym Dębem.
Pani Brokilonu stoi pod wielkim dębem. Piękna, w sile wieku kobieta. Obok 4 łuczniczki i 2 Elfów. Przed nią parę kroków Geralt. Opodal Jaskier.
PANT BROKILONU:
- Okazało się, że jest sporo prawdy w tym co mówisz. Lecz przede wszystkim przez pamięć na świętą Nenneke, która pisze, że była ci przyjazna, chcę dowiedzieć się co cię skłoniło do przyjazdu tutaj. Nenneke nie żyje, wiedziałeś o tym. Świątynia została splądrowana i spalona. Wszyscy zginęli.
GERALT.
- Nie wierzę w śmierć Cirii. Stragobor powiedział, że ona żyje i że tu ją odnajdę.
PANI BROKILONU:
- Stragobor całe życie kłamał. Co powiedział dokładnie?
GERALT:
- Żebym jechał dalej. Ale umierał kiedy to mówił. Myślę, że wskazał na Brokilon.
PANI BROKILONU:
- Tu jej nie ma.
Milczy przez chwilę.
PANI BROKILONU:
- Dobrze. Idź do obozowiska Elfów. Jest kilku uciekinierów z tamtej okolicy. Od nich właśnie mam rełacje - może coś sobie przypomną.
51. Obozowisko uciekinierów. Popołudnie.
Rozległa leśna polana porośnięta gęstymi kępami krzaków i drzew. Gdzieniegdzie płoną małe ogniska. Obozowisko jest rozbite na oddzielne miejsca z szałasami i skromnym dobytkiem. Sporo rannych. Geralt i Elf ze straży brokilońskiej chodzą od jednego do drugiego koczowiska. Następuje kilka podobnych w treści sekwencji. Geralt się wypytuje, Elfowie przecząco kiwają głowami, idzie dalej. Geralt podchodzi do kolejnego szałasu.
52. Przed szałasem. Obozowisko. Starszy Elf kontynuuje swoją opowieść.
ELF:
- Nikomu nie darowali życia. Byłem przyczajony przy drodze, widziałem jak wracali już po pożarze. Nie mieli jucznych koni. Potem w świątyni...
(milczy przez chwilę)
Kapłanki i mniszki leżały wszystkie na dziedzińcu. Przed śmiercią męczyli je, no a przedtem...
Retrospekcja:
A. Zalany krwią Elf widzi jak drogą przejeżdża banda kilkunastu zbrojnych. Na przedzie Renfri. Osmaleni, poplamieni krwią.
B. Dziedziniec Świątyni. Zwłoki kobiet. Elf przykrywa je leżącą wokół odzieżą. Wszędzie unosi się dym i przysłania widok.
Elf kiwa wymownie głową.
GERALT:
- Jakże to... zostawili je na placu. Przecież to jawny dowód zbrodni.
ELF:
- A co im tam. To była najgorsza zgraja jaką widziałem. I jeszcze dowodziła mmi kobieta.
Geralt kiwa głową.
GERALT:
- Ci już nie żyją - ona i siedmiu. Dużo jeszcze ich było?
ELF:
- Z drugie tyle, może trochę mniej.
Geralt myśli przez chwilę, widać nie wie o co mógłby jeszcze spytać. Wstaje powoli.
GERALT:
- Wiesz, że byłem gościem w świątyni i nie widziałem cię.
ELF:
- Jeździłem jako kurier dla matki Nenneke.
Geralt nachyla się i kładzie dłoń na ramieniu Elfa.
GERALT:
- Dzięki... Skąd masz tę bliznę, przecież nie od żelaza.
ELF:
- Czymś mnie cięli. Nie zdążyłem ustąpić drogi. Rycerze Zakonu Róży psia ich mać, pędzili od klasztoru jakby ich śmierć goniła.
Retrospekcja:
C. Elf wyjeżdża zza zakrętu drogi, kiedy ogarnia go oddział galopujących rycerzy. Elf zwala się na ziemię nieprzytomny i zalany krwią.
Geralt nieruchomieje.
GERALT:
- Kiedy to było?
ELF:
- Wtedy. Dojeżdżałem do Melitele. Kiedy się ocknąłem z klasztoru już się dymiło.
GERALT:
- Czekaj, to znaczy... wiem już, w klasztorze pierw byli ci od Białej Róży a później wataha!
ELF (kiwa głową):
- Tak było.
53. Las. Noc.
W dalekim tle plamy ognisk. Geralt stoi z zamkniętymi oczami. Ręce skrzyżowane na piersi. Jest niezwykle skupiony. Ukazuje mu się twarz Cirii, potem retrospektywne obrazy (te same z wcześniejszych scen):
- Wyciągnięta ręka Cirii okazuje Geraltowi coś w oddali. Obraz znika.
- FALVICK śmieje się szyderczo trzymając w ręku chustę.
GERALT:
- To chusta Cirii.
54. Duży dom - szałas pani Lasów.
Geralt wchodzi do wnętrza prowadzony przez Elfa Errdila. Jest to wnętrze bardzo surowe i dziwne zarazem. Wyposażenie szałasu stanowią skóry i surowe, poskręcane i nieobrobione fragmenty drzew i konarów, przystosowanych do różnych funkcji życiowych. Geralt zdziwiony rozgląda się wokół, co budzi lekkie rozbawienie gospodyni.
PANI BROKILONU:
- Widzisz jak żyjemy. No cóż, my nie ścinamy drzew a nawet po ich śmierci traktujemy je z szacunkiem. Wiem już o nowinach.
GERALT:
- Chciałem prosić o jedno. Jeśli ją odnajdę czy mogę tu ją zostawić... na pewien czas.
Geralt wstaje.
PANI BROKILONU:
- To niemożliwe Geralcie. Posłuchaj, posłuchaj uważnie. Ten las bronił się od wieków przed ludźmi, ich zachłannością i okrucieństwem. Broniliśmy się wcześniej przed Gnomami, Elfami, ale oni potrafili z czasem przyjąć i zrozumieć prawa tego lasu, zmieniali się. Ludzie są inni. Chcą sobie wszystko podporządkować - nie znają granic. Ale naturajest mądrzejsza. Wyposażyła ich w tak wielkie zdolności i ambicje, że sami się wytępią. Tak się stanie kiedyś. A teraz? Jak długo możemy się bronić jeśli cesarz dowie się, że Cirii jest u nas. Dwa lata, trzy? Co potem? Kto da schronienie i opiekę dla tej nędzy, którą widziałeś, dla sierot, zgwałconych, dla Elfów. Nawet ty jesteś zagrożeniem bo jej szukasz. Wybacz, tak muszę.
GERALT:
- Matka myślała inaczej. Mówiła, że jeśli cesarz będzie miał potomstwo z Cirii, to właśnie wtedy będzie koniec starego świata. Nilfgaarad obejmie panowanie bo święta krew przyciągnie baronów Cintry i wszystkie inne państwa. Nastąpi terror bo taka jest natura Nilfgaaradu. Wtedy dobiorą się do was, wyrżną Elfów i Krasnoludów - dla czystości rasy. Nikt się nie zdoła oprzeć. Ona widziała to dalej niż wy.
PANI BROKILONU:
- Może miała rację, czas pokaże.
GERALT:
- Pani. Święta krew może wszystkich zjednoczyć, dać początek ładu i pokoju.
PANI BROKILONU:
- Nie nalegaj. Cesarstwo padnie jak każda potęga, która żywi się podbojem. A my musimy trwać i nie mieszać się do spraw obcego nam świata.
GERALT.
- Zwróćcie nam konie. Wyjeżdżamy natychmiast.
Pani Brokilonu przez chwilę milczy.
PANI BROKILONU:
- Dwa lata temu zginęła moja córka. W obronie tego lasu. Ja... Rozumiem, co czujesz.
GERALT:
- Ja nic nie czuję. Cirii jest dzieckiem przeznaczenia a ja wykonawcą tego losu... jako wiedźmin.
PANI BROKILONU:
- Bzdura. Kolejny obłęd ludzki. Wielkie słowa, zaklęcia, przysięgi. Nie ma takiego przeznaczenia. Ty nie jesteś wiedźminem. Musisz ją znaleźć i ukryć. To wszystko. Teraz przyłącz się do naszego oddziału, który patroluje drogi. Może czegoś się dowiesz na. Ale upodobnij się do Elfa, i na bogów, zabierz stąd tego durnia, twojego przyjaciela.
55. Dukt na skraju lasu brokilońskiego.
Oddział 10 Elfów jedzie przodem, za nimi Geralt i Jaskier. Jaskier ma podbite, sine oczy i podrapaną twarz. Geralt spogląda na niego, Jaskier odwraca głowę.
GERALT:
- Nie poznały się na poezji, co?
56. Czaty l.
Geralt z Jaskierem i 6 Krasnoludami leży na wzgórzu. Obserwują odległą drogę. Na horyzoncie lekki dym.
57. Patrol
Geralt i 2 Elfów jadą leśną drogą. Prowadzący Elf Errdil zatrzymuje się i podnosi rękę do góry. Oddział staje. Elf pokazuje ręką na dalszą część drogi i kiwa głową. Zawracają.
58. Czaty 2
W lesie zaczajony Geralt i 10 Krasnoludów. Nieopodal pozostali Elfowie. To idealna zasadzka. Nadjeżdża oddział jazdy nilfgaaradzkiej. Na czele dwaj konni, czarni rycerze. Między Geraltem a Elfem następuje wymiana gestów. Co robić: atakować czy przepuścić. Elf kiwa przecząco głową.
59. Las - narada. Errdil potrząsa głową.
ELF:
- Za blisko Brokilonu.
GERALT:
- Co oni tu robią?
ELF:
- To dziwne, że zapuścili się tak daleko. Idą bocznymi drogami, mają jakąś tajną misję. No... nic nam do tego. Wracajmy.
GERALT:
- Nie. Czekaj. To naprawdę dziwne, powinniśmy ich śledzić. Mam przeczucie...
ELF:
- Nic mi do twojego przeczucia. Ja mam swoje rozkazy.
GERALT:
- To siedź w lesie i czekaj aż cię zarżną. Taka ochrona Brokilonu nic nie jest warta.
Wsiada na konia i odjeżdża.
60. Biwak Nilfgaardczyków - noc.
Geralt z Errdilem podkradają się do obozu cesarskiego ale bliżej nie mogą podejść - straże rozstawione są gęsto. Biwak rozłożony jest w kotlince, na polanie, wokół sporego ogniska. Geralt kiwa do Elfa, że chce jeszcze zostać. Z sakwy wyciąga garść sproszkowanego ziela i żuje. Zastyga w bezruchu. Słucha.
61. Polana.
Dwaj czarni rycerze prowadzą rozmowę. (Transfokacja przybliża postacie ale rozmowa jest bezgłośna) Rycerze poruszają ustami, mówią...
62. Skraj polany.
Geralt słucha. Do jego uszu dobiegają zdeformowane nieco odgłosy i słowa rozmowy. W dalekim tle czarni rycerze.
Odgłosy:
- Dalej nie jedziemy. To ostatnie miejsce. Wiesz, co nas spotka jak wrócimy bez dziewczyny. Falvick zaręczał, że... bękart wszeteczny. Tutaj... W mieście... jutro w łaźni... ostatnie spotkanie.
63. Las, rozstaje - świt.
Geralt żegna się z Elfami i Jaskrem.
GERALT:
- Dalej jadę sam. Pozdrówcie panią lasów.
Bracie, miałeś rację, oni nie są groźni dla Brokilonu.
JASKIER:
- Jadę z tobą.
GERALT:
- Nie możesz. Ale dziękuję, jak i wam wszystkim. Mam przeczucie, (mówiąc to patrzy z przymrużeniem oka na Errdila) że spotkamy się niedługo. Ale teraz jadę do miasta i muszę zmienić skórę. Dajcie mi parę zdobyczy na cesarskich. Widziałem u was hełm, kolczugę i trochę tych drobiazgów.
64. Dukt leśny.
Jaskier dogania Geralta. Ten czeka na niego. Jest zniecierpliwiony
JASKIER:
- Poczekaj. Jedziesz do miasta. Ja znam miasto. Usłyszę więcej od ciebie i wejdę tam gdzie ty nie wejdziesz. Tam są ludzie, wykołują cię.
Geralt rusza, za nim Jaskier. Zrównują się końmi.
GERALT:
- Kiedy dojdzie do walki zgubisz siebie i mnie. Siebie, bo nie umiesz bić się a mnie, bo będę musiał cię bronić. Muszę być sam.
JASKIER:
- Ja nie jestem głupi. Posłuchaj tylko! Działamy osobno. Nie znamy się. Nie mieszam się do żadnej bitki. Zgoda?
Odjeżdżają Geralt coś jeszcze mówi, ale jest oczywiste, że przystaje na jego propozycję
65. Przedsionek łaźni,
Jaskier już nieco zaprzyjaźniony z łaziebnym zajęty jest pokazywaniem mu różnych sztuczek. Jest to odmiana szalbierczej gry w trzy karty. Służą do tego trzy kubki. Jaskier operuje nimi tak zręcznie, że łaziebny za każdym razem nie odgaduje, gdzie jest ukryta moneta.
ŁAZIEBNY:
- Słyszałem o tym, pokaż jeszcze raz.
JASKIER:
- Rzecz w tym, że nie możesz zawsze wygrywać. Ale to żyła złota.
Jaskier zaczyna ponownie szachrować kubkami.
JASKIER:
- W dużym mieście trochę strach grać bo nie wolno. Może wiesz gdzie tu w okolicy jest jakiś obóz, stanica czy karczma. Z żołnierzami najlepiej.
Łaziebny kiwa głową.
ŁAZIEBNY:
- Teraz wszędzie pusto. Chociaż na trakcie do Novigradu są w karczmie jacyś rycerze i kupcy. Już tydzień tam siedzą. Ale odradzam. Z nimi nie wygrasz.
66. Łażnia
W łaźni nie ma jeszcze klientów. Może dlatego, że została otwarta przed chwilą. Geralt schodzi w dół. Jest jakiś wielki, potężny i groźny. Dwa miecze, łuk, noże za pasem. Elfia opończa przerzucona przez ramię. Jaskier z tyłu kiwa przecząco głową i gestem ręki pokazuje, że łaźnia jest pusta.
ŁAZIEBNY:
- Trochę za wcześnie, panie. Dziewki śpią. A u nas bardzo drogo. Cennik jest taki...
Łaziebny teraz dostrzega oczy Geralta i milknie. Geralt bierze go za ramię i prowadzi przez korytarz.
GERALT:
- Wszystko i to szybko. Golenie. Kąpiel gorąca i zimna. Ile masz dziewek?
ŁAZIEBNY:
- Z pięć.
GERALT:
- Chcę wszystkie, ale później. Osobna łaźnia. Podaj najlepsze mięsiwa i wina.
Rzuca w powietrze dwie monety, które Łaziebny chwyta zręcznie.
GERALT:
- To zadatek, i nic nie gadaj, że tu jestem, bo połkniesz język w katowni.
Łaziebny rzuca się do posług i wprowadza Geralta do osobnej, dużej łaźni dla najlepszych gości. Geralt zostaje sam.
67. Przedsionek łaźni.
Widać wzmożony ruch. Kilku posługaczy niesie parujące cebrzyki, Łaziebny pokrzykuje, dziewki przelatują z piskiem. Jaskier siedzi nadal w przedsionku nad miską jadła, kiedy pojawia się nowy gość.
68. Łaźnia - wejście.
Wchodzi Cykada, typ przebiegłego, zimnego mordercy. Nie widać Łaziebnego.
CYKADA (do Jaskra):
- Ktoś ty?
JASKIER:
- Słynny poeta i trubadur, panie. Posłuchajcie tylko!
Jaskier uderza w struny wydobywając silny akord. Cykada zamierza się na niego. Jaskier milknie.
69. Pokój łaziebny Geralta.
Geralt słysząc muzykę poprawia się pod prześcieradłami, które okrywają jego postać. Podciąga miecz i ujmuje za rękojeść.
70. Łaźnia - korytarz.
CYKADA:
- Kto przyjechał?
ŁAZIEBNY:
- Nie mogę mówić, to tajemnica.
Cykada wyrywa sztylet i przykłada go do gardła Łaziebnego.
ŁAZIEBNY:
- Nie wiem, może z dworu księcia a może i wyżej. Nie mówcie, że ja...
CYKADA:
- Co za głupcy! Gdzie on jest?
ŁAZIEBNY:
-Tam.
71. Pokoi łaziebny Geralta.
Geralt na zydlu, przechylony spoczywa pod białymi prześcieradłami. Cyrulik i jego pomocnik czmychają na widok Cykady. Geralt i Cykada zostają sami. Cykada podchodzi powoli do Geralta.
CYKADA:
- Cóż za gość do nas zjechał. Wiele wrzawy i hałasu. Witamy!
GERALT:
-Kim jesteś?
CYKADA:
- Może kimś ważnym. Może na mnie czekasz a może nie. W tajnych służbach są hasła i odzewy. Niektóre z nich trzeba pierw powiedzieć, chyba że ich się nie zna...
GERALT:
- Mam w dupie zawołania i odpowiedzi. Hasła byty dobre tam gdzie was nie było. Teraz przyjechałem się wykąpać i wracam aby powiedzieć mojemu panu jak się spisaliście. Zapłacicie wszyscy głową, Falvick i ty. A teraz wynocha!
CYKADA:
- Po co te nerwy, panie. Ja też jestem tylko wysłannikiem. A czekaliśmy tutaj, bo zakon chce... jakby to powiedzieć... chce uzgodnić dodatkowe kwestie. Ale to między nami.
GERALT:
- Tak myślałem. Krótko, macie tu dziewkę czy nie?
CYKADA:
- Jest, jest, cała i zdrowa.
GERALT:
- Ja nie mam prawa do zmiany warunków, które zatwierdził cesarz. Muszę ją zabrać i ty mi pomożesz. Nie pożałujesz. Gdzie ona jest?
CYKADA:
- Poza miastem, bardzo blisko. Jak widzicie, przyjąłem od razu waszą propozycję, co w zamian?
GERALT:
- Jeszcze jedno. Dlaczego Falvick na mnie nie czekał?
CYKADA:
- Musieliście się rozminąć. Z samego rana pojechali do was.
Geralt porusza się gwałtownie pod prześcieradłami, ponownie nieruchomieje. Cykada to rejestruje, budzą się w nim podejrzenia. Jeszcze raz rozgląda się bacznie po łaźni. Widzi szaty wierzchnie, hełm, opończę, miecz i noże Geralta. Zbliża się cicho do siedzącej postaci. Ma już w ręku sztylet. Gwałtownym ruchem ściąga z twarzy białą chustę.
CYKADA:
- Wiedźmin!
GERALT:
- To moja zapłata Cykado!
Dolne prześcieradło okrywające Geralta leci z szybkością pioruna ku Cykadzie i opada na zwalone ciało. Zabarwia się szybko krwią.
GERALT:
- Szkoda, że tego nie widziałem.
Geralt rygluje drzwi. Powoli ubiera się i zbroi, widać, że do walki. Robi to trochę uroczyście, jakby spełniał rytuał. Zza drzwi dobiega głos śpiewającego Jaskra.
JASKIER:
- "Na słynnym szlaku do Nivigradu jest zajazd pełen rycerstwa Kto wie czy oni...
Słychać gniewny głos łaziebnego, który przegania Jaskra.
72. Korytarz łaźni.
Geralt spotyka Łaziebnego w korytarzu.
GERALT:
- Przyjadą tu czarni rycerze. Wpuścisz ich do mojej łaźni i zaryglujesz drzwi. Wtedy wołaj straż miejską. A do tego czasu nie wchodź do pana Cykady pod żadnym pozorem. Zrobisz jak mówię, spotka cię nagroda. Tajemnica państwową! Rozumiesz!
Mówiąc to miga Łaziebnemu przed oczami znakiem wiedźmińskiego cechu.
ŁAZIEBNY:
- Dobrze panie. A jak pan Cykada będzie chciał wyjść?
GERALT:
-Nie będzie chciał... Zrób dokładnie, co mówię.
73. Przed karczma.
Wokół uzbrojone straże rycerzy Białej Róży. Widać, że sposobią się do wyjazdu. Oprócz rycerzy duża ilość najemnych zbirów. Niektórzy noszą stroje kupców, handlarzy. Na dziedzińcu wozy. Konie są wyprowadzane ze stajni. Szykują się do wyjazdu.
74. Korytarz łaźni.
Łaziebny nie może powstrzymać ciekawości. Wchodzi do komory łaziebnej Geralta. Podnosi zakrwawione prześcieradło. Tułów Cykady, obok odrąbana głowa. Wypada z krzykiem.
75. Obóz knechtów.
Falvick wraz z Taillesem w obozie jazdy cesarskiej. Oficer nilfgaardzki oparty o topór rozmawia z Falvickiem. Falvick jest wściekły.
FALVICK:
- Mieli tutaj na nas czekać!
OFICER:
- Nie podskakujcie zanadto rycerzu. To jest już trzecie miejsce spotkania. Czujemy to w kościach, bo wasze tyłki były zbyt delikatne.
TAILLES:
- Odpowiesz za to.
OFICER:
- Zamknij dziób, młokosie.
Zwraca się do Falvicka.
OFICER:
- Ale graf przewidział to również... Mamy rozkaz jechać z wami do miasta.
FALVICK:
- Dobrze. Tam czeka nasz człowiek.
76. Punkt obserwacyjny.
Geralt na wzgórzu rozgląda się po okolicy. Nie może odnaleźć Cirii. Zsiada z konia okrytego pianą. Zamyka oczy, koncentruje się.
GERALT:
Melitele, pomóż mi!
Retrospekcja: Cirii na murach wskazuje na coś ręką. Jest to graniastoshlp z obliczami bóstw. Geralt otwiera oczy i patrzy. Widzi wśród drzew wystający stożek.
77. Pod łaźnia - zaułek.
Pod łaźnię podjeżdżają dwaj rycerze dowódcy oddziału cesarskiego. Wchodzą. W korytarzu zostają obezwładnieni przez pachołków miejskich.
GRAF:
- Jesteśmy poselstwem cesarstwa. Proszę nas natychmiast uwolnić. Przysługuje nam immunitet.
STRAŻNIK:
- Panie, my chcemy tylko coś wyjaśnić. Mamy tu trupa, który na was czekał. Znacie go?
Podnosi głowę Cykady.
GRAF:
- Nie, nie znam. A czy ty znasz to?
Pokazuje coś czego nie widzimy. Pachołkowie chylą głowy i wycofują się.
78. Przed karczma.
Formuje się konwój wokół 4 wozów taborowych. W obstawie 6 rycerzy i 10 "kupców". Widać gorączkowe narady wśród rycerzy Białej Róży. Geralt obserwuje tę scenę z ukrycia.
RYCERZ I:
- Mieliśmy czekać z wyjazdem na Falvicka.
RYCERZ II:
- Zaraz nadjedzie. Ruszajmy powoli. Szkoda czasu. Mamy towar. Trzeba go przekazać jak najszybciej.
RYCERZ I:
- Nie. Do diabła! Falvick miał coś ważnego uzgodnić. Kazał czekać.
RYCERZ II:
- To czekajmy. Żywność się kończy.
79. Pagórek - przed karczma.
Geralt rusza stępa ku karczmie. Kiedy zostaje dostrzeżony, dwóch konnych wyjeżdża naprzeciw (Rycerz I i Rycerz II). Geralt staje, oczekuje ich w spokoju.
RYCERZ I:
- Ktoś ty?
GERALT:
- Cesarski. Macie ze mną jechać. Zabrać wszystko, z wozami i ładunkiem.
RYCERZ I:
- Hrabia kazał tu czekać na siebie.
GERALT:
- Hrabia jest w naszym obozie. Bardzo niedysponowany. Ruszajcie!
RYCERZ I:
- Macie od niego znak jakiś, hasło?
GERALT:
- Tak. Mamy Falvicka. To najlepsze hasło.
Rycerze zawracają konie i wraz z Geraltem podjeżdżają do karczmy. Rycerze zsiadają.
GERALT:
- Chcę zobaczyć dziewczynę.
Rycerz daje znak ręką. Po chwili z karczmy wyprowadzane są dzieci: chłopcy i dziewczynki w wieku od 6 do 15 lat, bardzo wynędzniałe i niektóre wyraźnie chore. Wszystkie są związane. Geralt jest wzburzony, z trudem panuje nad emocjami. Na końcu wychodzi dwóch zbirów. Z ubiorów i uzbrojenia oraz ze srebrnych opasek na głowie przypominają komando Renfri. Zbrojni stają w drzwiach, nie wychodzą. Z ich zachowania można przypuszczać, że ktoś jeszcze jest w środku.
ZBIR:
- Ruszamy? Co tak szybko?
Rycerz I, który od pewnego czasu obserwuje bacznie Geralta mówi z przekąsem:
RYCERZ I:
- Jest tu cesarski posłaniec. Mówi, że Falvick kazał dołączyć. Chce też zobaczyć...
Zbir bez słowa rusza w kierunku Geralta. Doświadczenie i instynkt sprawiają, że natychmiast wyczuwa dwuznaczność sytuacji i zagrożenie. Zbliża się do Geralta. Ten na koniu, stoi nieruchomo.
ZBIR:
- Ja cię skąś znam. Pokaż twarz!
Geralt lewą ręką ściąga hełm. Rozsypują się jego białe włosy.
ZBIR:
- Brać go!
Wyszarpuje miecz i pędzi do Geralta. W tym samym momencie zostaje przebity rzuconą przez Geralta włócznią. Jego kamrat spod drzwi biegnie na pomoc ale Geralt otoczony ze wszystkich stron, myli przeciwników i rusza ku nadbiegającemu od karczmy. Ten rzuca się ku drzwiom, chce ukryć się we wnętrzu ale dosięga go nóż Geralta, który wbija się w kark. Geralt w biegu zwija konia i spina go ku pozostałym. Naprzeciw niego jadą jak na turnieju dwaj rycerze Białej Róży, chcą go zaatakować w pędzie z dwóch stron. Geralt dobywa obydwu mieczy. Tnie pierwszego z prawej od dołu, drugiego z lewej na odlew do tyłu. Zsuwa się w pędzie przez zad konia i staje na nogach w środku 6-osobowej grupy pozostałych. Ci już nie mają żadnych szans. Są porażeni nieludzkimi możliwościami wiedźmina, jego furią i wyglądem. Czterech ginie w trakcie biegu Geralta, pozostali rzucają się do ucieczki. Geralt przecina więzy najstarszemu chłopcu i wciska mu nóż.
GERALT:
- Uwolnij wszystkich.
W tym momencie jeden z chłopców zostaje przeszyty strzałą. Geralt odwraca się. Na końcu dziedzińca 4 "kupców" strzela do niego z łuków. Geralt rusza ku nim, nie biegnie ale idzie. Strzały chybiają, Geralt kilkakrotnie robi uniki, odbija kilka strzał po czym skulony rusza biegiem. Łucznicy z wrzaskiem pierzchają. Wraca do dzieci, które kończą się uwalniać.
GERALT:
- Połapcie konie! Starsi za łuki! Do wozów! Zaraz odjeżdżamy!
80. Przed karczmą, karczma.
Geralt idzie do karczmy. Wchodzi wolno do środka. Ze schodów do piwnicy wychodzi jeszcze jeden z kompanii Renfri, ciągnąc za włosy dziewczynę. Widząc Geralta przykłada nóż do jej gardła.
RYCERZ:
- Jeśli się ruszysz zabiję.
GERALT:
Puść ją, będziesz wolny. Przysięgam.
RYCERZ:
- Odstąp!
Geralt się waha ale robi przejście. Zbir cofając się tyłem ciągnie za sobą kobietę ale w drzwiach ma trudności z wyjściem. Drzwi nie dają się otworzyć całkowicie, są przywalone zwłokami kamrata. Trzeba się przeciskać. Rycerz niknie pierwszy, ciągnąc za sobą dziewczynę. Ta się opiera. Szamoczą się w drzwiach. Korzysta z tego Geralt. Jest w dwóch skokach przy niknącej. Zadaje pchnięcie mieczem, który przebija deski. Wrzask, uchwyt ręki maleje, Geralt wciąga dziewczynę do wnętrza, sam wychodzi. Słychać ponowny krzyk. Dziewczyna osuwa się na ziemię.
81. Na dziedzińcu przy wozach
Geralt doprzęga konie do wozów taborowych. Wokół kręcą się starsi chłopcy. Zbierają broń, przytrzymują konie, inne dzieci niosą tobołki i wrzucają do wozów. Kilka małych dziewczynek. leży na murawie, są zbyt słabe. Starsze dziewczęta opiekują się mmi, cucą nieprzytomną dziewczynę. Wśród starszych chłopców jest kilku wyrośniętych 13-latków. Geralt zwraca się do nich:
GERALT:
- Umiecie obchodzić się z końmi? Powozi z was który?
Chłopcy kiwają głowami.
CHŁOPIEC I:
- My ze wsi, umiemy.
GERALT:
- Dobrze. Wy dwaj, weźcie z karczmy całą żywność.
CHŁOPIEC II:
- Kiedy się boimy.
GERALT:
- Oni nie wrócą tak szybko. Sam nie dam rady. Pomóżcie mi. Muszę was ukryć w bezpiecznym miejscu.
CHŁOPIEC I:
- Nie sprzedasz nas? Wrócimy do domu?
Geralt orientuje się, że dzieci boją się też jego.
GERALT:
- Wiecie kim jestem? Wiedźminem. Wiedżmini bronią ludzi i bronią dzieci. Nie bójcie się mnie.
Geralt podchodzi do grupy dziewcząt. Przygląda się lezącym dziewczynkom. Nachyla się i ociera twarz jednej z nich.
DZIEWCZYNKA II:
- Jest już lepiej.
Geralt z radością wpatruje się w leżące dziecko. Ale po chwili dociera do niego, że to nie Cirii ale bardzo podobna do Cirii dziewczynka.
GERALT:
-Kto... co się stało?
Podrywa się i krzyczy do dzieci:
GERALT:
- Była też inna dziewka! Może podobna do niej?
Dzieci są przerażone. Cofają się. Geralt ponownie nachyla się nad dziewczynką. Masuje skronie i głowę. Inna dziewczyna zwilża jej usta. Dziecko otwiera oczy i przerażone patrzy na Geralta.
DZIEWCZYNKA:
- Chcę do domu, do domu.
Patrzy na Geralta, przytomnieje, zaczyna płakać. Mała bezbronna i zasmarkana dziewczynka. Obejmuje Geralta a ten tuli ją i niezgrabnie głaszcze po włosach. Podchodzi jeden ze starszych chłopców.
CHŁOPIEC I:
- Były tu jeszcze inne dzieci ale odsyłali je gdzieś, pewnie sprzedali. Dorosłych sprzedali na samym początku. Parę umarło.
CHŁOPIEC II:
- Była taka podobna. Ale trzymali ją osobno.
82. Na dziedzińcu przy wozach II.
Wjeżdża Elf Errdil. Dookoła rozstawiony jego oddział konnych Elfów. Dzieci zbierają się do wyjazdu, kończą pakowanie wozów.
ELF:
- Odnalazłem cię w końcu.
GERALT:
- A szukałeś mnie? Po co? Las brokiloński jest daleko!
ELF:
- Mogę ci pomóc. Pani Brokilonu chce ci pomóc.
GERALT:
- Coś się zmieniło?
ELF:
- Nie. Nic się nie zmieniło. Chcę zabrać dzieci do Brokilonu.
GERALT:
- Co się z nimi stanie?
ELF:
- Ty wiesz, że nic złego. W cesarstwie czekają na nich lupanary i fanatyczne oddziały kanczarów. Co może być gorszego? Ruszaj z nami. Nie ma czasu!
GERALT:
- Zostaję.
ELF:
- To pewna śmierć! W ten sposób nikomu nie pomożesz.
GERALT:
- Nie wiem już sam. Może tak chce przeznaczenie. Gdzie mam jechać? Do ludzi, do Elfów czy do moich braci wilków? Nie jestem żadnym z nich!
(milczy przez chwilę)
Ale muszę wiedzieć czy ona żyje. To jest dla mnie ważne. Jeżeli jest jakieś przeznaczenie to ono jest teraz we mnie, w środku. Rozumiesz?
Elf patrzy na Geralta, opiera rękę na jego ramieniu.
ELF:
- Żegnaj.
83. Łaźnia - taziebna izba Geralta.
Dwaj cesarscy rycerze kończą przesłuchanie Łaziebnego. Widać, że był on torturowany. Łaziebny bełkocze nieskładnie. W końcowej fazie jest topiony ponownie w kadzi.
ŁAZIEBNY:
- Wielki rycerz - cesarski. Był tu. Tajemnica. Więcej nie wiem...
Opada na podłogę.
GRAF HORST:
- Daj grajka.
Rycerz II wprowadza po chwili Jaskra. Ten jest lub udaje zupełnie pijanego. Chce coś powiedzieć z głupkowatym uśmiechem, kiedy dostaje w pysk.
JASKIER:
- Szlachetni! Dostałem wiele razy od niewiast ale nigdy od rycerzy z rogami. Tuszę, że to tylko przypadek...
Odbiera drugi cios i ponownie ląduje na ziemi. Otwierają się drzwi, wchodzi Falvick.
FALVICK:
- Szkoda czasu, grafie. Jedźmy!
Za nim dwóch cesarskich rycerzy i reszta świty zakonnej.
84. Przed karczma.
Geralt siedzi nieruchomo przed karczmą, jak w letargu. Jest zagłębiony w myślach. Daleko w tle pojawia się konny oddział zbrojnych. Słychać urywki zdań i szeptów:
- Pierw byli ci od czerwonej róży, potem wataha.
- Zabili ją wraz z innymi.
-Ona żyje, jedź do...
- Stragobor całe życie kłamał.
- Jest, jest cała i zdrowa.
Geralt w geście niemocy zatyka uszy rękoma. Pochyla głowę. Z tyłu nadjeżdżają konni, są w nieostrości, zbliżają się. Geralt nie reaguje. Otwiera oczy w momencie jakiegoś mignięcia za nim. Wali się głową w piach. Ciemność.
85. Karczma - dziedziniec. Zmierzch.
Geralt przywiązany do poprzecznej belki przy koniowiązach. Ma obnażone plecy. Rycerze zakonni szykują się do kaźni. Obok cesarscy.
FALVICK:
- Teraz nam wszystko powiesz. Szybko i dokładnie Co to był za oddział?
Geralt milczy. Smagnięcie biczem.
FALVICK:
- Dokąd pojechali?
Ponowne uderzenie.
FALVICK:
- Zabiłeś Renfri i Cykadę. Dlaczego?
Geralt obnaża zęby.
GERALT:
- Pamiętasz? Obiecałem ci śmierć jeśli skrzywdzisz kapłanki Melitele. Wszyscy już nie żyją. A ty umrzesz jeszcze dzisiaj!
FALVICK:
- Ja umrę. Ty głupcze!
Ponowne uderzenie biczem na znak Falvicka. Geralt ani drgnie.
GERALT:
- Głupcem jesteś ty, Falvick. Zdradziłeś nawet swoich kanalio. Myślisz, że mnie zaskoczyłeś, wziąłeś do niewoli? Ja tu czekałem na ciebie!
Geralt śmieje się. Sytuacja jest niesamowita. To Geralt góruje nad Falvickiem. Pozostali przybliżają się. Falvick daje ponownie znak.
GRAF HORST:
- Zaraz. A tych tutaj kto wyciął?
Geralt uśmiecha się paskudnie.
GERALT:
- Jak myślisz?
GRAF HORST:
- Teraz kłamiesz. Dlaczego nazwałeś go zdrajcą?
GERALT:
- Was też oszukał. Opóźniał spotkanie. Ukrywał coś, chciał się targować.
GRAF HORST:
- Skąd wiesz?
GERALT:
- Cykady pięknie śpiewają przed śmiercią.
Falvick wpada w furię, wyciąga miecz, zamierza się na Geralta.
GRAF HORST:
- Zaraz mówię. Stój!
Jeden z jego podwładnych łapie Falvicka za ramię.
GRAF HORST:
- Co cię tu przywiodło?
GERALT:
- Ścigam wszystkich, którzy zabili Nenneke, kapłankę świątyni w Melitele. Tych od Renfri i od tego padalca.
GRAF HORST:
- Co powiedział, dokładnie, ten... no, w łaźni?
GERALT:
- Falvick chciał za dziewkę dostać lepszą cenę. Chciał ją ukryć do tego czasu.
FALVICK:
- Łże jak pies. Przysięgam. Przyjechałem przecież do waszego obozu. Porwali ją albo ukryli. Ona tu była!
Zapada milczenie.
GERALT:
- Tu jej nie było.
FALVICK:
- A ty skąd wiesz? Znałeś ją, mów!
GERALT:
- Znałem wszystkie mniszki. A Renfri powiedziała, że porwaliście mniszkę. Mówię! Żadnej zakonnicy tu nie było!
GRAF HORST:
- A ten oddział?
GERALT:
- To dobrzy ludzie. Możecie wierzyć lub nie, ale pojawili się już po walce. Nie pytajcie o nich. Nie powiem!.
GRAF HORST:
- Panie Falvick. Każdy wie, że ich nie dogonimy. To był liczny oddział. Ale mamy was i wiedźmina. Ktoś mówi prawdę, ktoś kłamie. Zróbmy sąd boży. Geralcie, zwalniam cię tylko na czas walki. Przysięgasz?
GERALT:
- Przysięgam.
GRAF HORST:
- Rozwiązać. Cicho hrabio! Ani słowa! Panowie. Jeden warunek. Nie wolno wam się zabić, chyba że na mój znak.
FALVICK:
- Panie grafie, co to za pomysł. Komu wierzycie?
GRAF HORST:
- Z tym jest kłopot. Do boju panowie!
Jeden z rycerzy podaje Geraltowi miecz. Ten się prostuje, jego twarz robi się upiorna. Uśmiecha się strasznym, wiedźmińskim grymasem. Falvick stoi blady i nieruchomy.
FALVICK:
- Panie, to błąd. Cofnijcie rozkaz. Porozmawiajmy. Ja domyślam się gdzie Cirii może być ukryta!
GRAF HORST:
- Więc jednak. Wiedźmin miał rację?
FALVICK:
- To nie tak. Odwołajcie walkę!
GRAF HORST:
- Za późno, hrabio. Ogłosiłem sąd boży. Ale nie na śmierć!
FALVICK:
- To rzeźnik. Zabił w Blaviken 7 najlepszych. Nie mam szans z tym potworem.
GERALT:
- Weź wszystkich twoich. To bez różnicy!
Na plac wychodzą Tailles i 2 pozostali rycerze Białej Róży.
GERALT:
- Nie zawiążesz mi oczu?
Rycerze otaczają go.
GERALT:
- Wy trzej umrzecie pierwsi, A Falvick według rozkazu.
Zaczyna się pojedynek. Przebieg walki jest odmienny. Geralt w ciszy, bardzo szybko uśmierca trzech rycerzy zakonnych. Atakują go oni z rozpaczliwą furią, ale bez pomysłu, co ułatwia mu zadanie. Podobnie jak w Blaviken, Geralt walczy nieschematycznie. Wydaje się, że atakuje jednego a zabija drugiego. Teraz staje naprzeciw Falvicka, który do tej pory me brał udziału w walce.
FALVICK:
- Nie będę walczył z tobą.
Graf patrzy z pogardą na Falvicka.
GRAF HORST:
- Gdzie dziewczyna?
FALVICK:
- Nie wiem. Była tu. Odjeżdżając dałem rozkazy, żeby ją ukryć w razie zagrożenia. Gdzieś musi być. Może w lochu pod karczmą.
Nilfgaaradzki rycerz patrzy z niesmakiem, przenosi wzrok na Geralta.
GRAF HORST:
- Zabij go!
Geralt podchodzi do Falvicka. Ten stoi nieruchomo. Zamyka oczy, jakby oczekiwał na cios. Geralt staje, patrzy na Falvicka, odwraca się do niego plecami i mówi do grafa.
GERALT:
- Nie mogę. To robota dla kata.
GRAF HORST:
- Tak będzie!
Falvick otwiera oczy, widzi przed sobą odwróconego Geralta. Geralt słyszy jak Falvick wyciąga miecz, nie ma czasu na zwrot i zasłonę. Stojąc tak jak stał, przechyla się błyskawicznie do tyłu i rzuca się na ziemię. Miecz Falvicka przecina powietrze. Jednocześnie Geralt zamachem ręki do tyłu wyrzuca swój miecz, który przebija na wylot szyję Falvicka. Geralt wstaje i patrzy na konającego, kiedy rycerze nilfgaaradzcy krępują mu ręce. Nie stawia oporu.
86. Wnętrze karczmy.
Przy stole siedzi graf i Geralt przywiązany do krzesła. Na stole jedzenie - trochę pieczystego, kasza. Sporo antałków i bukłaków.
GRAF HORST:
- Jestem pełen podziwu dla twoich umiejętności. Są niesamowite. Ale to popisy jak w cyrku, świetne ale rzadko widywane. W istocie liczy się zbiorowość, dyscyplina, taktyka, duch i wola walki. Zbiorowa wola walki.
Graf mówiąc to pojada z miski i popija winem.
GRAF HORST:
- Marne to wino. Gorzałka lepsza. Napijesz się Geralt?
GERALT:
- Wody.
GRAF HORST:
- E tam wody. Wy wiedźmini lubicie się napić. Zatem ugaszczam jak mogę.
Daje znak, na który dwaj czarni rycerze wlewają Geraltowi do gardła wódkę. Geralt się krztusi ale ciągnięty za włosy i ściśnięty za nos przełyka płyn. Wódka leje mu się po szyi.
GRAF HORST:
- Przykro mi. Przeszukaliśmy karczmę i piwnice.
Daje wymowny znak ręką.
GRAF HORST:
- Więc Falvick jednak miał rację. Myślę, że ją tu ukrył, wyście ją znaleźli i uprowadzili. Nie ma innej możliwości. Mam nadzieję, że nie zakanszasz bo jadło marne.
Daje ponowny znak. Geralt łyka znów sporą ilość gorzałki.
GRAF HORST:
- Ja chcę tylko wiedzieć kto tu był, co za ludzie, i gdzie odjechali... A także dlaczego tu czekałeś i dałeś się ująć. To zagadka, która mnie niepokoi.
GERALT:
- Gdzie wasza taktyka? Uderz tam gdzie się nikt nie spodziewa. Ja już wygrałem.
GRAF HORST:
- Ale kosztem własnego życia.
GERALT:
- To się nie liczy.
GRAF HORST:
- Kłamiesz. Mogłeś się zaczaić na Falvicka później, po naszym odjeździe. Było coś innego. No, ale mamy czas.
Geralt krztusi się wódką.
GERALT:
- Marnujecie ten czas. Ale co mi tam Napić się lubię, nawet w waszym towarzystwie. Sami swoi! Mordercy, handlarze dzieci, oprawcy, zdrajcy i... wiedźmin. Wszelka hołota!
GRAF HORST:
- Szybko się upijesz.
GERALT:
- Bardzo szybko.
Graf chodzi po izbie.
GRAF HORST:
- Zastanówmy się. Zemsta mówisz... Przysięga? Zaraz. Znałeś wszystkie mniszki! A jeśli niektóre przeżyły to chciałeś je ratować. Nawet musiałeś! Mam. Ty tu przyjechałeś po Cirii! No tak!! Nie dbasz o życie... mówisz.
(zastanawia się dalej)
Zostałeś aby opóźnić pościg! No mów kto był z tobą! Geralt chichocze.
GERALT:
- Krasnoludki!
Otwierają się drzwi. Cesarscy wprowadzają Jaskiera.
GRAF HORST:
- Proszę, druga pijanica. Do kompletu! Otrzeźwiałeś?
JASKIER:
- Jasny panie. Właśnie opuszcza mnie ten błogosławiony stan, więc gdybyście chcieli uronić choć kropelkę ze swych przebogatych zapasów, którymi słynie wasza urodzajna winorośl, w krajach tak cudnych, że nawet słowa poety...
GRAF HORST:
- No nie. Ani słowa więcej. Skąd się tu wziąłeś?
JASKIER:
- Ach panie! Boję się jak przyjmiecie tę straszną nowinę. Mnie, najsłynniejszego barda pogranicza wypędzono z miasta! Nazwano mnie przecherą.
GRAF HORST:
- Związać go i napoić.
JASKIER:
- Po co, ja sam!
Teraz pojony jest Jaskier.
GRAF HORST:
- Napiłeś się? To milcz. Zaraz zajmę się tobą.
Graf zwraca się do Geralta. Jego głowa zwisa. Wydaje się być nieprzytomny.
GRAF HORST:
- Czekałeś tu na Cirii. To już wiemy! Podnieś głowę. Kto ją zabrał?
Jeden z rycerzy odciąga głowę Geralta. Ten patrzy przytomnie na grafa. Milczy.
GRAF HORST:
- Nic nie powiesz. Tak myślałem. No cóż? Moja misja skończona i sprawa zamknięta. Falvick zdrajca zginął z waszej ręki, a wy z mojej ręki... Przykro mi. Chce mi się spać.
Graf podnosi się.
JASKIER:
- Nie zabijajcie go panie. On ją kocha!
GRAF HORST:
- Co?
JASKIER:
- On ją kocha. Tę mniszkę. Głośno już o tym na szlaku. Ułożyłem nawet balladę.
GRAF HORST:
- Co to zmienia? Nic. Rozumiem, chcesz przedłużyć... Za późno. Umrzesz razem z nim. Szkoda tylko ballady.
Odwraca się do swoich.
GRAF HORST:
- Rano nawłóczyć na pale. Obu!
Zwraca się do Geralta.
GRAF HORST:
- To prawda?
Geralt milczy przez chwilę, po czym mówi przeciągle z dziwną intonacją.
GERALT:
-Nieee...
GRAF HORST:
- Więc dlaczego?
GERALT:
- Nie wiem.
87. Wnętrze karczmy - c. d.
Izba jest pusta. Geralt patrzy na Jaskra. Ten ucieka z oczami.
JASKIER:
- No co! Rzekłem tak, bo jestem poetą. Poecie wszystko wolno! Nie wiedziałem co mówię!
Zapada milczenie.
JASKIER:
- Do diabła, Geralt. Przecież ją kochasz. Pewnie nie wiedziałeś o tym. Niedługo umrzesz; to lepiej żebyś wiedział! Żebyś wiedział, że w ogóle kochasz, że potrafisz!
Po chwili milczenia.
JASKIER:
- Powiedz coś. Umrzemy razem. Nie bój się. Ty zakuty łbie! Ty durna małpo! Ja cię też miłuję!!
GERALT:
- Dlaczego?
JASKIER:
- Nie twoja sprawa. Nie zrozumiesz.
Jaskier płacze. Do izby wchodzą dwaj cesarscy rycerze. Sprawdzają więzy Geralta i Jaskiera. Jeden z nich widząc chlipiącego Jaskiera z pogardą wali go w łeb. Zabierają resztę posiłku.
88. Nieopodal karczmy. Wczesny świt.
Kilku żołnierzy cesarskich kopie doły. Inni ciągną dwa ociosane pale.
89. Wnętrze karczmy.
Jaskier skacze jak żaba przez izbę. W zębach trzyma nóż.
GERALT:
-Piłuj!
JASKIER:
- Ale tempki ten noś.
GERALT:
- Piłuj psiakrew!
Sznur pęka po chwili. Geralt rozplątuje się z więzów, uwalnia się od krzesła, przecina sznury Jaskiera.
JASKIER:
- Co teraz?
GERALT (szeptem):
- Pożar. Weź wszystkie gałgany, olej i gorzałkę. Czekaj aż wrócę.
Zapala pochodnię od lampki oliwnej. Zbiega do piwnicy.
90. Piwnice i lochy pod karczma.
Geralt z pochodnią ogląda dokładnie piwnice, idzie dalej. Wącha powietrze. Podnosi głowę do góry, coś oświetla. Pochodnia pali się zmieniając lekko kierunek.
91. Wnętrze karczmy.
Jaskier polewa gałgany przy oknach winem i gorzałką. Pojawia się Geralt i podpala od pochodni stos przygotowany przez Jaskiera.
GERALT:
- W nogi!
92. Lochy.
Geralt przesuwa zamaskowaną klapę przylegającą do sklepienia niskiego lochu. Jaskier jest za nim. Korytarz jest bardzo wąski ale po chwili podczołgują się do większej jaskini. Geralt oświetla ją i rozgląda się bacznie.
GERALT:
- To ja Geralt!
Jaskinia jest pusta. Rozglądają się, Geralt odkrywa nowe przejście. Idą dalej. Nowa komora. Skrzynie, kobierce, zbroje i oręż. Jaskier odmyka pokrywę jednej ze skrzyń. Skrzą się ozdoby, kamienie szlachetne. Jaskier wyciąga rękę.
GERALT:
- Chodź. Tu jest tylko krew.
Dalej w korytarzu leży chusta Cirii. Geralt podnosi ją, wącha, okręca wokół ręki, patrzy na pochodnię, której ogień zmienia kierunek. Idzie dalej
93. Stok góry - wyjście z jaskini.
Geralt i Jaskier wydobywają się z niewidocznego, zamaskowanego przez korzenie otworu w ziemi. Za pagórkiem łuna i trzask palącego się drzewa. Krzyki.
94. Droga wśród lesistych pagórków.
Geralt i Jaskier idą. Jaskier utyka. Jest wyczerpany.
95. Droga w jarze.
Geralt idzie ciężko. Niesie na sobie Jaskra.
96. Panorama po niewysokich górach.
97. Podły zajazd (zwykła chata).
Mała izba, trzy stoły, w rogu piec z paleniskiem. Geralt siedzi nieruchomy. Jaskier przynosi z kuchni polewkę i kawał chleba.
JASKIER:
- Jedz.
Geralt nie reaguje. Patrzy przez okienko na rozstaje dróg. Chata położona jest przy zbiegu trzech szlaków, które wiją się między lesistymi pagórkami. Pojawia się karczmarz. Jest to niski, brodaty krasnolud o ponurym spojrzeniu.
KARCZMARZ:
- Pieniądze macie?
JASKIER:
- Nie, nie mamy. Ani pieniędzy, ani broni. Konie też diabli wzięli. Podobno pieniądze nie dają szczęścia. Goło ale wesoło!
Jego mina nie wskazuje jednak na dobry nastrój.
KARCZMARZ:
- Mnie nie jest wesoło. Bez żartów.
Przenosi wzrok na Geralta. Patrzą na siebie.
KARCZMARZ:
- Ktoś was ściga?
GERALT:
- Może.
Krasnolud siada naprzeciw Geralta.
KRASNOLUD:
- Z tyłu jest szopa. Ale na krótko - parę dni.
GERALT:
- Dzięki, dzięki bracie.
98. Podwórko za chatą.
Jaskier przygląda się Geraltowi jak ten rąbie drzewo. Na podwórku rachityczna koza i dwie kury.
99. Wnętrze chaty.
Karczmarz i Jaskier siedzą przy stole, nachyleni ku sobie. Coś szepczą. Odwracają się kiedy wchodzi Geralt.
GERALT:
- Wyruszam jutro. Czekaj tu na mnie.
100. Droga wśród pagórków. Świt. Jaskier kłusuje na koniu.
101. Podwórko za chata.
KARCZMARZ:
- Wyjechal jeszcze nocą. Prosił abyście poczekali na niego. Będzie za 3 dni.
GERALT:
- Masz konie?
KARCZMARZ:
- Ja się was o nic nie pytałem.
102. Łagodne zbocze, wyjście z jaskini.
Jaskier rozgląda się po okolicy. Wchodzi w głąb ziemi.
103. Jaskinia ze skarbami.
Jaskier grzebie w skrzyniach. Pomija kosztowności. Gromadzi na kupce same monety. Zastyga w bezruchu. Z głębi jaskini coś nadlatuje. Przywiera do ściany, patrzy na Jaskiera. Jest to wielki nietoperz. Jaskier zasłania się pochodnią, drugą ręką pakuje monety za pazuchę. Wycofuje się wolno
104. Wnętrze chaty.
Geralt siedzi i patrzy przez okno.
105. Przed chata.
Podjeżdża dwoje Elfów. Kobieta i mężczyzna.
106. Wnętrze chaty.
ELF:
- Gdzie gospodarz?
GERALT:
- Wróci na wieczór.
ELF:
- Poczekamy. Byliśmy zmówieni.
Zaczyna krzątać się po chacie. Stawia garnek z wodą na kuchni. Podrzuca drwa do paleniska. Dziewczyna siedzi nieruchomo. Ma gorączkę i dreszcze. Krople potu płyną po jej twarzy. Ciężko oddycha. Elf nie zwraca na to uwagi. Oboje są przedstawicielami Elfów czystej krwi z gór - Aen Seidhe. Trawi ich niepokój i głód choć zachowują się godnie. Elf pokazuje swojej towarzyszce pajdę chleba i ser. Ta kiwa odmownie głową. Geralt patrzy na nią.
ELFKA TORUVIEL:
- Co się gapisz?
Geralt wstaje, podnosi z lawy kożuch.
GERALT:
- Okryj się.
TORUVIEL:
- Idź do diabła!
ELF GALARR:
-Kim jesteś?
GERALT:
- Białym Wilkiem.
GALARR:
- Wiedźmin, co? Gdzie twój znak i dwa miecze? Sprzedałeś?
Geralt milczy. Spuszcza oczy.
GALARR:
- Widywałem już takich zasrańców. Ale ci honorowi podrzynali sobie gardło. Tak ponoć mówi wasz kodeks.
GERALT:
- To mój kodeks i moja sprawa. Pilnuj własnego nosa!
GALARR:
- O, jaki hardy wiedźminek. Lepiej przynieś drewno!
Geralt wstaje powoli. Znowu czarne oczy. Podchodzi powoli do Elfa.
GERALT:
- Powtórz to!
GALARR:
- Czego ty chcesz?
Geralt jednym błyskawicznym sieknięciem nogi obala go na ziemię. Przydusza do podłogi. Elfka skacze na niego z tyłu z dobytym nożem. Geralt nie oglądając się łapie ją za rękę. Elfka koziołkuje, przewala się. Geralt wstaje trzymając w ręku jej nóż. Tamci wstają. Geralt odrzuca nóż do Elfki.
GERALT:
- To lekcja pierwsza! Nie obrażać i nie szukać wrogów. Ja nim nie jestem! Siadajcie!
Galarr, wzburzony, sięga do miecza.
GERALT:
- Nie rób tego. Nie masz żadnej szansy. Najmniejszej! Nie chcę cię zabić!
Geralt zdejmuje pas i wydłubuje z niego małą ulepioną kulkę.
GERALT:
- Ja też widywałem takich jak wy. Dumnych, głupich i oszalałych z gniewu. Waszą krzywdę zamieniona w bezrozumną złość i nienawiść do wszystkich i wszystkiego - bez różnicy. Daj jej to.
Geralt podaje kulkę Elfowi.
GERALT:
- To lekarstwo. Nie przyjmie ode mnie. Jest zbyt dumna.
GALARR:
- Wiesz jak żyjemy? Choć raz widziałeś gdzie nas wypędzono? Gdzie mamy zdychać? Tam trzeba jeść korzenie albo ciała umarłych z głodu dzieci.
Daje dziewczynie pigułkę.
GERALT:
- Skrępuj ją i okryj kożuchem. Musi dużo pić.
GALARR:
- Masz rację. Nas, wolnych Elfów, trzyma przy życiu tylko nienawiść do ludzi. Więc walczymy. Wiemy, walka jest beznadziejna. Co mamy robić. Powiedz!
Geralt milczy, odwraca twarz do okna.
GALARR:
- Kim ty jesteś?
GERALT:
- Nie wiem kim. Ale nie widźminem.
107. Podwórko za chata.
Wjeżdża Jaskier. Za nim pełny wóz nakryty opończą. Konny Elf w eskorcie. Za wozem wierzchowe konie. Tylnymi drzwiami wychodzą Toruviel, Galarr i Geralt. Pojawia się też karczmarz - Krasnolud.
JASKIER:
- Co za ponure gęby. Gdzie ja trafiłem. Oklaski dla mistrza.
Wyjmuje lutnię i dumnie ją potrząsa.
JASKIER:
- Znów jestem poetą.
Geralt zaczyna się śmiać.
GERALT:
- Ty błaźnie. Gdzie byłeś?
JASKIER:
- Geralt, ty wiesz co się stało?
GERALT:
-Co?
JASKIER:
- Śmiałeś się małpoludzie. Śmiałeś się!
Padają sobie w ramiona. W tym czasie Elfowie penetrują wóz. Są rozgorączkowani. Masa jedzenia: ziarno, fasola, groch, jakieś bulwy. Elfka je łapczywie marchew.
GERALT:
- Skąd to wszystko?'
JASKIER:
- Kupiłem na targu. I zobacz co mam!
Wyjmuje z tyłu wozu dwa miecze Geralta.
JASKIER:
- Handel bracie jest naturą i pasją ludzką.
Geralt poważnieje. Wpatruje się bacznie w Jaskra.
GERALT:
- Za co kupiłeś?
JASKIER:
- Twoje miecze za własne pieniądze. A żywność dla Elfów za tamte, w jaskini. Geralt! Ja jestem trochę Elfem. Nigdy nie mogłem na to patrzeć.
Geralt ciągnie Jaskra na bok. Odchodzą na bok.
GERALT:
- To było bardzo niebezpieczne. Nie mówiłem ci wtedy, bo...
JASKIER:
- Wiem. Nadleciała taka gadzina i patrzyła na mnie.
GERALT:
- Latawce lub szare wampiry. Musiał być młody. Miałeś szczęście!
JASKIER:
- Geralt! To tam leży. Marnuje się. Oni z głodu umierają.
GERALT:
- Dobrze.
(po chwili)
Przecież nie miałeś swoich pieniędzy.
JASKIER:
- No nie. Ale jak brałem, to troszkę dla siebie. Teraz znowu nic nie mam.
Geralt śmieje się.
GERALT:
- Jest takie powiedzenie. Jeśli cię nie powieszą to zostaniesz królem.
108. Wnętrze chaty.
Geralt nożem kreśli znaki na stole.
GERALT:
- Od tego wejścia droga komora na prawo. To ostatnia chwila ale i tak weźcie dużo pochodni, srebrny łańcuch i ścierwo jakieś ale świeże... Święta zasada - nie rozchodzić się... nigdy! Jaskier was poprowadzi.
Do Geralta podchodzi Toruviel.
ELFKA:
-Ja... Nie chciałam...
Zarzuca mu ręce na szyję i gwałtownie całuje w usta. Ten pocałunek jest trochę rozpaczliwy, desperacki.
TORUVIEL:
- Jedź z nami.
GERALT:
- Teraz nie mogę. Ale przyjadę. Może szybciej niż myślicie.
Zwraca się do Galarra:
GERALT:
- Pamiętaj co przyrzekłeś. Kupicie nasiona, sadzonki, narzędzia i zwierzęta. Macie wodę. To jedyny sposób. Ja przyjadę!
Geralt patrzy na Jaskra. Obaj wychodzą.
109. Przed chata.
GERALT:
- Będę jej szukał. I odnajdę! Ale teraz do Kaer Morhen.
Muszę wiedzieć kim jestem.
110. Droga w górach.
Geralt jedzie wąskim szlakiem.
111. Wysokie góry. Geralt na grani.
112. Wąwóz Kaer Morhen.
Geralt jedzie wąwozem. Zatrzymuje konia. Kreśli na ziemi znak. Stoi chwilę. Zaciera znak nogami.
113. Jaskinia Kaer Morhen.
Przestronna, "udomowiona" jaskinia. Jest to izba reprezentacyjna rycerskiego cechu wilków. Na ścianach skóry i miecze. W jaskini znajduje się kilku kapłanów, dwóch starych wiedźminów oraz dwóch wiedźminów - mistrzów walki. Odbywa się sąd.
VESEMIR:
- Wiedzieliśmy od początku, że mutacja nie udata się w pełni. Ale nic nie mogliśmy już zrobić.
GERALT:
- Trzeba było mnie zabić!
KAPŁAN II:
- Z tamtego pokolenia tylko ty przeżyłeś. Byłeś najlepszy, inny. To cechy ludzkie pomogły c: przetrwać i zwyciężać.
GERALT:
-I dlatego skazaliście mnie na życie? Na takie życie?
Geralt patrzy na nich kolejno. Kapłani i wiedźmini milczą.
GERALT:
- Wy nic nie wiecie. Nic.
VESEMIR:
- Geralcie, to moja wina. Nie pozwoliłem cię wtedy zabić. Ale ty przynajmniej potrafisz wybaczać!
GERALT:
- Kim ja jestem?
KAPŁAN II:
- Już nie jesteś wiedźminem. Nie możesz nim być! Podniosłeś miecz na ludzi. Nasz kodeks.
GERALT:
- Nie mów o kodeksie! Ani słowa!
(po chwili)
Jestem człowiekiem, normalnym?
(znów milczenie)
Vesemirze! kochałem cię jak ojca. Jak każde dziecko potrzebowałem ojca... i matki. Ty wiedziałeś o wszystkim. Na wszystko patrzyłeś mądrym i bezlitosnym okiem. Mogłeś mnie oddać rodzicom! Ale kodeks ci zabraniał. Prawda?
(ponowne milczenie)
Kim byli moi rodzice?
(cisza)
A ja ci przywoziłem tych małych chłopców. Jak do rzeźni. Nawet tego mi nie oszczędziłeś - mnie, człowiekowi! Przeznaczenie, prawo niespodzianki! Twoje i moje ręce ociekają krwią.
Odwraca się i wychodzi.
114. Most nad strumieniem górskim. Inna pora roku - jesień.
Na moście stoi wyładowany wóz z pękniętym kołem. Pod wozem przerażony kupiec Yurga chowa się przed nadjeżdżającym wolno jeźdźcem. Na zboczach strumienia a także na moście walają się rozwleczone szkielety ludzkie.
GERALT:
- Wyjdź! Wyjdź stamtąd człowieku. Nie zrobię ci krzywdy.
Yurga wyłazi spod wozu.
GERALT:
- Jechałeś sam?
YURGA:
- Ze sługami, panie. Ale uciekły, gady...
GERALT:
- Nie dziwię się. Ty też uciekaj, najwyższy czas.
Yurga patrzy błagalnie na Geralta.
GERALT:
- Na co czekasz? Oni przyjdą po ciebie ledwo się ściemni. Jazda, wskakuj na konia, z tyłu za mną!
YURGA:
- Panie a wóz, a dobytek. Cały rok pracy! Mam dzieci.
Geralt pokazuje ręką na postronne cmentarzysko.
GERALT:
- Zdaje się, że nie wiesz dokąd cię licho przygnało. Tu leżą tacy jak ty co skracali drogę. Co masz na tym wozie, że warte jest twojego i mojego życia?
YURGA:
- Panie, pomóżcie, ratujcie. Dam, co zechcecie, czego zażądacie! Nie zostawiajcie mnie!
GERALT:
- Jak łatwo, jak to łatwo przychodzi. Dasz mi czego zażądam?
YURGA:
-Dam.
Geralt zeskakuje z konia.
GERALT:
- Muszę być przez chwilę sam.
Yurga kuca przy kole, otulając się opończą. W dole krzaki zaczynają falować. Z zarośli po drugiej strome słychać przeciągłe bzyczenie. Yurga wyskakuje zza wozu. Widzi Geralta zmienionego: błędna twarz, czarne oczy. Geralt podaje mu miecz.
GERALT (chrypi):
- Pod wóz.
Z mroku gęstniejącego na zakrzaczonym zboczu wyłaniają się małe, pokraczne sylwetki. Idą po moście czaplim chodem. Dwa inne wydobywają się przez krawędź mostu Geralt ucina łby tym karłom. Reszta rzuca się na niego. Yurga wpełza pod wóz. Na moście kłębowisko walczących ciał, z którego odpadają ciała zabitych potworków. Kłębowisko przetacza się do skraju mostu i wali przez barierkę w dół wąwozu. Yurga zakrywa głowę rękami. Spod mostu dobiegają ryki bólu, wrzaski przerywane świstem klingi. Coraz częściej słychać rozpaczliwy skrzek mordowanych stworów. Yurga leży na moście, zakrywając głowę. Zapada cisza przerwana krzykiem przestraszonego ptaka.
GERALT:
- Hej...
Geralt stoi przed Yurga nieruchomy, czarny, z opuszczonym mieczem. Stoi jakoś krzywo.
YURGA:
- Co wam?
Geralt łapie się za wóz i zaczyna się obsuwać.
115. Na wozie.
Wóz w otoczeniu 3 konnych: Yurgi i 2 pomocników zatrzymuje się na polanie. Geralt na wozie budzi się.
GERALT:
- Gdzie... jestem?
YURGA:
- Nie poznajecie mnie? Jam Yurga, kupiec. Na moście, zratowaliście mnie!
GERALT:
- Wody. YURGA:
- Ależ macie gorączkę. Pijcie!
GERALT:
- Gdzie jedziemy?
YURGA:
- Wozem jedziemy. Szybko, do ludzi, bo krew z was ciągle ucieka.
GERALT:
- W małym kuferku... Flakon... zielony... Daj jedną czarkę. Uważaj, to trucizna. Yurga! Potem będę spał i wyglądał jak trup. Będę żywy. Nie zakopuj mnie.
YURGA:
- Już panie. Czekajcie!
116. Polana smolarzy - wóz.
Na wozie, nad Geraltem pochylona kobieta. Przykłada rękę go jego obnażonych piersi, pełnych blizn.
KOBIETA:
- Wypij to. Powoli.
Geralt pije.
KOBIETA:
- Do końca.
GERALT:
- Gdzie jesteśmy?
KOBIETA:
- Odwróć się na plecy. Yurga pomóż!
Odkrywają plecy Geralta. Są całe w bliznach, starych i świeżych. Kobieta delikatnie rozsmarowuje maść.
KOBIETA:
- Już dobrze. Będzie dobrze.
GERALT:
- Komu dziękować?
KOBIETA:
- Nazywam się Visenna.
Geralt odwraca gwałtownie głowę. Jej twarz. Wszystko wiruje.
GERALT:
- Przyszłaś.
Twarz Visenny na tle nieba. Z jej oczu płyną łzy. Na głowie ma wianek z polnych kwiatów.
GERALT:
- Visenna, przyszłaś.
VISENNA:
- Jestem tu. Kocham cię, kochałam cię zawsze. Patrzyłam na ciebie.
GERALT:
- Nie wierzę. Nie... Ale piękna jesteś, i tak dobrze, tak dobrze...
VISENNA:
Śpij mój mały. To tylko sen. Śpij.
117. Inna polana.
Geralt podciąga się. Powoli przesuwa się i opuszcza nogi. Stąpa trzymając się krawędzi wozu.
YURGA:
- Bogu dzięki.
GERALT:
- Gdzie jesteśmy?
YURGA:
- Na Zarzeczu. Wkrótce rzeka Jaruga... i moje strony! Co z wami?
GERALT:
- Jak zwykle... Był tu ktoś?
YURGA:
- Była taka. Uzdrowiła was. Dwa dni była z wami.
GERALT
- Visenna.
YURGA:
- Nie powiadała nam się z imienia. Ale panie, szkoda mówić. Niejedna matka by się tak nie zajęła własnym dzieckiem. Maści zostawiła. Płakała przed wyjazdem. Znacie ją?
GERALT:
- Wiesz Yurga, ona patrzy na mnie.
118. Pole
Geralt z Yurgą na wozie. Siedzą na koźle. Obok dwaj pachołkowie na komach. Koń Geralta, nie przywiązany, biegnie obok wozu.
YURGA:
- Zaraz będziemy. Za tymi drzewami. Złotolitka i dwóch synów. Cały rok! Geralt! Powiedz. Pamiętasz -na moście. Przyrzekłem ci. Będziesz chciał zabrać chłopca, prawda?
GERALT:
- Nie. Nikogo nie zabiorę.
YURGA:
- To co chcesz? Ja przyrzekłem!
GERALT:
- Nic. Po prostu nic.
119. Gospodarstwo.
Dojeżdżają do domostwa. Od bramy wybiega kobieta, krzyczy z radości. Yurga wyskakuje z wozu i łapie ją w objęcia, okręca wokół siebie.
YURGA:
- Wróciłem, Złotolitka. Wróciłem!
Złotolitka wczepiona w męża. Śmieje się i płacze.
YURGA:
- Bogato wróciłem. Zobacz!
ZŁOTOLITKA:
- Co mi dobro, co mi bogactwo. Wróciłeś... Zdrowy... Cały...
Patrzy na Geralta.
ZŁOTOLITKA:
- A kto on. Jakiś straszny!
YURGA:
- Przyjaciel. Życie mi uratował! Opowiem później. Gdzie dzieci?
ZŁOTOLITKA:
- Zdrowe. Zaraz przybiegną, cała trójka!
YURGA:
- Jaka trójka?
ZŁOTOLITKA:
- Przygarnęłam dziewuszkę. Od druidów wzięłam, wiesz, co po wojnie ratowali sieroty. Nie gniewaj się. Pokochasz ją.
Geralt z tyłu, nie podchodzi, udaje, że poprawia popręg i juki. Od kępy drzew biegnie dwóch chłopców.
CHŁOPCY:
- Tata!
Yurga podskakuje i rozwiera ręce. Z tyłu powoli podchodzi dziewczynka. Patrzy na Yurgę nieśmiało a potem dostrzega Geralta. Geralt też ją widzi. Zaczynają biec ku sobie.
CIRII:
- Znalazłeś mnie! Wiedziałam! Zawsze wiedziałam!
Cirii ucapiona okrakiem na Geralcie. Śmieje się, targa za uszy i włosy.
CIRII:
- Znalazłeś mnie. Ja czekałam. Teraz będziemy razem, prawda, już zawsze. Nie zostawiaj mnie. Geralt. Proszę, nie zostawiaj.
GERALT:
- Cirii.
CIRII:
- Tak jak mówili, jestem twoim przeznaczeniem. Prawda? Prawda?
GERALT:
- Jesteś Cirii. Jesteś czymś więcej.
120. Przed obejściem Yurgi.
YURGA:
- Zostań. Ona potrzebuje domu. Matki. Złotolitka mogłaby...
GERALT:
- Dzięki, bracie. Wiesz, będą nas szukać. Tu znajdą. Musimy jechać.
YURGA:
- Teraz? Zima idzie! Zmarnujesz dziecko. Zostaw ją! Wrócisz!
GERALT:
- Ja już jej nigdy nie zostawię. Ale... Wrócimy...
Obejmuje ramieniem Yurgę. Naprzeciw idzie Cirii. Patrzy uważnie jakby domyślała się treści rozmowy. Uspokojona wsadza ufnie rękę w dłoń Geralta. Idą do domu.
121. Postój - ognisko. Noc.
Cirii opatulona siedzi przy małym ognisku. Nadchodzi Geralt. Siada koło niej. Z dala dobiega wycie wilków. Cirii tuli się do Geralta.
CIRII:
- Co to było!
Geralt uśmiecha się.
GERALT:
- To tylko wilki. Moi bracia.
Cirii kokosi się na kolanach Geralta.
CIRII:
- Dokąd jedziemy?
GERALT:
- Tam w górach mam przyjaciół. Jeden z nich, Jaskier, jest poetą. I śpiewa bardzo ładnie. Śpij moja mała.
Kołysze ją lekko w ramionach jak małe dziecko. Muzyka wchodzi tematem kołysanki, po czym zmienia swój charakter do końca następnej sceny.
122. W górach.
Cirii i Geralt jadą na koniu. Z tyłu luzak. Oddalają się. Panorama pięknych szczytów górskich