WIEDŹMIN
GERALT Z RIVII
Scenariusz
Michał Szczerbic
Na motywach dwóch powieści
Andrzeja Sapkowskiego
"Ostatnie życzenie"
"Miecz przeznaczenia"
Wersja II
Warszawa: 26 czerwca 2000 r.
1. Płaskowyż. Dzień pochmurny.
Z lekko pofałdowanego płaskowyżu zjeżdża w dolinę stary wiedźmin. Surowa, pomarszczona choć czerstwa twarz nosi ślady wielu blizn. Ubiór rycerza jest jak jego oblicze: skórzana kurtka, opończa, buty - wszystko mocno wytarte a nawet zużyte. Rycerz ma dwa miecze, jeden z nich, dziwnie i niepraktycznie zawieszony na plecach, wskazuje na wykonywane rzemiosło wojenne. Również koń, nie pierwszej młodości, stąpa powoli i z godnością, trochę półdrzemiąc jak jego pan.
2. Pola z widokiem zabudowań wiejskich.
Wiedźmin jedzie wśród pól tym samym tempem. W oddali widoczne zabudowania. Rycerz prostuje się, poprawia pas sprawdzając pozycję miecza, popędza konia.
3. Dziedziniec.
Brama jest otwarta. Na dziedzińcu Geralt, 9-letni chłopiec wprawia się w strzelaniu z małego łuku. Dziecko podnosi oczy, widzi jeźdźca, który wolno kieruje konia ku niemu. Geralt nie boi się. Kiedy jeździec zatrzymuje się Geralt wstaje i ciekawie przygląda się przybyszowi.
WIEDŹMIN
Ojciec w domu?
Chłopiec kiwa głową i rusza biegiem do drzwi wejściowych. Niknie we wnętrzu. Wiedźmin nadal na koniu, nieruchomo jak zwiastun złej nowiny pozostaje na dziedzińcu. Pojawia się ojciec Geralta - mężczyzna postawny, przystojny w sile wieku.
OJCIEC GERALTA
Zapraszam do środka
WIEDŹMIN
Przyjechałem po twojego syna
OJCIEC GERALTA
Pomyliłeś drogę
WIEDŹMIN
Jestem wiedźminem z cechu Kaer Morhen. Przyjechałem po twojego syna. Dziewięć lat temu złożyłeś przysięgę, kiedy uratował cię przed stadem wilkołaków wiedźmin Thornwald. Wtedy przyrzekłeś, że oddasz nam to, co zastaniesz w domu po powrocie. I to był twój syn. Teraz go zabiorę.
OJCIEC GERALTA
Chyba oszalałeś przybłędo. Uratował mnie Thornwald, to prawda. Coś mu obiecałem, ale na pewno nie syna. Więc odjedź z dobrym słowem, zostaw nas w spokoju.
WIEDŹMIN
Posłuchaj mnie człowieku. Nie chcę cię skrzywdzić. Przyprowadź dziecko. Ono jest przeznaczone do innych celów. Nie jest już twoim synem.
Wybiega matka Geralta, Visenna.
VISENNA
Słyszałam coś powiedział panie. Jakim prawem chcesz go zabrać!
WIEDŹMIN
Prawem, które ustanowili ludzie powołując cech wiedźminów do obrony gatunku ludzkiego. Prawem przysięgi, którą nam ludzie składają kiedy ich bronimy.
Visenna zwraca się do męża.
VISENNA
Przysięgałeś?!
Ojciec Geralta milczy. Jego rozpacz przemienia się we wściekłość. Wpada do domu. Visenna podchodzi do wiedźmina
VISENNA
A ja, matka, nie mam nic do powiedzenia, nie liczę się w świecie waszych męskich praw? Odpowiedz!
WIEDŹMIN
Nie wiem pani. To prawo, zapewne bardzo surowe. Ale twój mąż żyje dzięki niemu. Żyje bo przyrzekł syna. A ja go odbieram.
VISENNA
Nie oddam go. Będziesz musiał mnie zabić.
WIEDŹMIN (kiwa głową)
Zawsze to samo. Wy ludzie nie macie honoru. Nie wiecie co znaczy słowo.
Wiedźmin powoli zsiada z konia. Ojciec Geralta doskakuje do niego z podniesionym mieczem. Wiedźmin robi unik, miecz przecina powietrze koło jego twarzy. Chwyt za szyję obezwładnia ojca Geralta. Stary wiedźmin wydobywa nóż i przykłada do jego gardła.
WIEDŹMIN
Przyprowadź syna zanim poleje się krew.
Zaczyna padać deszcz. Visenna stoi jak skamieniała. Z budynków wokół dziedzińca nadbiega kilku uzbrojonych pomocników parobków. Zatrzymują się widząc swego pana w śmiertelnym uchwycie. Z drzwi wejściowych wychodzi mały Geralt z łukiem, gotowy do drogi. Mija matkę, podchodzi do wiedźmina, wyciąga do niego dłoń. Wiedźmin wypuszcza ojca Geralta, bierze rękę chłopca i sadza go na koniu. Mierzy wzrokiem rodziców, po czym dosiada wierzchowca. Visenna z tragiczną twarzą zbliża się do nich. Rycerz nie reaguje; w widoczny sposób wygrał ten pojedynek. Visenna dotyka syna, głaszcze go, jakby chciała w dotyku, w pamięci zatrzymać postać dziecka.
VISENNA
Nigdy nie będziesz wiedźminem. Nie pozwolę na to, będę zawsze przy tobie.
Wiedźmin rusza, kieruje się ku bramie. Geralt patrz cały czas w oczy matki, nawet kiedy wyjeżdżają już poza dziedziniec, odchylony, patrzy długo, aż jego rodzice i dom stają się coraz mniejsi.
4. Polanka.
WIEDŹMIN
Nie uciekaj więcej. Szkoda moich i twoich sił.
Wyjmuje bukłak z wodą, pociąga spory łyk i podaje Geraltowi.
WIEDŹMIN
Wodę też trzeba oszczędzać.
GERALT
Jak daleko jedziemy?
WIEDŹMIN
Jeszcze z 6 dni. Może więcej, jak będziesz uciekał. Ale nie uciekniesz. Jesteś dzieckiem przeznaczenia.
GERALT
Co to jest przeznaczenie?
Wiedźmin jest trochę zakłopotany, potem mówi stanowczo.
WIEDŹMIN
To znaczy, że ja cię dowiozę do Kaer Morhen a tam zrobią z ciebie wiedźmina. Będziesz walczył z potworami w obronie ludzi aż zginiesz. To jest przeznaczenie. Szkoda gadać. Jedziemy.
5. Jaskinia Kaer Morhen.
Mały Geralt, zupełnie siwy leży spokojnie z otwartymi oczami - widoczne są zmiany; oczy są podobne do kocich źrenic.
VESEMIR
To na pewno wszystko?
JARROW
Vesemirze, ta próba nie udała się. Nic więcej nie zrobimy. Ma wszystkie cechy wilka i wymazaną pamięć ale to nadal człowiek. On umiera.
VESEMIR
Ale ma też wszystko co chcieliśmy aby miał. Nie pozwolę mu umrzeć.
Napis tytułowy
WIEDŹMIN
6. Pofałdowany teren. W oddali widoczne gór.
Trzej adepci wiedźmińscy (wśród nich Geralt) biegną za wiedźminem pędzącym na koniu. Próbują go dogonić. Kiedy już jeden z nich jest blisko, jeździec przyśpiesza. Cała grupa niknie za pagórkiem.
7. Kotlinka.
Trzej mężczyźni leżą na ziemi oddychając chrapliwie. Duszą się prawie z braku tlenu. Nieopodal wiedźmin na koniu przygląda im się niespokojnie.
OSBERT (na koniu)
Koniec odpoczynku. Uspokoić oddech. Medytacja!
Adepci siadają na ziemi, krzyżując nogi przed sobą. Geralt uspokaja się pierwszy. Pozostali ciągle dyszą. Wiedźmin daje im jeszcze chwilę, rozgląda się po okolicy. W tym czasie siedzący po środku adept imieniem Clovis sięga do pasa i wygrzebuje coś z woreczka. Przykłada dłoń do nosa i wciąga zawartość. Widzi to Geralt, następuje wymiana spojrzeń.
CLOVIS
Milcz.
Wiedźmin na koniu zwraca się ponownie ku siedzącym mężczyznom. Wskazuje na trzeciego adepta, który ciągle dyszy.
OSBERT
Ty. Ściągnij mnie z konia.
Mężczyzna podnosi się niepewnie i rusza w kierunku wiedźmina. W tym ćwiczeniu rolą pieszego jest dopadnięcie jeźdźca i jednocześnie uniknięcie kopyt i razów kija bambusowego. Uczeń próbuje tego dokonać ale nie jest w stanie. Spadają na niego ciosy kija, koń go taranuje. Kilkakrotnie pada zalany krwią, po trzecim upadku nie wstaje. Wiedźmin pokazuje ruchem ręki, aby Clovis odciągnął leżącego. Ten skwapliwie to czyni. Wiedźmin zwraca się do Geralta.
OSBERT
Ty!
Geralt wchodzi na plac. Zaczynają tańczyć wokół siebie ale przebieg pojedynku jest zgoła inny. Geralt jest bardzo szybki. To on wyzyskuje przewagę swej ruchliwości nad wolniejszymi zwrotami konia. Geralt przed koniem, straszy go, koń staje dęba. Geralt próbuje być cały czas przed koniem. Wiedźmin jest wściekły, nie może dosięgnąć pieszego.
OSBERT
Walcz ze mną tchórzu.
Geralt chwyta konia za ogłowie, ten wściekle rzuca łbem, Geralt nie puszcza. Gwałtowne wierzgnięcie sprawia, że wiedźmin jedną ręką łapie szyję konia. Geralt jakby na to czekał. Puszcza głowę konia i chwyta wiedźmina za rękę z jednoczesnym szarpnięciem. Wiedźmin wali się na ziemię z trzaskiem łamanej kości. Leży bez ruchu. Po chwili wolno i z trudem wstaje. Jego ręka zwisa bezwładnie w nienaturalnym wygięciu. Blady, z grymasem ust patrzy na Geralta po czym pokazuje zdrową ręką na konia. Kiedy Clovis przyprowadza zwierzę, wiedźmin dosiada konia.
OSBERT
Poczekacie tu na zmiennika.
Odjeżdża.
8. Wysokie góry.
Sylwetki dwóch mężczyzn wspinających się na tle szerokiej panoramy.
9. Na grani.
Klef podaje opaskę Geraltowi. Ten dokładnie i szczelnie przewiązuje nią oczy.
KLEF
Będę podawał kierunki. Reszta według procedury. Ruszaj.
Geralt ostrożnie idzie granią. Z drgań powietrza, odgłosów, z powiewu wiatru, lecz przede wszystkim z odbitych fal, które emituje każde ciało, musi wyczuć niebezpieczeństwo i odnaleźć właściwą drogę.
10. W górach, nad przepaścią.
Geralt idzie wąską ścieżką między głazami. Z tyłu Klef. Geralt staje nad stromą przepaścią. Wyczuwa prąd powietrza płynący z dołu.
KLEF
Idź dalej.
GERALT
Dalej jest przepaść.
KLEF
Nic tam nie ma. Naprzód!
Geralt odwraca się, stoją teraz naprzeciw sobie. Geralt nadal z przepaską na oczach. Wiedźmin zbliża się wolno, a po chwili rzuca się na Geralta, chcąc go zepchnąć w przepaść. Geralt łapie wiedźmina za rękę, z jednoczesnym skrętem ciała. Jego noga wypycha wiedźmina w powietrze, które przelatuje łukiem i spada na krawędź półki skalnej. Klef obsuwa się w dół i zwisa trzymając się rękami za występ skalny. Geralt zdejmuje opaskę z oczu, pochyla się nad wiszącym.
GERALT
Dlaczego?
Wiedźmin usiłuje się bezskutecznie podciągnąć, jego ręce obsuwają się po mokrej skale.
GERALT
Pomogę ci, ale powiedz dlaczego?
KLEF
Nie wiem. Taki rozkaz.
Geralt nie rusza się, czeka na dalsze wyjaśnienia.
KLEF
Fałszywy wiedźmin!
Geralt chwyta jego rękę.
GERALT
Czyj rozkaz?
KLEF
Młodszych wiedźminów. Za Osberta.
Geralt wyciąga wiedźmina.
GERALT
Co to znaczy fałszywy wiedźmin? Nie podchodź bliżej.
Wiedźmin zbliża się z widocznymi zamiarami ponowienia ataku.
GERALT
Ocaliłem ci życie. Nie rozumiesz!
KLEF
To ty nie rozumiesz. Ja muszę.
Wiedźmin rzuca się ponownie na Geralta. Sczepieni ramionami balansują na wąskiej ścieżce. Zmagają się przez chwilę nie mając pola manewru. W końcu Geraltowi wychodzi szarpnięcie z przerzutem przez biodro. Klef spada po drugiej stronie na niższą półkę skalną. Wali głową o ścianę i nieruchomieje.
11. Sala narad.
W sali przebywają przedstawiciele dwóch rad: kapłańskiej i wiedźmińskiej. W sumie 10 osób. Pośród nich naczelny kapłan Vesemir, ze zwieszoną głową, nieruchomy. Gdyby nie ruch ręki na oparciu można by przypuszczać, że kapłan zasnął albo wpadł w omdlenie. Przemawiają wiedźmini, mówią twardo i zdecydowanie, atakują Vesemira.
SOREL
To nie jest tylko sprawa win Geralta i sądu nad nim. Chodzi o coś ważniejszego. Geralt podważa zasady, którymi kierujemy się od lat. Zachowuje się inaczej i myśli inaczej. Pozwala sobie na samodzielność ocen i krytykę metod. A nasz kodeks wymaga bezwzględnego posłuszeństwa.
MISTRZ WIEDŹMIŃSKI I
Doszły do nas jego wypowiedzi na temat natury potworów i natury ludzi. Otóż uważa on, że nie każdy potwór jest rzeczywiście groźny dla ludzi, i że wśród ludzi mogą być też potwory czy to na skutek magii czy też złej mutacji gatunku.
Wypowiedź ta powoduje duże poruszenie wśród wiedźminów.
SOREL
To jawna zdrada. On jeszcze nie jest wiedźminem a już renegatem. Musiał być jakiś błąd w procesie przekształcenia.
Vesemir podnosi rękę.
VESEMIR
Uwolnisz Geralta.
SOREL
Nie wiesz co mówisz! Cały nasz autorytet, cały porządek zostanie przewrócony. Młodzi mistrzowie, preceptorzy nie przyjmą takiego wyroku. Zapanuje chaos.
VESEMIR
Sam sobie przeczysz. Wiedźmini musza być zdyscyplinowani. Posłuchają cię. Powiedziałem!
SOREL
Dobrze. Ale my wiedźmini nie będziemy już go szkolić. Wybrał własną drogę, niech nią idzie na zatracenie.
12. Rozległa polana.
Geralt w szaleńczym cwale. Za nim w oddali, znacznie spokojniej podąża stary wiedźmin.
13. Izba Vesemira.
VESEMIR
Pomogliśmy ludziom podbić te ziemie. Wcześniejsze rasy starszej krwi uległy w walce, zostały zepchnięte na bagna i nieużytki. Spryt, inteligencja, przebiegłość i taktyka pokonały gnomów, krasnoludów i elfów.
GERALT
Dlaczego pomagaliśmy ludziom?
VESEMIR
Nieśli nowe idee. Mówili o ładzie i sprawiedliwości. Chcieli porządkować świat. Byli inteligentni, pomysłowi.
GERALT
A teraz jak jest?
VESEMIR
Misją wiedźmina jest obrona ludzi przed potworami. Ale wejdziesz w ten świat i on cię zaskoczy, może przerazi. Staraj się rozumieć racje wszystkich, dociec prawdy, słuszności, nie tylko ludzi. Wszystko co się urodziło ma prawo żyć. Pamiętaj, nikt cię nie uwolnił od myślenia, nie jesteś stworzony do zabijania - pamiętaj, ty nie jesteś mieczem ty tylko trzymasz miecz. Kiedy staniesz się wiedźminem, kiedy otrzymasz talizman i miecze, przyjdziesz do mnie. Powiem ci wtedy coś ważnego. Coś najważniejszego.
14. Cela starego wiedźmina.
Geralt ubiera się w rytualny strój. Pomaga mu stary wiedźmin. Przysięga wiedźmińska i samo nadanie miana atrybutów z tym związanych, wymaga tradycyjnego, niestosowanego i niepraktycznego ubrania i uzbrojenia. Posłużyć tu się można japońskim wzorem wojownika samurajskiego. Kiedyś, przed wiekami, wiedźmini tak walczyli. Można założyć, że tylko hełm z okapem na ramiona i maska bojowa są stosowane jeszcze od czasu do czas i zależnie od okoliczności. Geralt i inni wiedźmini będą, choć rzadko, posługiwać się nimi.
15. Karłowaty lasek.
Nadjeżdża samotny jeździec. Jest to wiedźmin ubrany w rytualny strój. Wielki i groźny przypomina drapieżnego skorpiona. Jeden z najlepszych. Hełm z maską spoczywa przed nim, przytwierdzony do kabłąka siodła.
16. Izba Vesemira.
Vesemir umiera. Łapie z trudem oddech, ręce w drgawkach. Uspokaja się nieco kiedy wchodzi Geralt. Coś na kształt uśmiechu pojawia się na twarzy na widok jego odświętnego stroju. Ale nie może prawie mówić. Wyciąga rękę, którą Geralt ujmuje w dłonie.
VESEMIR
Już... ci... nie powiem. Za późno. Sam to... zrozumiesz. Mój synu... Nie chcę żebyś był takim wiedźminem jak tamci... Proszę... Wybacz mi.
Geralt nie może wydobyć głosu.
STARY WIEDŹMIN
Spiesz się. Odpowiedz mu!
GERALT
Wybaczam.
Vesemir patrzy w oczy Geralta tak długo aż Geralt zrozumie, że Vesemir już odszedł. Całuje jego rękę i wstaje.
17. Główny plac Kaer Morhen.
Przysięga składa się z kilku faz. Są to trzy roty przysięgi; po każdej z nich następuje wręczenie talizmanu, potem mieczy. Geralt jest pogrążony w myślach. Dobiegają do niego formuły i zaklęcia, po których kilkakrotnie mówi "przysięgam". Pojawiają się obrazy, niektóre niejasne i mgliste, inne związane z przeżyciami w Kaer Morhen i z samym Vesemirem.
SOREL
Uznaliśmy dziś, że Clovis, Gascadden i Geralt są godni by stać się posłańcami naszego świętego bractwa. Wyruszą w drogę, na której napotkają walkę, ból i wyrzeczenia. Do tego są stworzeni, do tego są powołani i wyszkoleni. Nie spotka ich wdzięczność ale też misja nasza nie wymaga wdzięczności.
(ściszenie)
Geralt stoi z zamkniętymi oczami. Słyszy głos Vesemira.
VESEMIR
W przyrodzie jest tylko prawda. Musisz pojąć tę prawdę, usłyszeć ją i stać się jej częścią. Zwierzęta, bestie, potwory chcą żyć jak wszystko co żyje. Nie wyciągaj miecza zbyt pochopnie. A jeśli będzie to konieczne pamiętaj o sile w oczach i o tym jak pokonać przeciwnika jego własną nienawiścią. Musisz tę nienawiść przechwycić, zebrać ją w sobie i uderzyć nią.
VESEMIR (off)
Nie patrz na oczy. Patrz w oczy, w ich głąb. Tam na dnie zobaczysz wszystko. Strach, nienawiść, agresję, żądzę mordu.
Zbliżenie oczu orła. Zbliżenie oczu Geralta. Orzeł z krzykiem odlatuje.
VESEMIR (off)
Nie trzeba zabijać. Można zmusić do uległości, lub ucieczki. Rozkazuj swoimi oczami.
18. A. Plac Kaer Morhen.
18. B. Na placu.
Za szeregami uczniów pojawia się wiedźmin na koniu. Zatrzymuje się. Nieruchomy przygląda się uroczystości. Geralt jest odwrócony tyłem do niego.
18. C. Dziedziniec dworzyszcza.
Zbliżenie Visenny, matki Geralta.
VISENNA
Nigdy nie będziesz wiedźminem. Nie pozwolę na to, będę zawsze przy tobie.
SOREL
Był niegdyś zwyczaj by w wypadkach szczególnych przeprowadzić ostateczną próbę miecza. Przywołujemy ten obyczaj. Wiedźmin Geralt zaprzeczył kanonowi naszej walki, uznał go za zły i nieskuteczny. Niech to udowodni i zmierzy się z niezwyciężonym Thornwaldem. Oto on.
Wszyscy odwracają się. Zbliżenie postaci.
19. Plac Kaer Morhen. Jakiś czas później.
Słońce nad wzgórzami daje czerwono-pomarańczową poświatę. Walka się rozpoczęła. Walczą w pełnym uzbrojeniu co zmniejsza szanse Geralta. Jest wolniejszy niż zwykle, jego szkoła uników i psychologicznego zwodzenia przeciwnika nie zdaje egzaminu. Liczą się szybkość, technika i siła. Miecze krzyżują się, ześlizgują się po hełmach. Technika cięć i zasłon jest imponująca. Obaj są świetnymi szermierzami. Żaden z nich nie może zdobyć przewagi i zadać śmiertelnego ciosu. Pojedynek staje się przerażający w swej zaciekłości i żądzy mordu. Thornwald zaczyna się denerwować. Tak długa walka godzi w jego imię niezwyciężonego mistrza. Dyszy ciężko, zmęczony i wściekły zrzuca maskę i hełm. To samo czyni Geralt. Wpatrują się sobie w oczy. Zbliżenie oczu Geralta. Kiedy dochodzi do obustronnego ataku, obydwaj zadają straszne cięcia. Ale nie widać co się stało. Thornwald jakby uważnie patrzy na Geralta i powoli osuwa się na ziemię. Geralt spogląda wokół po twarzach. Wszyscy milczą, żadnej reakcji. Geralt odchodzi.
20. Przełęcz.
Geralt wyjechał z Kaer Morhen. Jedzie przełęczą na tle gór, za którymi skryło się słońce. Powoli znika w ciemnej dolinie.
21. Ściemnienie. Krzyk sowy.
22. Zagajnik.
Leżący Geralt otwiera oczy, nasłuchuje, zrywa się i biegnie skulony. Na małym pagórku wśród świerków dostrzega sylwetki ludzi.
23. Polanka, zagajnik.
Dwóch oprawców próbuje założyć pętlę na szyję dziewczyny. Jeździec I nachylony na Łowczym. W jego szyi sterczy wbity głęboko sztylet. Dziewczyna jest półnaga, ma porwane na sobie szaty. Kiedy Geralt wbiega na polankę, pierwszy podrywa się jeździec, po chwili dostrzegają go pozostali.
JEŹDZIEC
Ktoś ty?
GERALT
Jestem wiedźminem spod znaku wilka. Usłyszałem was.
Jeździec podchodzi powoli do Geralta.
JEŹDZIEC
I co zamierzasz?
GERALT
Mam pomagać ludziom, którym dzieje się krzywda. Nie chcę zwady. Zabiorę ją.
JEŹDZIEC
To nie człowiek. To mała czarownica, mutantka.
GERALT
Ja też jestem mutantem.
Jeździec odwraca na chwilę głowę w kierunku Renfri i nie patrząc na Geralta zadaje podstępnie cios mieczem. Geralt uskakuje. Wywiązuje się walka. Geralt wykonuje zwód i tnie przez twarz jeźdźca. Z tyłu ktoś rzuca mu pętlę na szyję. Dziewczyna korzysta z okazji i ucieka. Geralt próbuje się uwolnić ale sznur coraz mocniej wpija się w gardło. Trzech mężczyzn walczy rozpaczliwie, w milczeniu. Geralt słabnie. Stojący naprzeciw niego jeździec próbuje przebić go nożem. Ostatnim zrywem Geralt chwyta jego rękę i wbija nóż w piersi napastnika. Klęka, próbuje jeszcze raz wbić palce po pętlę.
24. Na skraju zagajnika.
Scenę walki obserwuje jakiś mężczyzna. Widzimy go od tyłu jak naciąga łuk i wypuszcza strzałę.
25. Polanka, zagajnik.
Ostatni z oprawców wypuszcza nóż z ręki. W jego piersi tkwi głęboko wbita strzała. Pada. Nad leżącym Geraltem pochyla się stary wiedźmin, uwalnia Geralta z pętli. Kiedy Geralt łapie oddech wiedźmin obchodzi pobojowisko. Przystaje nad pierwszym jeźdźcem, który daje oznaki życia. Krótkim ciosem miecza dobija rannego.
GERALT
Co robisz?
STARY WIEDŹMIN
Kończę co zacząłeś.
Geralt obejmuje głowę rękoma.
STARY WIEDŹMIN
Nie wiesz jak jest główna i najlepsza zasada kodeksu wiedźminów? Nie mieszać się do spraw ludzi. To jest inny świat, pełen chytrości, podstępu i zdrady. Uwierz mi. Napatrzyłem się.
GERALT
Ale też mamy bronić słabszych. Miałem patrzeć jak mordują to dziecko. Co ty byś zrobił?
Wiedźmin wzrusza ramionami.
STARY WIEDŹMIN
Stosuj się do zasad. Spartaczyłeś robotę. Zaskoczyli cię, mimo że miałeś przewagę. Jeżeli coś robisz, to rób porządnie.
GERALT
Nie chciałem ich zabić. Chciałem zabrać dziewczynę.
GERALT
Czy nie jest tak, że potworne uczynki świadczą, że ktoś jest potworem - nawet człowiek!
STARY WIEDŹMIN
No to trzeba wyrżnąć połowę ludzi. Nie mędrkuj. Zabij pierwszego potwora, potem pogadamy. Z ludźmi nie walcz. Nie walczą honorowo.
GERALT
I dlatego użyłeś łuku. To też niehonorowo. Wiedźmin ma tylko miecze.
STARY WIEDŹMIN
Nikt z nas by nie przeżył, gdyby nie przejęte od ludzi metody walki. Kodeks wiedźmiński to jedno a życie drugie. My w Kaer Morhen stanęliśmy w miejscu. No i... jestem już stary, zużyty. Na szlaku bywa ciężko.
GERALT
Jakim szlaku? Jesteś rezydentem Kaer Morhen.
STARY WIEDŹMIN
Już nie. Zostałem wygnany.
GERALT
Dlaczego?
Stary wiedźmin wzrusza ramionami.
STARY WIEDŹMIN
Znowu popełniasz błąd. Nie lituj się, nie współczuj. Mnie się i tak udało. Widziałeś starego wiedźmina oprócz mnie? A umrzeć kiedyś trzeba.
GERALT
Jedźmy razem!
STARY WIEDŹMIN
Nie. Każdy ma swoją drogę. Nie zmienisz przeznaczenia.
26. Dukt leśny. Dzień.
Stary wiedźmin stoi na drodze. Geralt rusza na koniu patrząc mu w oczy. Podnosi rękę w wiedźmińskim pozdrowieniu. Stary wiedźmin oddaje salut i długo patrzy na niknącą sylwetkę jeźdźca. Widzimy go od tyłu. Jego postać także maleje w trakcie odjazdu kamery.
STARY WIEDŹMIN (off)
Już nie zobaczyłem go więcej. Może dlatego, że mój czas był krótki. Podobno odjechał daleko i słuch po nim zaginął. A potem wrócił i stał się sławny. Był niepokonany. Walczył i zabijał potwory... nie tylko. Różnie o tym mówiono.
27. Uliczka Wyzimy.
Przez kamienną bramę wchodzi do miasta białowłosy człowiek ciągnąc za sobą objuczonego konia. Jest późne popołudnie, uliczka jest prawie pusta. Kilku mieszkańców Wyzimy zwraca uwagę na przybysza. Silny, jesienny wiatr targa jego długim, czarnym płaszczem.
28. Oberża "Pod lisem".
Jest to ponury i niechlujny lokal - oświetlony kilkoma okienkami znad powierzchni ulicy. W mroku majaczą jakieś nieciekawe sylwetki siedzących przy stołach. Przed szynkwasem, nieruchomo stoi Geralt, kiedy pojawia się karczmarz.
GERALT
Piwa.
Geralt rozluźnia się, ściąga płaszcz, spod którego ukazuje się miecz przewieszony na plecach. Geralt bez słowa sięga do pasa i wysupłuje. Kładzie ją na blacie. Karczmarz kręci głową.
KARCZMARZ
Nie znamy tu takich
GERALT
Mam jeszcze muszle kauri i złoty piasek.
Do szynkwasu podchodzi ospowaty drągal, za plecami Geralta staje dwóch innych rzezimieszków.
OSPOWATY
Pokaż co masz włóczęgo. Pewnie to moje! Okradłeś mnie przy stole.
OSOBNIK I
Każdy Riv to złodziej.
Ospowaty wyciąga zza pazuchy krótki sztylet.
GERALT
Odejdź, jestem wiedźminem.
Stojący z tyłu wytrąca Geraltowi kufel z ręki. Ospowaty chwyta wiedźmina za pas i wznosi sztylet. Geralt okręca się w miejscu wytrącając go z równowagi.
Nie wiadomo kiedy błyska w świetle kaganków miecz wiedźmina. Wibrujący krzyk kobiety towarzyszy krótkiej walce. Ktoś blisko schodków podrywa się, wybiega z oberży. Ospowaty przytrzymując się szynkwasu usuwa się na podłogę z rozrąbaną twarzą. Dwaj pozostali wiją się na ziemi.
29. Izba komesa.
W skromnym pomieszczeniu zamkowym, oświetlonym jednym, podłużnym oknem stoi Geralt w otoczeniu strażników. Za stołem, na którym leżą szpargały i pergaminy siedzi komes Velerad. Z boku skryba przy kantorku struga gęsie pióro.
VELERAD
Trzech zabitych, próba rzucenia uroku. U nas w Wyzimie wbija się za to na pal. Co masz do powiedzenia?
GERALT
Broniłem się. Nam wolno się bronić.
Geralt wydobywa spod kubraka zwitek białej, koźlej skóry.
GERALT
Na rozstajach przybijacie. Prawda to, co napisane?
VELERAD
A... To taka sprawa. Znak wiedźmiński masz?
Geralt ponownie wyjmuje z rozcięcia w kaftanie okrągły medalion na srebrnym łańcuchu
VELERAD
Wiesz co, wiedźminie? Daj sobie z tym spokój. To poważna sprawa, wielu już próbowało .. niewielu przeżyło.
GERALT
To mój zawód komesie. Z tego żyję. Napisane jest trzy tysiące orenów nagrody.
30. Sień, lochy i krypta.
Geralt wchodzi do sieni. W wyciągniętej ręce trzyma medalion. Po lewej stronie sieni, podwójne schody prowadzą do pomieszczeń zamkowych, po prawej widnieje mroczne wejście w dół do podziemi. Geralt schodzi do krypty. Na końcu piwnicznego korytarza widzi rozwarte dębowe drzwi. Wiedźmin staje przy nich. Widzi szereg sarkofagów, płyto jednego z nich jest odsunięta. Medalion wiedźmina jest nadal spokojny. Geralt schyla się i podnosi z posadzki małą kukiełkę, prymitywną lalkę ze słomy i gałganków. Chowa je pod płaszcz i wychodzi.
31. Dziedziniec.
Wiedźmin bierze pochodnię i podchodzi parę kroków do grubego pala. Wyjmuje lalkę i stawia ją na jego wierzchołku. Pochodnią oświetla lalkę i siebie. Patrzy w górę po oknach obracając się.
32. Okno
W tle okna widzianego z wnętrza majaczy zarys kształtu, jakby głowa z lwią grzywą. Potem zbliżenie czerwonych oczu bestii.
33.Dziedziniec.
Medalion Geralta zaczyna drgać. Geralt patrzy teraz w okno, w którym majaczy jakiś kształt Z okna dobiega przeraźliwy mlask kończący się jękliwym, zawodzącym tonem. Geralt odpowiada chrapliwym rykiem.
34.komnata królewska.
Król Foltest w otoczeniu trzech dostojników siedzi na karle. Trzyma w ręku słomianą lalkę. Jest wzruszony.
FOLTEST
Mogę zatrzymać?
GERALT
Będzie mi potrzebna.
Król wstaje i oddaje wiedźminowi kukiełkę.
FOLTEST
Uda się wiedźminie, nagroda jest twoja, może coś jeszcze dodam. Ale mojej córce nie może spaść włos z głowy. Jej śmierci nie wybaczę nikomu
GERALT
Zamierzam zrobić co w mojej mocy. Ale gdyby poszło źle, będę bronił swojego życia.
FOLTEST
To jasne. Ale twój miecz zbyt szybko wyskakuje z pochwy. Tak zdarzyło się w karczmie.
GERALT
Nie, królu. Oni mieli wybór, zgubiła ich własna podłość. Wasza córka nie miała nigdy wyboru. Ktoś jej zrobił krzywdę, dlatego zasługuje na pomoc
FOLTEST
Budzisz zaufanie.
35. Ciemny loch przed kryptą.
Z głębi krypty dobiega dudniący odgłos odsuwanej płyty grobowca.
36. Sień zamkowa.
Geralt stoi w połowie schodów prowadzących do górnych pomieszczeń. W sień wchodzi powoli strzyga, człapiąc po posadzce. Olbrzymią głowę okala czerwona, splątana grzywa. Czerwone oczy wbijają się w Geralta. Stoi nieruchomo, nagle kłapnięcie paszczy obnaża rząd białych spiczastych zębów. Skok jaki wykonuje jest niespodziewany. Zakrwawione pazury godzą w wiedźmina. Odskok i piruet. Geralt przesadza balustradę, strzyga leci za nim. Ponowne uniki. Geralt nie ma jeszcze miecza. W nagłym obrocie uderza ją srebrnymi kolcami na rękawicy. Potworny ryk. Strzyga przypada do ziemi i wyje złowrogo. Zbliża się, wiedźmin obchodzi ją półkolem, zmieniając rytm kroków. Idąc rozwija długi srebrny łańcuch. Kiedy potwór spręża się do skoku, srebrny łańcuch oplata jego ciało, ramiona, głowę i szyję. Strzyga wije się po podłodze. Srebro pali jej ciało. Wibrujący, wysoki krzyk poraża uszy. Nagle łańcuch pęka, srebrne ogniwa migoczą w powietrzu. Zaślepiona wściekłością strzyga rzuca się na wiedźmina. Geralt unosi rękę i poraża potwora znakiem magicznym Aard. Strzyga podnosi się i powoli, idąc jak pod wiatr, pokonuje opór znaku. Geralt nagle zdejmuje znak i odskakuje. Uwolniona strzyga traci równowagę i wali się w klatkę schodową do krypty.
37. Dziedziniec.
Geralt na dziedzińcu stoi z dobytym mieczem. Z sieni wychodzi strzyga. Idzie bardzo wolno charcząc. Staje. Teraz Geralt zbliża się ku niej po kolistym łuku. Miecz wykonuje wolno ewolucje, hipnotyzuje. Wiedźmin wyjmuje słomianą kukiełkę, wyciąga przed siebie. Strzyga zaczyna wyć żałośnie, jękliwie. Wiedźmin rusza, teraz on zagradza wejście do sieni. Z gardła Geralta wydobywa się chrapliwy ryk. Zrywa czepiec. Ukazuje się upiorna, kredowa twarz z czarnymi jak smoła gałkami oczu. Ryk wiedźmina wzrasta. Wiedźmin podnosi miecz i rusza ku niej. Skoncentrowana nienawiść i zła moc uderza kilkakrotnie potwora, który się chwieje i cofa. Cienki kwik poprzedza gwałtowną ucieczkę strzygi, która niknie w zakamarkach przeciwległego skrzydła zamku. Geralt wstrząsany dreszczami stoi przez chwilę, potem rusza w stronę krypty.
38. Krypta.
Geralt podchodzi do na wpół odsłoniętego grobowca. Wydobywa trzeci flakonik i wypija jego zawartość. Wchodzi do sarkofagu i układa się obok zmumifikowanych zwłok Addy. Z góry dobiega wrzask strzygi. Wiedźmin zasuwa pokrywę. Na piersi kładzie miecz i nakreśla znak Yrden. Zamyka oczy.
39. Krypta.
Z otwartego grobowca pojawia się Geralt z zapalonym kagankiem. Obok sarkofagu leży na boku kilkunastoletnia blada dziewczyna. Jest naga. Wiedźmin pochyla się nad nią, otwiera oczy, sprawdza usta i zęby. Sięga do rąk. Na rękach są szpony. Transformacja nie zakończyła się jeszcze. Pazury dziewczyny tną wiedźmina po barku przecinając kurtkę i ciało. Geralt uderza ją głową i przyciska do szyi miecz pozbawiając ją tchu. Dziewczyna wije się pod nim. Po chwili zaczyna piszczeć i płakać. Geralt patrzy na jej ręce. Są już normalne.
40. Dziedziniec, brama.
Geralt niesie dziewczynę owiniętą w jego czarny płaszcz. Przekracza bramę. Rozległe pola. Geralt na koniu z pasem (temblakiem) podtrzymującym chorą rękę.
41. Pracownia Nenneke.
Na długim stole, przykrytym płótnem lnianym leży na brzuchu Geralt. Opatrunek jest zdjęty. Nenneke pochylona bada jego plecy, bark i rękę. Asystuje jej jedna z sióstr.
NENNEKE
Masz zakażenie. Trzeba oczyścić rany. Będzie bolało. Wytrzymasz?
GERALT
Tak.
NENNEKE
Dobrze. Siądź teraz
Kapłanki podchodzą do bocznego stołu, na którym znajdują się zioła, eliksiry, opatrunki i narzędzia. Przygotowują się do zabiegu.
NENNEKE
Rany nie są groźne, choć głębokie. Uszkodzone są nerwy... Trochę magii, dużo ziół, masaże i długi wypoczynek.
Podchodzi do Geralta.
NENNEKE
Pokaż oczy. Możesz rozszerzyć źrenice? Bracie, musisz zatrzymać ten bieg. Za dużo walk, za dużo eliksirów i ran. Z tą ręką niewiele na razie zdziałasz.
GERALT
Druga ręką władam tak samo.
NENNEKE
Opędzaj się nią od much. Albo mnie posłuchasz i zostaniesz tu jakiś czas albo jedź na zatracenie. To twój wybór, twoja wola. Jeżeli rozumiesz o czym mówię. Pewnie nie rozumiesz. Nauczono was tylko zabijać
Geralt kładzie się ponownie na stole. Nenneke bierze do ręki ostry, zakrzywiony nóż. Zbliżenie twarzy wiedźmina w czasie zabiegu. Jego twarz przebiegają skurcze. Ból jest bardzo silny. Geralt kilka razy mówi po parę słów w odpowiedzi na reprymendę kapłanki.
GERALT
Ja tak nie zabijam... Wyjechałem... daleko... bo nie chciałem... Ale jest przeznaczenie... Co mam robić?
Głowa wiedźmina opada.
KAPŁANKA
Zemdlał.
NENNEKE
Może lepiej. Pomyliłam się. Ma duszę... a jego dusza jest chora.
42. Wysokopienny las.
Geralt ostrożnie pogrąża się w las. O zażartości walki świadczy masa strzał powbijanych w pnie drzew.
43. Prześwit leśny.
Geralt wyciąga miecz. Szepcze coś do ucha konia. Idzie dalej sarn wyczuwając bliskie niebezpieczeństwo. Słyszy krzyk. Wiedźmin przedziera się przez zarośla. Na niewielkiej polanie u podnóża kamiennego urwiska leży driada. Próbuje odczołgać się. Przed nią o jakieś pięć kroków coś porusza się powoli, rozgarniając trawy. Tym czymś jest kilkumetrowy skolopendromorf, jadowity wij leśny.
GERALT
Nie ruszaj się!
Wij wyczuł już ofiarę i nie reaguje na zbliżającego się Geralta. Szykuje się do ostatniego skoku zwijając esowato swoje długie cielsko. Geralt nie ma czasu. Tnie mieczem, byle jak, po ogonie potwora aby odwrócić jego uwagę od driady. Wij z sykiem zwraca się ku niemu. Geralt doskakuje i tnie dwa razy u nasady głowy. Wij jest bardzo szybki. Za każdym razem skręca swoje cielsko tak, że miecz uderza w chitynowe płyty pancerza. Teraz Geralt obchodzi szybko potwora nie pozwalając sprężyć mu się do skoku. Przyklęka aby zadać cios od dołu, w miękką część ciała ale wij przypada do ziemi i atakuje Geralta. Walka trwa. Paszcza potwora, głowa wiedźmina, jego miecz w błyskawicznych mignięciach. Geralt odskakuje o kilka kroków i staje. Wyciąga zza pasa długi sztylet. Ujmuje go w drugą rękę, trzymając przy swoich piersiach. Miecz podnosi w górę i zastyga w bezruchu wbijając wzrok w wyłupiaste oczy stwora. Wij bardzo wolno zbliża się. Jest nieufny i ostrożny, oczy Geralta osłabiają go, odbierając moc. Twarz wiedźmina blednie, oczy ciemnieją. Geralt obnaża dziąsła, wydając wściekły warkot. Wij wznosi się na wysokość człowieka i też nieruchomieje. Geralt bardzo powoli zmienia położenie miecza. Odbity od klingi blask słońca miga co chwilę w oczach potwora.. Oślepia go i dezorientuje. Kiedy Geralt topie nogą wij atakuje. Geralt przypada do ziemi, okręca się i wbija nóż w gardło gada. Wij jest teraz nad nim, w mchu zakłóconym ciosem wiedźmina. Z niewygodnej pozycji, przy ziemi, Geralt tnie wzdłuż dolnej części odwłoka i rzuca się w bok unikając ogona. Stwór jest niesamowicie żywotny ale walczy już na ziemi, nie ma siły na szybki atak. Geralt kończy walkę dwoma ciosami miecza. Wiedźmin oddycha ciężko, po czym podchodzi do leżącej młodej kobiety.
GERALT
Nie bój się. Nie jestem człowiekiem.
Geralt delikatnie obraca dziewczynę. Strzała przeszła na wylot powyżej lewej piersi. Wiedźmin pociąga palcami po ostrzu struły, próbuje językiem po czym gwałtownie wypluwa.
MORENN
Zatruta.
Geralt gwiżdże krótko na dwóch rękach. Bardzo się spieszy. Wyciąga miecz.
GERALT
Przytrzymaj.
Kładzie rękę Morenn na końcu strzały. Dziewczyna orientuje się o co chodzi. Geralt ucina strzałę długim, błyskawicznym pociągnięciem miecza. Na polance pojawia się koń. Geralt wydobywa z juków skórzaną sakwę a z niej flakon. Smaruje maścią wystający koniec strzały i wyciąga ją z pleców dziewczyny. Teraz rozcina nożem kubrak, obnaża pierś Morenn. Ciało wokół rany jest sine. Wiedźmin wysysa rany na ile się da, plując czerwoną zawartością. Wciera maść wymieszaną z pajęczyną, którą wyciągnął z trawy i krzaków. Zastanawia się przez chwilę. Podchodzi do martwego wija i wyciska z jego kłów kroplę jadu. Podaje ją Morenn na liściu.
MORENN
Nie pomoże. Ja umieram. Odwieź mnie do Duen Canell.
GERALT
Nie poddawaj się, musisz walczyć.
Morenn rozchyla usta, wysysa kroplę jadu, patrzy na Geralta, jej oczy uciekają w głąb, traci przytomność.
44. Polanka.
MORENN
Czemu mnie ratowałeś?
GERALT
Taki zawód. Bronić ludzi... i słabszych
MORENN
Ja nie jestem człowiekiem.
GERALT
To bez różnicy
45. Droga w lesie.
Levecque zeskakuje z konia podchodzi do Geralta, taksuje go wzrokiem, później patrzy na Morenn.
LEVECQUE
Pokaż ręce do łokci.
Morenn ociąga się. Patrzy na Geralta. Ten lekko kiwa głową.
MORENN
A po co panie?
LEVECQUE
Ha! Cóż za piękny akcent brokiloński. No pokaż!
Geralt wydaje nagle przeciągły okrzyk. Jego koń rusza gwałtownym galopem tak, że Morenn z trudem utrzymuje się w siodle. Staranowany koniem Levecque pada na ziemię. Z pełnego obrotu Geralt wydobywa miecz i tnie olbrzyma przez skroń. Potem Kosookiego rozchlastuje w krwawe "X". Cięcia są tak szybkie, że nie widać co się właściwie zdarzyło. Obydwaj padają na ziemię. Krępy posyła strzałę za Morenn, która niknie w lesie. Wyciąga z kołczanu drugą. Geralta otaczają żołnierze wydobywając w biegu łuki. Geralt uderza w nich znakiem Aard. Kilku się przewraca, inni cofają się jak po uderzeniu. Krępy celuje w Geralta. W tym czasie Levecque podrywa się z ziemi.
LEVECQUE
Zostaw go Junghans! Jest mój!
Przez moment okrążają się, potem Levecque atakuje w dwóch skokach. Cięcie i unik Geralta. Levecque jest znakomitym szermierzem - teraz bezradnym wobec umiejętności wiedźmina. Klingi nie krzyżują się mimo wyszukanych ewolucji najemnika. Levecque wydobywa sztylet, szachuje nim Geralta pozorując atak. Geralt uchyla się przed ciosem sztyletu, wtedy Levecque tnie poziomo na wysokości ud. Geralt zawirowuje ,,gwiazdą" również poziomo, całym ciałem, nie dotykając ziemi nad klingą przeciwnika. W tej niesamowitej pozycji jego miecz przecina w pasie Levecquea. Ale szczegółów akcji znów nie widać. Najemnik osuwa się na ziemię. Teraz Geralt zwraca się do Krępego z łukiem. Bierze miecz oburącz widząc wycelowany łuk. Krępy zaczyna krzyczeć na swoich łuczników, kiedy strzała przebija mu gardło. Od ściany czarnego lasu lecą z sykiem setki strzał. Koszą nastrogskich najemników. Lecą bez przerwy jak rój szerszeni. Geralt stoi jak skamieniały. Resztki wojaków dopadają koni, inni uciekają w las. Geralt zostaje sam na drodze. Wokół głucha cisza. Wiedźmin rozgląda się, mruga gwałtownie. Gdyby nie ciała zabitych, to wszystko co się zdarzyło, mogłoby być snem.
GERALT
Morenn! Morenn!!
Z lasu wychodzi mała jakby przezroczysta dziewczyna. Zbliża się do Geralta. Wydaje się, że barwa ciała a także ubioru zmienia swój odcień w miarę zmiany otoczenia. Geralt nie wie czy jest to umiejętność magicznej metamorfozy czy też sztuka wdiviałego maskowania, wykorzystania gry światłocieni
DRIADA
Pójdź ze mną Gwynbleidd.
46. Las. Nad lasem zapada zmrok.
47. Polana Duen Canell.
Driada prowadzi wiedźmina przez polanę, pokazuje mu wejście do szałasu. Wnętrze szałasu stanowią skóry i surowe, poskręcane fragmenty spękanych ze starości pni i konarów, przystosowanych do różnych funkcji życiowych. Geralt zdziwiony rozgląda się wokół.
EITHNE (Pani Brokilonu)
Widzisz jak żyjemy.
Geralt odwraca się szybko, przyklęka i pochyla głowę. Eithne jest piękną, w sile wieku kobietą, ubraną w białą tunikę.
EITHNTE
No cóż, my nie ścinamy drzew, a nawet po ich śmierci traktujemy je z szacunkiem. Bez drzew zginiemy wszyscy, na początku my, potem wy ludzie. Ale kto to rozumie. Wstań Geralcie. Czy wiesz dlaczego tu jesteś?
Geralt zastanawia się przez moment.
GERALT
Nie wiem.
EITHNE
Ocaliłeś Morenn i powinnam być wdzięczna. I jakoś jestem, ale nie w tym znaczeniu ludzkich czynów, które rodzą zobowiązanie. Jeżeli uczynek jest słuszny, mądry i dobry to nie ma ceny i nie potrzebuje odpłaty... A może ma cenę?
GERALT
Nie chcę niczego.
EITHNE
Morenn powiedziała prawdę. Jesteś inny. Chciałam spojrzeć ci w oczy.
GERALT
Tylko tyle?
EITHNE
Nie tylko. Morenn kocha ciebie. A ty?
Geralt milczy.
EITHNE
Twoje oczy nic nie mówią! Odpowiedz.
GERALT
Jestem wiedźminem. Zmutowanym człowiekiem pozbawionym uczuć. Nam nic wolno kochać. chyba nic potrafimy. Moreno mówiła, że mnie lubi.
EITHNE
Tak mówią driady kiedy kochają. A ty potrafisz?
GERALT
Nie wiem
Eithne wychodzi z szałasu, za nią podąża Geralt.
EITHNE
Przyrzekłam Morenn, że pożegnasz się z nią. Jesteś mądry. Powiesz jej, że nie możesz z nią zostać. Że nie umiesz kochać. Powiesz prawdę!
GERALT
Dlaczego ja?
EITHNE
Bo mi nie uwierzy. A tobie będzie łatwiej. Trzeba to szybko przeciąć.
GERALT
I po to mnie wezwałaś? Żebym odegrał rolę kata? Skąd wiesz, że będzie mi łatwiej. Skąd to wiesz! Nie lepiej gdybym został na drodze?
EITHNE
Nie. Bo by mnie znienawidziła. Nie mogłam. A tak... Przecież ty masz swoją misję, nie możesz od niej odstąpić. Należysz do tamtego świata, świata ludzi. A my... To dwa różne światy.
48. Nad jeziorkiem.
Nad niewielkim jeziorem, oparta o sosnę, siedzi Morenn. Ma oczy zamknięte. Otwiera je słysząc kroki nadchodzącego Geralta. Wyciąga ku niemu rękę.
MORENN
Siądź przy mnie.
Geralt siada. Milczą oboje. Geralt wyraźnie zbiera się aby coś jej powiedzieć.
MORENN
Proszę, nie mów.
(dodaje szeptem)
Nie chcę żebyś to mówił
Kładzie głowę na jego kolanach.
49. Polana Duen Canell
Sylwetka stojącej tyłem Eithne. W oddali znika na koniu Geralt.
EITHNE
Źle zrobiłam. Wszystko mogło być inaczej. Może mógł ją pokochać i uwierzyć w siebie. Uwierzyć w inny los. Był taki samotny. Później to zrozumiałam.
50. Ruiny, wejście do lochu.
W kamiennych ruinach widnieje wejście do lochu. Kilkunastu mieszczan i gapiów w milczeniu wpatrują się w czarny otwór - częściowo zagruzowane wejście do podziemi.
RZEŹNIK
Sielna klacz!
Zza załomu muru wychodzi przybysz, smagły z kędzierzawymi, kasztanowatymi włosami ubrany w brunatną tunikę na watowanym kaftanie.
BORCH
Odejdź od konia. To cudza własność.
Pryszczaty sięga za pazuchę. Rzeźnik gwiżdże na palcach: z tłumu mieszczan wychodzi dwóch krępych osobników z patkami do głuszenia zwierząt w rzeźni.
PRYSZCZATY
Ktoście to niby?
BORCH
Nic ci do tego kochasiu.
Pryszczaty i rzeźnik wyciągają długie noże.
PRYSZCZATY
Nic macie broni. To bardzo niedobrze.
BORCH
Mylisz się. Moja broń chodzi za mną!
Zza ruin wychodzą dwie Zerrikanki, sławne wojowniczki i mistrzynie we władaniu szablą. Ubrane są w rysie skóry, kolczugi i rękawice. Ich twarze są charakterystycznie wytatuowane. Na ich widok pryszczaty i rzeźnik nieznacznie wypuszczają noże, cofają się. Z czeluści w ruinach słychać chrobot, po chwili pojawia się Geralt ciągnąc cielsko bazyliszka za długi, jaszczurczy ogon. Oddycha ciężko.
GERALT
Zgodnie z umową wójcie. Moje dwieście lintarów.
Wójt drżącymi dłońmi wylicza z sakiewki nagrodę. Geralt rozgląda się. Szybkim spojrzeniem ocenia sytuację, domyśla się co się wydarzyło. Kiwa głową.
GERALT
Jak zwykle. Nadstawiam karku za marny grosz a wy tymczasem dobieracie się do moich rzeczy.
RZEŹNIK
Nie ruszone.
Rzeźnik z pryszczatym wycofują się.
BORCH
Zapomniałeś o czymś!
PRYSZCZATY
O czym panie?
BORCH
Wyjąłeś na mnie nóż. A ja byłem bez broni!
Wyższa z dziewcząt doskakuje do pryszczatego. Wyciągnięta zza pleców szabla tnie opryszka przez szyję, ucina mu głowę. Wrzask tłumu i paniczna ucieczka.
GERALT
Piękne uderzenie zerrikańskiej szabli. Jestem Geralt z Rivii.
BORCH
A ja jestem Borch zwany Trzy Kawki. A to moje dziewczęta Tea i Vea, Zerrikanki - jak już się domyśliłeś.
51. Oberża.
GERALT
Zrozum, ja nie mogę mieć wątpliwości człowieka. Ale masz rację. Mam swoje zasady. Swoje własne... Dobrze... Powiem ci. Ja... niszczę te stworzenia, które idą za ludźmi, są agresywne. Oszczędzam te, które unikają kontaktu z człowiekiem, uciekają. One mają prawo żyć, były tu pierwsze, nie zagrażają nikomu
BORCH
Oryginalna teoria! Choć niezgodna z interesami ludzi!
GERALT
Interesy ludzi niewiele mnie obchodzą!
BORCH
Jak to? Przecież ich bronisz!
GERALT
Bronię ich życia, nie interesów.
BORCH
Ha! Powiedz tylko, których z potworów nie tępisz, które nie zasługują na twój miecz..
GERALT
Nalegasz Borch. Ale dobrze Powiem ci. Nie zabijam smoków.
BORCH
Są najgroźniejsze!
GERALT
Nie. To proste. Smoki nie polują na ludzi, unikają ich, ludzie polują na smoki.
GERALT
A tam, Borch. Mam tylko z tym kłopoty. Ale... ja lubię smoki. No powiedz! Czy to nie cud natury. Zioną ogniem. Lecą po przestworzach. Mają skarby dla czystej przyjemności. Nie są mściwe i zawistne. Dlaczego je zabijać. Są piękne!
Borch kiwa głową kwitując reakcję Zerrikanek na ostatnie słowa wiedźmina.
BORCH
Przyjęły to do siebie jako komplement, uważaj Geralt. Są niestrudzone także w boju miłosnym! Lubią cię. Cholera one cię lubią!
Borch wstaje i wychodzi na zewnątrz, Zerrikanka podąża za nim w eskorcie. Druga zostaje, przymila się do Geralta.
GERALT
Jak masz na imię?
ZERRIKANKA
Alveaenerle.
GERALT
Ładnie.
Zerrikanka przechyla się do niego, zaczyna całować Geralta. Ta cała rozmowa przebiega w trakcie uczty, intensywnego popijania, uśmiechów uwodzicielskich i szturchnięć Zerrikanek oraz wyraźnego upijania się Geralta. On nie jest odporny na alkohol. Można przyjąć, że ta przygoda jest dla niego czymś nowym, niespotykanym i trochę mu imponuje znajomość z Borchem i jego towarzyszkami.
52. Obszerna izba - kąpiel.
Pośrodku duża kadź wypełniona ciepłą wodą. Geralt ochlapuje twarz i potrząsa głową. Do izby wbiegają wśród pisków dwie nagie Zerrikanki. Za nimi Borch w tunice. Wszyscy zanurzają się w wodzie.
53. Zapora przy moście.
Drogę przed mostem zagradza wielka belka osadzona na drewnianych kozłach. Przy zaporze czterech halabardników w skórzanych kurtach i kolczych kapturach. Nad zaporą purpurowa chorągiew ze znakiem srebrnego gryfa. Do mostu podjeżdżają Geralt, Borch i Zerrikanki.
HALABARDNIK
Glejt macie?
BORCH
Jaki glejt? Z czyjego wy rozkazu?
HALABARDNIK
Króla Niedamira, pana na Caingorn.
GERALT
To Hołopolska dziedzina. Co ma do tego Niedamir? Chcemy przejechać!
HALABARDNIK
Tam jest setnik. Z nim gadajcie!
Spod domku mytnika wychodzi setnik, podoficer w barwach Caingorn. Za nim jegomość z lutnią, w kapeluszu ze srebrną klamrą i czaplim piórem.
JASKIER
Geralt! A to dopiero!
GERALT
Dlaczego wstrzymujecie przejazd?
SETNIK
Rozkaz-nikogo nie przepuszczać.
GERALT
Pies ci mordę lizał. Tu jest wolna kraina, Hołopole, nic wiesz o tym chmyzie.
Geralt jest jeszcze pod wpływem piwa. Chce też zaimponować Zerrikankom. Borch mityguje.
BORCH
Zostaw go!
GERALT
No i obejdzie się. Pojedziemy do Hengfors lewym brzegiem Braa.
JASKIER
To wy nie jedziecie za smokiem?
BROCH
Aaa kochasiu! Smok mówisz? A jakiż to?
Geralt zsiada z konia i idzie do Jaskra aby się z nim powitać. Otwiera ramiona. Jaskier odskakuje.
JASKIER
Poczekaj zbóju. Trzeba to uczcić.
Uderza w struny lutni i zaczyna improwizować. Jest to jedna zwrotka piosenki na okoliczność ich spotkania i pogoni za smokiem.
54.Brzeg rzeki.
Geralt, Borch i Jaskier siedzą na pniakach przy ognisku, na którym piecze się zając. Kilkadziesiąt metrów od nich widoczna zapora na moście, strażnicy i kręcący się setnik królewski. Jaskier uderza w struny lutni.
JASKIER
Posłuchajcie zatem szlachetni panowie, co wydarzyło się tydzień temu nie opodal miasta wolnego, zwanego Hołopolem. Świtem bladym, ledwo co słonko wschodzące...
GERALT
Mów normalnie
JASKIER
A nie jest? No dobrze.
Odkłada lutnię.
JASKIER
Na pastwiska pod Hołopolem przyleciał smok!
GERALT
Eee... Nie był to aby zwykły oszluzg. Smok lepiej pasuje ci do ballady?
JASKIER
Nie obrażaj mnie. Widziałem na własne oczy. Następnego dnia przyleciał znowu. Zatoczył dwa koła nad grodem, pożarł z cztery owce na pastwisku i zniknął. Co śmielsi poszli za nim. I wiecie co? Smok zapadł w wąwozy w Pustulskich Górach i skrył się w tamtejszych jaskiniach.
GERALT
Teraz wszystko jasne. Smok był w letargu dłuższy czas. Tam w górach musi być jego skarbiec. Dlatego blokują most. Ktoś chce na tym skarbcu położyć łapę. A ten ktoś to król Niedamir z Caigorn.
JASKIER
Właśnie tak. Zagrodził drogę przed konkurencją i przed Hołopolanami. Oni też chcą ubić smoka. Dlatego rozesłał konnych i ściąga migiem co sławniejszych smokobójców.
55. Trakt polny.
Czarodziejka Yennefer nadjeżdża z oddali. Zbliża się. Popędza konia.
56.Brzeg rzeki.
Jaskier nalewa napój do skórzanych kubków. Podaje Zerrikankom, Borchowi, potem Geraltowi.
GERALT
Nie, dziękuję.
JASKIER
A czemuż to?
GERALT
Wczoraj się napiłem. Starczy.
Borch wypija, strząsa pianę.
BORCH
Przejdźmy się do mostu Geralt.
57. Przy moście.
Kiedy odchodzą kilkanaście kroków od ogniska Borch wstrzymuje Geralta.
BORCH
Chciałem cię prosić Geralt. Jedźmy tam razem.
GERALT
Ty też liczysz na łup?
BORCH
Nie, mam inne powody.
GERALT
Ten smok. On cię interesuje.
BORCH
Tak. Widzisz, jedni chcą go zabić, inni jak ty mają zasady, ja... widzę jeszcze trzecią możliwość.
GERALT
Jeśli cię dobrze zrozumiałem, chcesz ich powstrzymać. Nie próbuj nawet. I nie zdradź się z tym zamiarem. Zabiją cię przy pierwszej okazji. Nie rycerzu. Żeby pomóc smakowi trzeba pozabijać ludzi. A ja tego nie mogę uczynić. I... Nie chcę na to patrzeć. Przykro mi.
BORCH
Trudno. Pojadę sam. Dziękuję za ostrzeżenie.
Do mostu zbliżają się galopem dwaj jeźdźcy. Jednym z nich jest Yennefer, piękna czarnowłosa kobieta - czarodziejka. Drugim - posłaniec króla. Setnik podnosi rękę. Yennefer zwalnia, dostrzega Borcha i Geralta, stojących obok. Wbija wzrok w wiedźmina. (Zwolniony klatkaż).
SETNIK
Czekaliśmy tylko na was pani. Król już ruszył.
Yennefer nie odpowiada. Patrzy na Geralta, który, wyraźnie speszony, nie wie co począć.
GERALT
Witaj Yennefer.
Yennefer nie odpowiada, spina konia i wjeżdża, wraz z przewodnikiem, na most. Borch spod oka przygląda się wiedźminowi.
BORCH
Znacie się?
GERALT
Kiedyś. Tak.
58. Biwak nad rzeką, c.d.
Kilka godzin później. Setnik już mocno podchmielony kończy ogryzać kość. Geralt w oddaleniu patrzy na rzekę, odwraca się i podchodzi do ogniska.
SETNIK
Chciałbym z serca. Mam przykazane pod gardłem nikogo bez glejtu nie puszczać. Całe Hołopole zaraz tu będzie.
BORCH
Twój rozkaz panie oficerze dotyczy tego motłochu miejskiego i wszelkiego hultajstwa, nie nas szlachty i rycerstwa.
SETNIK
Nie mogę panie Wolno mi puścić tylko takich co mogą utłuc gada.
Geralt pokazuje talizman.
GERALT
Znasz to? Słyszałeś kto ubił bazyliszka? Co powie król, żeś nie chciał przepuścić wiedźminów.
SETNIK
To wyście wiedźmini? Nic nie wiedziałem.
59. Na moście. Zmierzch.
Kawalkada w milczeniu szybko przejeżdża przez most. Borch podjeżdża do Geralta, chce go spytać o zmianę decyzji ale wiedźmin popędza konia, chce uniknąć rozmowy. Borch rezygnuje.
60. Przed królewskim namiotem-noc.
Wokół namiotu straż królewska. Przed namiotem stoją Geralt i Borch. Dalej Zerrikanki przy koniach. Odchylając połacie płótna wychodzi opasły wielmoża, kanclerz Gyllenstiern.
GYLLENSTIERN
Król nie przyjmie rycerza Borcha i was wiedźminie. Nie potrzebujemy pomocy. Król dysponuje dostateczną siłą aby unicestwić gada. Wracajcie.
BORCH
Cóż za przykre nieporozumienie. Nie mamy zamiaru przyłączać się do królewskiego polowania. Chcieliśmy okazać uszanowanie.
GYLLENSTIERN
Rozumiem. Ale z woli Niedamira ten rejon jest zamknięty.
GERALT
Dla nas nie jest zamknięty. To wolny kraj. Jedziemy z ważną misją panie kanclerzu. Nie zawrócimy, to pewne. Ale... możemy was wyprzedzić.
GYLLENSTIERN
Cóż to za bzdury. Rozum ci odjęło. Związać was każę, ot co!
BORCH
Ostrożnie kanclerzu. Po co grozicie. Pojedziemy razem, wy załatwicie smoka i rozdzielimy się.
Gyllenstiern wściekle poprawia pas.
GYLLENSTIERN
Będę was miał na oku.
61. Nocny biwak.
Do biwaku podchodzi Geralt i Borch. Jaskier siedzi już wśród rębaczy i krasnoludów. Zerrikanki, na znak Borcha, odchodzą z końmi w ciemność. Jaskier pociąga mocno z gąsiorka.
JASKIER
O... zaraza. Z czego to pędzone, ze skorpionów?
Boholt kiwa głową i gestem zaprasza do ogniska.
BOHOLT
Miejsca jest dość.
Zapada niezbyt przyjazne milczenie.
BOHOLT
A tak, między nami wiedźminie, o czym z królem gadałeś?
GERALT
O niczym. Nie wyszedł do nas. Wysłał nadętego grubasa, jak mu tam...
ZIGRIN
Gyllenstiern, opasły wieprz. I co? Nie przegnał was?
GERALT
Nie.
NISZCZUKA
Źle się stało. Ludu ciągnie na smoka, że aż strach. Ja się w tłoku bić nie lubię.
BOHOLT
Czekajcie. Nie obiło mi się o uszy, byś kiedyś polował na smoki. Od kiedy to?
GERALT
Na smoki nie polowałem i nie poluję. Łupów nie pragnę To wszystko!
BORCH
Takoż ja. Zaręczam, że smoków nie gnębię.
BOHOLT
Co na to król?
GERALT
Nie wierzą nam jak i wy. Boją się podstępu.
BOHOLT
Ja wierzę. Niech będzie zgoda. Kto nam jeszcze przeszkadza - Jaskier?
Rębacze i krasnoludy parskają śmiechem.
ZIGRIN
Co to tak... Nie siarka aby?
BOHOLT
Nie, to piżmo albo jakie pachnidło.
ZIGRIN
Ach, wielmożna pani Yennefer. Witamy!
YENNEFER
Panowie tu o interesach, jak słyszę. Beze mnie?
ZIGRIN
Nie śmieliśmy niepokoić.
BOHOLT
Z czym przychodzicie pani? Mówią, że chcecie sama, czarami ukatrupić smoka.
YENNEFER
W rzeczy samej. Dam sobie radę!
BOHOLT
My bez czarów to zrobimy. Niepotrzebna wasza pomoc.
YENNEFER
Takiś pewny. Bo wiedźmin jest z wami.
BOHOLT
Wiedźmin nic do tego nie ma. Jeśli król ugodę przybije jedziemy dalej, jeżeli nie, wracamy.
YENNEFER
Król zgadza się na wasze warunki już teraz. Wbrew mojej opinii.
Yennefer odwraca się i odchodzi.
62. Ustronie.
Yennefer stoi tyłem w pełzającym blasku ognisk biwaku królewskiego. Widoczny jest namiot Niedamira, sylwetki łuczników oraz kontury wyprzężonych furgonów.
GERALT (niewidoczny)
Yennefer.
Yennefer nie odwraca się
YENNEFER
Tak Geralcie.
GERALT
Yennefer, chciałem...
YENNEFER
Po co tutaj przyjechałeś? Z powodu smoka'? Chyba pod tym względem nic się nie zmieniło?
GERALT
Nie, nic się nie zmieniło. Ani pod tym... ani pod innym.
YENNEFER
Nie, Geralcie. Nie byliśmy dla siebie stworzeni. Ja nie chciałam w to brnąć. Wiązać się z kimś kto wychodzi nocą i nie wiadomo czy wróci z jakiegoś lochu, jaskini lub cmentarza. Dla kogo mam być matką a czasem kochanką.
GERALT
Yennefer...
Yennefer odwraca się gwałtownie do wiedźmina.
YENNEFER
Nic się nie zmieniło. Jesteś jak sucha jemioła toczona wiatrem. Wczoraj zabiłeś bazyliszka, dziś jedziesz dalej nie wiedząc gdzie i po co. Ty, jako wiedźmin, nie masz celu, bo nie możesz go mieć. Byle zabić następnego potwora.
GERALT
Takim mnie zrobiono. A jaki ty masz cel? Dlaczego tu jesteś?
YENNEFER
Nie pamiętasz? Mam swoje marzenia. Zawsze te same. Chcę być kobietą, chcę być matką, mieć dom. I nie mogę. Słyszałam o specyfikach, które... może... uleczą... Przecież wiesz, ja... jestem sterylna. Te ekstrakty są ze smoczych tkanek...
GERALT
Rozumiem. Ja... też nie mogę mieć potomstwa i... tego się nie uleczy. Dlatego nie nadaję się do niczego, nie mam celów i marzeń. Tak myślisz.
YENNEFER
Nie znasz mnie Geralt. Wymyśliłeś mnie sobie. Ja nie jestem dobra. Jestem jak okruch lodu, nie ugasisz nim pragnienia ale oparzyć się możesz.
63. Wąwóz.
Zbliżenia kopyt przejeżdżającego oddziału łuczników. Rozszerzony kadr pokazuje w skrócie perspektywicznym konnicę króla Niedamira, później orszak królewski, za nim furgony i wozy.
64.Wąwóz z potokiem w dole.
Wozy rębaczy, idących wraz z przewodnikami hołopolskimi w awangardzie kolumny, jadą ostrożnie wąską drogą, poniżej której jest przepaść. W dole rwący potok Braa. Od czoła kolumny dojeżdża Zdzieblarz. Rębacze prowadzą przy pyskach powożące konie. Geralt wstrzymuje konia. Zza zakrętu pojawia się oddział łuczników. Na przedzie Niedamir, szczupły, piegowaty młodzieniec, za nim opasły kanclerz Gyllenstiern. Geralt skłania głowę; król wyniosłym ruchem ręki kwituje jego gest.
GYLLENSTIERN
Pozwólcie no panie wiedźminie.
GERALT
Słucham.
Geralt przyłącza się do kanclerza. Jadą stępa, przed nimi o długość konia Niedamir w otoczeniu dwóch przybocznych strażników.
GYLLENSTIERN
Pierwszy raz widzę wiedźmina, który nie poluje na smoki!
GERALT
Nie tylko na smoki. To was niepokoi?
GYLLENSTIERN
Czy to nie dziwne? I jeszcze tajemniczy Borch Trzy Kawki i jeszcze jego eskorta z Zerrikanii gdzie składa się ofiary przed podobizną smoka.
GERALT
Cóż panie kanclerzu. Takie mam zasady.
GYLLENSTIERN
Znam je. Druidzka teoria równowagi w przyrodzie, zachowanie gatunków i tego typu brednie... Co ty na to?
GERALT
Nic. Przyjemna pogawędka.
GYLLENSTIERN
Ostrzegam cię Geralt, stracę cierpliwość. Masz trzymać się z tyłu.
65. Szeroki wąwóz.
Geralt jedzie na końcu orszaku w towarzystwie Borcha i Zerrikanek. Przed nimi wąwóz zwęża się ponownie. Z jednej strony piętrzą się spadziste, skalne zbocza, z drugiej - przepaść.
BORCH
Co słychać w wysokich sferach?
GERALT
Ależ to zgraja. Wszyscy bredzą o powołaniu.
Niedamir chce zagarnąć jakieś księstwo. Eyck z Denesle broni dziewic przed smokami.
BORCH
A Yennefer? Zważywszy, że jesteśmy tu dzięki niej.
GERALT
Nie mówmy o tym Borch. Było, minęło.
Jadą dalej w milczeniu. Nagle kolumna staje, jakieś krzyki dobiegają od czoła pochodu.
GERALT
Co się stało?
Vea ze ściągniętą dziwnie twarzą mówi kilka niezrozumiałych słów.
GERALT
Podjadę i sprawdzę.
BORCH
Zostań.
GERALT
Dlaczego?
BORCH
Zostań.
Z wąwozu dobiega głuche dudnienie. Podnosi się gęsty obłok kurzu.
BORCH
Lawina skalna!
Geralt gwałtownie spina konia.
66. Góry.
Widok skalistych gór, z których zboczy toczy się lawina. Wielkie głazy szybują w powietrzu.
67. Zawalony wąwóz.
Geralt przedziera się w czarnym obłoku. Zeskakuje z konia i biegnie. Przed nim wyłaniają się straszne obrazy pogruchotanych, przywalonych wozów i ludzi, oszalałych koni. Rumowisko skalne jest miejscami trudne do pokonania. Z piargów stacza się ciągle masa skalna. Geralt nic nie widzi, potyka się, pełznie do przodu. Lawina ustaje. Wiedźmin wpada na zapadający się drewniany mostek, będący fragmentem drogi nad górskim strumieniem. Widzi zsuwającą się w przepaść, poranioną Yennefer. Drewniana platforma chyli się coraz mocniej. Geralt zjeżdża po niej do poziomu dziewczyny, która łapie go za pas. Wiedźmin wbija sztylet w szparę między deskami, oburącz trzyma się rękojeści kiedy most przechyla się prawie do pionu. Wiszą.
68. Urwisko.
Do skraju przepaści dobiega Jaskier. Za nim rębacze, krasnoludy i Gyllenstiern.
JASKIER
Trzymajcie się. Dajcie linę, psiakrew szybciej!
Nikt ze stojących nad urwiskiem nie reaguje.
BOHOLT
Poczekajmy. Wiedźmin zaraz odpadnie.
JASKIER
Dajcie linę! Co wyście pogłuchli. Spadną obydwoje!
ZIGRIN
Może i lepiej.
69. Wisząca kładka.
GERALT
Trzymasz się Yen?
YENNEFER
Jeszcze... tak.
GERALT
Możesz przesunąć się przede mnie?
YENNEFER
Spróbuję.
Ręce czarodziejki przesuwają się wokół pasa Geralta.
YENNEFER
Już nie mogę.
GERALT
Musisz. Wejdź mi na nogę.
Geralt podciąga nogę czyniąc z niej oparcie. Yennefer wciąga się na nią, chwyta Geralta za szyję.
GERALT
Zaraz polecimy.
YENNEFER
Wiem.
70. Urwisko.
Do stojących nad urwiskiem dobiega Eyck. Rzuca linę Jaskrowi. Jaskier pochyla się nad przepaścią i spuszcza sznur.
71. Wisząca kładka.
YENNEFER
Ratuj się chociaż ty. Ja...
GERALT
Nie. Wytrzymaj!
YENNEFER
Geralt... Ja... nie potrafię kochać. Ciebie też nie... Wybacz.
Ręce Yennefer puszczają wiedźmina. Geralt uwalnia jedną rękę i chwyta za kubrak. Niesamowity wysiłek odbija się na jego twarzy. Palce na rękojeści sztyletu powoli rozsuwają się, kiedy przed jego twarzą pojawia się rzucony sznur.
72. Urwisko.
Krasnoludy wraz z Jaskrem wyciągają na urwisko czarodziejkę i wiedźmina. Ona wstaje szybko i odchodzi. Geralt zbliża się do stojących opodal Boholta i Zigrina.
GERALT
Wszystko słyszałem. Wczoraj powiedziałeś: "niech będzie zgoda".
Boholt powoli wyciąga miecz. Geralt zbliża się na wyciągnięcie ręki. Jego oczy są czarne, twarz upiorna.
GERALT
Nie wolno mi ciebie tak po prostu zabić. Ale proszę podnieś miecz, zamachnij się nim. Proszę
Boholt wypuszcza miecz. Krasnolud chwyta w ręce topór bojowy. Geralt zwracając się do Zigrina:
GERALT
Ciebie nie chroni mój kodeks.
Następują dwa błyskawiczne, niewidoczne cięcia krzyżowe. Szeroka broda krasnoluda ucięta jest w "szpic".
73. Na skraju lasu.
Na skraju lasu biwakuje grupa ludzi, którzy uszli z życiem. .Jest ich niewielu. Ocalał król Niedamir, kanclerz, siedmiu łuczników, rębacze, krasnoludy, Eyck, Yennefer, Jaskier, Geralt, Borch i dwie Zerrikanki. Niektórzy są obwiązani bandażami, utykają. Szykują się do odjazdu. Eyck z Denesle, uzbrojony, z kopią, stoi na pagórku.
EYCK
Ściga nas gniew bogów. Zgrzeszyliśmy wszyscy, królu. Zgrzeszyłeś ty, żeś dobrał niecną kompanię krasnoludów, podłych najemników, zdradzieckich czarodziei i odmieńców jak obecny tu Geralt. Wzywam, oczyśćcie z plugastwa wasze szeregi zanim...
BOHOLT
Milcz durniu. Wszystko się zmieniło! Kto ma oczyścić szeregi? Ten mały chłopiec zwany królem?
GERALT
To ty milcz! Dziękuję ci błędny rycerzu z Denesle, żeś uratował Yennefer i mnie... Plugastwo ma was dosyć. Plugastwo opuszcza z ulgą wasze towarzystwo. Bywaj Jaskier.
Geralt idzie do konia, rozgląda się zdziwiony. Nigdzie nic widać Borcha i jego Zerrikanek. Jaskier idący za nim jest także zaskoczony.
JASKIER
Gdzie Borch? Był tu przed chwilą!
KOZOJED
Ludzieeee!
Od strony gardzieli wąwozu biegnie Kozojed i kilku hołopolskich przewodników wysłanych na zwiady.
KOZOJED
Ludzie! Wasze miłości! Tam, smok, wielki smok!
NISZCZUKA
Gdzie?
KOZOJED
Za wąwozem, na równym!!
Cała grupa dopada do koni. Przejeżdża przez krótki wąwóz, który kończy się usypiskiem jasnych skał. Za nimi teren opada lekko na trawiastą, pagórkowatą halę, zamkniętą ze wszystkich stron wapiennymi ścianami. W ścianach otwory wejścia do jaskiń. Boholt, który pierwszy osiąga barierę głazów, zatrzymuje konia i staje w strzemionach.
BOHOLT
Nie, to nie może być!
74. Kotlina.
Zza głazów pokazują się kolejno głowy przybyłych. Na każdej twarzy maluje się bezdenne zdumienie. Nikt się nie odzywa. Powolna panorama ujawnia widok dużego stworzenia.. Jest to złoty smok, pokryty łuskami z rozwiniętymi, nieruchomymi skrzydłami. Sylwetkę smoka otacza lekka poświata.
75. Wśród białych skał.
JASKIER
To niemożliwe.
BOHOLT
Nie ma złotych smoków! Iluzja!
YENNEFER
To nie iluzja!
GYLLENSTIERN
Nikt nie widział złotego smoka. Oszustwo. Albo czary!
JASKIER
Jakiż on piękny!
BOHOLT
Prawdziwy czy magiczny, proszę waszmości idziemy w bój!
ZDZIEBLARZ
To nie jest smok, którego tropimy. Tamten otruty w Hołopolu siedzi gdzieś w jaskini na skarbcu.
ZIGRIN
Co za różnica. Za jego skórę dostaniemy więcej. Dobra. Zaczynamy.
Rębacze i krasnoludy zsuwają się ze skałek. Zaczynają gorączkowo zbroić się. Eyck z Denesle zakłada na siebie pancerze. Pomaga mu Gyllenstiern. Łucznicy zajmują pozycje wzdłuż skał.
JASKIER
Słuchajcie. Zostawmy go w spokoju. Legendy się nie zabija. Proszę was. Geralt, Yennefer, przekonajcie ich!
Nikt nie zwraca uwaga na prośby poety. Jedynie Boholt obrzuca spojrzeniem wiedźmina.
BOHOLT
Miałeś odjechać. Droga wolna.
Geralt siedzi, oparty o skałę. Uśmiecha się szyderczo.
GERALT
Każdy głupi wie, że to magiczny smok. Posłuchaj poety, uciekajcie! Jeszcze czas!
BOHOLT
A ty zostaniesz?
ŁUCZNIK I
Leci do nas!
ŁUCZNIK II
Leci!!!
Łucznicy zsuwają się przerażeni ze swych pozycji. Nad nimi wszystkimi w kotlince skalnej przewala się kłąb płomieni i dymu. Po chwili daje się słyszeć potężny, metaliczny głos
GŁOS SMOKA
Jestem Villentretenmerth. Zostawcie nas w spokoju. Droga na północ jest zamknięta. Odejdźcie!
Wszyscy stoją nieruchomo, po chwili zaczynają spoglądać na siebie tak jakby znaleźli się w innej rzeczywistości.
BOHOLT (szeptem)
On mówi!
YENNEFER
To telepatia. Może czytać nasze myśli.
ZIGRIN
Nie damy rady. Spali nas.
Pierwszy otrząsa się Eyck z Denesle. Wdrapuje się na brzeg skał.
EYCK
Cny smoku, gnębicielu rodu ludzkiego. Czy masz tyle odwagi aby spotkać się na udeptanej ziemi z rycerzem Eyckiem z Denesle w honorowej walce na śmierć i życie?
GŁOS SMOKA
Wyjeżdżaj!
Eyck wsiada na konia. Zatrzaskuje zasłonę hełmu, bierze kopię od jednego z łuczników i rusza do szarży. Eyck gna po polu ze schyloną kopią. Smok, przypłaszczony do ziemi rusza prosto na atakującego rycerza. Eyck zmienia nieco kierunek ataku i przerzuca kopię nad głową konia. Dochodzi do zwarcia przeciwników. Zbliżenie rycerza, który podnosi się w strzemionach. Ogon smoczy wymiata go z siodła. Koń bez jeźdźca galopuje dalej. W powietrzu wirują blachy zbroi i kopia. Eyck nieprzytomny wali się na ziemię. Ludzie ponownie kryją się poniżej linii grzbietu.
SMOK (off)
Błędny rycerz z Denesle poległ śmiercią chwalebną.
Nad ludźmi przelatuje kolejny obłok ognia i żaru.
SMOK (off)
Jeśli nikt nie wyjdzie na plac boju, uznam że poniechaliście nas.
BOHOLT
Jakich nas. Jest ich więcej?
YENNEFER
Ten smok jest niewiarygodnie szybki. Człowiek go nie pokona. Geralt pomóż mi!
GERALT
Nie ja.
YENNEFER
Zabij go dla mnie! Proszę! Chcesz, będzie jak dawniej.
GERALT
Tam, nad przepaścią powiedziałaś mi prawdę. A teraz chcesz mnie kupić jak kawał mięsa na targu. Nie!
YENNEFER (podnosi glos)
Nie? Po co tu jesteś?
GERALT
Bo czuję, że będę potrzebny. Ja... Znam przyczynę tych zdarzeń. Tam jest świat natury, zostawmy go w spokoju. Świat ludzi jest dla ludzi, jest i tak ogromny. Ten smok prosi o pokój, mógłby nas tu spalić ale nie chce. On coś bardzo ważnego nam przekazuje. Odjedźmy stąd.
Niedamir zwraca się do Gyllenstierna:
NIEDAMIR
Zbierz ludzi. Wracamy do Caingorn.
GYLLENSTIERN
Panie, przecież...
NIEDAMIR
Ani słowa. Pani Yennefer i wy panowie, żegnam was. Straciłem wiele ale i zyskałem sporo. Dzięki wiedźminie za słowa prawdy. Uwiedli mnie głupcy.
BOHOLT
No, no... teraz jak nie macie siły taka mądrość w was wstępuje.
Król wsiada na konia.
NIEDAMIR
Żebyś wiedział. Mądrością jest ocena własnych sił. Wy jej nie macie. Dlatego zostawicie tu wasze kości!
Skromny orszak królewski odjeżdża w stronę wąwozu.
BOHOLT
No i po kłopocie. Yennefer! Proponuję nowy układ, pół na pół, skóra smoka i skarbiec. Co wy na to?
YENNEFER
Smok mój, wasz skarbiec.
Boholt patrzy na Yarpena Zigrina. Yarpen kiwa głową.
BOHOLT
Zgoda.
Geralt zaczyna się śmiać. Jego śmiech przypomina piłowanie drzewa. Idzie do konia.
GERALT
Chciwość odebrała wam rozum. Wolę każdego potwora od was. Chodź ze mną Jaskier.
Jaskier dosiada wierzchowca. Ruszają. Ale Geralt skręca na pole, w stronę jaskiń, ponagla konia. Krzyk wściekłości pozostałej kompanii. Rębacze i krasnoludy nie mają konia.
KOZOJED
Mówiłem wam niedojdy jedne. Utłuc to ścierwo wiedźmińskie, zdrajców, psich synów, popaprańców.
Kozojed dostaje kijem przez łeb, inny krasnolud poprawia kopniakiem.
ZIGRIN
Chłopaki, w dupę szewca rąbać, dratwa jego mać. Łap go Niszczuka!
Kozojed umyka ze swoimi ludźmi.
BOHOLT
No bracia. Co komu pisane tak będzie.
ZIGRIN
Nie damy rady. Spali nas.
Rębacze i krasnoludy wychodzą na pole. Przed nimi jedzie Yennefer na koniu. Przechodzi w galop, zbliża się do Geralta i Jaskra.
76. Rejon jaskiń I.
Rębacze i krasnoludy obchodzą zwartą grupą rejon wokół jaskiń.
77. Rejon jaskiń II.
Geralt i Jaskier zawracają, widzą nadjeżdżającą Yennefer i dalej rębaczy.
YENNEFER
O co tu chodzi?
GERALT
Mam nadzieję, że wiem. Z kim jesteś Yennefer?
YENNEFER
Sama nie wiem. Nie chcę być przeciwko tobie.
GERALT
Musisz wybrać. Teraz. Natychmiast.
YENNEFER
Tylko tyle powiesz? No to wybieram.
Yennefer zawraca konia i jedzie w stronę rębaczy i krasnoludów.
78. Wejście do jaskini.
Przed wejściem banda rębaczy osacza małe niemowlę smocze. Przerażone smoczątko podskakuje w trawach. Krasnoludy pohukując okrążają małe zwierzę, w rękach mają topory i miecze.
OKRZYKI
W łeb go, gada! Nie bij, żywcem brać! Sprzedamy do cyrku. No bierz go Zigrin!
Yennefer nadjeżdża. Za nią, w znacznej odległości galopuje Geralt. Czarodziejka zeskakuje z konia.
YENNEFER
Nie. Zostawcie!
Biegnie przez trawy. Rębacze i krasnoludy kopią młodego stwora, przewracają go, śmieją się. Yennefer wpada między nich.
YENNEFER
Zostawcie. To dziecko. Małe dziecko!
Pada na smocze niemowlę i zakrywa je własnym ciałem. Niszczuka łapie ją za włosy, odciąga. Yennefer zwraca ku nim dłoń, z której strzelają błyskawice. Dwóch krasnoludów pada z krzykiem. Boholt podnosi miecz.
BOHOLT
Dość tego!
Miecz Boholta wylatuje w powietrze. Geralt długim ciosem tnie przez jego twarz. W niewidoczny sposób tnie pozostałych, którzy padają na ziemię. Reszta rozstępuje się, tworząc szeroki krąg. Geralt omiata ten krąg mieczem
79. Jaskinia.
Z głębi jaskini wydobywa się metaliczny ryk smoka. Wypadają z niej w galopie Borch i dwie Zerrikanki. Jadą na tle, pozostawionych za nimi, kłębów ognia. Pędzą za uciekającymi. Yennefer odwraca głowę od tego widoku. Zaczyna płakać obejmując smoczątko.
GERALT
Rozumiesz! To dziecko smoczycy otrutej przez Hołopolan.
YENNEFER
Nie mogłeś mi powiedzieć?
Geralt odwraca się w stronę wąwozu. Borch i Zerrikanki zniknęli w pogoni. Są sami. Daleko pojawia się Jaskier.
GERALT
Patrz ile się zdarzyło. Zostaliśmy sami, ty i ja, dziecko smocze i poeta. Pewnie to coś znaczy, ale nie wiem co.
80. Wąwóz - zmierzch.
Siedzą wokół ogniska. Geralt, Jaskier i Yennefer trzymająca śpiące smoczątko. Nagle, jak spod ziemi dosiada się do nich Borch. Chwila milczenia.
BORCH
Wiesz.
Geralt kiwa głową.
JASKIER
Powiedz mi Borch. Bo on mi nigdy nie powie. Nie ułożę ballady.
BORCH
Niektóre stworzenia, zwane przez was potworami, czują się coraz bardziej zagrożone. Przez ludzi. Nie dają sobie rady. Potrzebują obrońcy... takiego wiedźmina... Niekiedy nim jestem.
JASKIER
Nie będę o tym śpiewał. Zbyt piękne. Nikt nie zrozumie.
BORCH
Geralt. Poproś o coś. Ja mogę bardzo wiele. Prawie wszystko!
Geralt milczy, rozkłada ręce, nie wie co powiedzieć.
GERALT
Umiesz czytać w myślach?
BORCH
Umiem.
Chwila intensywnej ciszy. Wymiana spojrzeń.
YENNEFER
Ja też czytam w myślach. Zrozumiałam.
Borch wyciąga ręce, Yennefer podaje mu śpiące smoczątko.
BORCH
Żegnaj wiedźminie. Byłeś przyjacielem.
Kiedy zostają sani Yennefer podnosi głowę i patrzy na Geralta.
YENNEFER
Niech tak będzie. Ale pamiętaj co powiedziałam. Jestem okruchem lodu.
81. Ciemny las.
BORCH
Nic mogłem, nie śmiałem mu powiedzieć, że to zły wybór. Zakochał się, nic by nie zrozumiał. Jak ćma do ognia.
82. Rozległy widok.
Z daleka nadjeżdża Geralt. Zbliża się. Pojawia się w warstwie dźwiękowej piosenka śpiewana przez Jaskra. Jest to kiepska piosenka zarówno w melodyce jak i w tekście. Na modłę katarynki. Jaskier wyśpiewuje smętne frazy o miłości, tęsknocie i samotności.
83. Karczma.
Karczma jest już pusta. Jaskier śpiewa ciągle to samo kiedy wchodzi Geralt. Staje w drzwiach przysłuchując się słowom poety. Jest poruszony. Do silnie pijanego Jaskra podchodzi karczmarz. Uderza dłonią w stół.
KARCZMARZ
Dość tego zawodzenia. Płać!
GERALT
Zostaw go! Śpiewaj dalej.
KARCZMARZ
Zamykam budę! Wynocha!
Geralt powoli odwraca głowę ku niemu i patrzy. Mówi chrapliwym szeptem.
GERALT
Piwo i godziwy posiłek. Dla dwóch!
Wiedźmin zrzuca z siebie rynsztunek, dwa miecze, juki, nóż, opończę. Zwala to na stół i ławę. Siada naprzeciw Jaskra.
GERALT
Zaśpiewaj.
JASKIER
Co?
GERALT
To samo.
GERALT
To gówno warte. Zaśpiewam o tobie i pani Yennefer. Chcesz?
GERALT
Nie.
JASKIER
A gdzie twoja najsłodsza?
Geralt milczy
JASKIER
Jesteście razem?
GERALT
Raz jesteśmy, raz nie. Nie chcę o tym mówić.
JASKIER
To ciekawe.
Geralt patrzy na niego bez słowa, wstaje, zaczyna zbierać swoje rzeczy.
JASKIER
Nie chciałem tak. Źle się zaczęło. Wszystko zepsuję. Jestem najgorszym... nawet nie mogę powiedzieć kim ja jestem.
GERALT
Teraz jesteś po prostu pijany.
JASKIER
Nie na tyle. Poczekaj.
Jaskier sięga po lutnię i zaczyna śpiewać. Jest to pieśń dotycząca Geralta (choć bezimienna), jego losu, rozdarcia, poszukiwania. Kiedy milknie Geralt siedzi nieruchomo.
JASKIER (bełkotliwie)
Nie śpiewałem tylko o tobie. Też trochę o sobie.
Kładzie głowę na stale, zasypia.
84. Uliczka z placem.
Novigrad, wielkie portowe miasto, główny ośrodek handlu, kupiectwa i rzemiosła. Geralt idzie uliczką miasta. Mija placyk, na którym, w kamiennym, rozwartym cokole płonie ogień. Przechodzący ludzie zdejmują czapki i oddają pokłon ogniu. Dwóch strażników w czarnych szatach obserwują przechodniów.
85. Uliczka pod balkonem.
Pod niewysokim balkonem grupka gapiów obserwuje niecodzienne zdarzenie. Na balkonie, młoda, jasnowłosa kobieta wygraża stojącemu na ulicy mężczyźnie w śliwkowym kapelusiku z białym piórkiem i ciska w niego różnymi przedmiotami, po które wpada co chwila do wnętrza izby. Mężczyzna uskakuje właśnie przed lecącą doniczką.
JASKIER
Proszę cię, Vespula, nie wierz w plotki. Ja ją tylko cuciłem!
VESPULA
Ty zdrajco, parszywy łajdaku! Ty przybłędo, śmierdzący kapciu. Precz z tej ulicy. Wynocha!
Jaskier uskakuje przed lecącym garnkiem.
JASKIER
Na święty ogień, Vespula, uspokój się! Ludzie się śmieją.
GERALT
Hej, Jaskier. Co się dzieje?
JASKIER
Jak zwykle. Uważaj!
Cynowa misa leci w ich kierunku.
VESPULA
Zabieraj te łachmany. I precz z moich oczu!
Jaskier podnosi z ziemi męskie spodnie z dwukolorowymi nogawkami.
JASKIER
To nie moje!
Vespula ciska słoikiem z konfiturami. Tłum gapiów reaguje żywo - ludzie śmieją się i biją brawo.
VESPULA
Zachrypnięty bażancie, żałosny kastracie, ty kłamliwy opoju, malutki ptaszku! O taki!
GERALT
Chodźmy stąd Jaskier. Twój związek przechodzi poważny kryzys.
JASKIER
On już jest zerwany. Czekam tylko, niech wyrzuci moją... O matko nie! Moja lutnia!
Jaskier rzuca się i przewracając się łapie tuż nad ziemią lutnię.
JASKIER
No, teraz chodźmy!
GERALT
Coś ty przeskrobał?
JASKIER
Normalnie. Wymaga wierności a sama rzuca w człowieka cudzymi spodniami. Chodź, wpadniemy pod "Grot włóczni".
Za odchodzącymi wybiega z bramy Vespula. Jaskier rzuca się do ucieczki i niknie za rogiem. Gniew Vespuli skupia się na Geralcie.
VESPULA
Jeszcze jeden taki sam łajdus. Patrzcie jaki blady, pewnie z rozpusty!
Geralt odchodzi godnie pośpiesznym krokiem.
86. Uliczka za rogiem.
GERALT
Uff, Jaskier, zapomniałem jak z tobą jest!
JASKTER
Geralt co to za miasto. Tutaj człowiek dopiero oddycha pełną piersią.
GERALT
Widziałem właśnie.
JASKIER
Banki i lombardy. Targowiska. Port i składy. Manufaktury i zamtuzy. Szafoty, szubienice i świątynie.
GERALT
Kto tu właściwie rządzi?
JASKIER
Obierają hierarchę ale rządzą kapłani a właściwie strażnicy świętego ognia. Ale o tym się Geralt nic mówi, to niebezpieczny temat.
Wchodzi do oberży.
87. Karczma.
Jaskier ostro pociąga kciukiem po strunach lutni.
JASKIER
Witam i pozdrawiam! Mistrz Jaskier, najsławniejszy poeta w tym kraju odwiedził twój nędzny przybytek. Czy doceniasz zaszczyt jaki ci robię?
KARCZMARZ
Doceniam i dziękuję poeto. Wszak obiecaliście wpaść z rana i zapłacić za wczorajsze wyczyny.
JASKIER
Teraz podaj nam piwa dobry człowieku. O pieniądzach później pogwarzymy.
KARCZMARZ
Pogwarzymy od razu. Kredyt się skończył.
Jaskier wiesza lutnię na sterczącym haku i siada przy stole.
JASKIER
Masz pieniądze Geralt?
GERALT
Nie mam, wszystko wydałem na siodło.
JASKIER
Oj niedobrze, niedobrze. I jeszcze nikogo nie ma. Gospodarzu, co tu tak pusto u ciebie?
KARCZMARZ
Za wcześnie na zwykłych gości. Nikogo oprócz kupca Biberveldta, który śniada w dużym alkierzu.
JASKIER
Jest tu Dainty? Trzeba było tak od razu. Chodź Geralt. Znasz Dainty Biberveldta, niziołka?
88. Alkierz.
Przy centralnym stole alkierza pod słupem udekorowanym warkoczami czosnku i pękami ziół posila się kędzierzawy, pucołowaty niziołek w żółto-zielonej kamizeli. Na widok przybyszów zastyga w bezruchu wyraźnie przestraszony.
JASKIER
Cześć Dainty.
DAINTY
Www... wwwitaj, Jaskier.
JASKIER
Masz czkawkę. Przestraszyłeś się wiedźmina? Masz rację! Rozpoczął się sezon polowań na niziołki.
GERALT
Wybacz przyjacielu. Jaskier przeżył dziś ciężkie chwile i usiłuje dowcipem zamaskować żal.
DAINTY
Vespula cię wy.. w.. wwyrzuciła wreszcie na zbity łeb?
JASKIER
To delikatny temat. Chyba że chcesz posłuchać?
DAINTY
Nie chcę ale trudno. Siadajcie.
JASKIER
W zasadzie nie jadam o tak wczesnych porach ale zrobię dla ciebie wyjątek. Zjemy ale nie na pusty żołądek. Hej gospodarzu, piwa jeśli łaska!
Niziołek wpatruje się cały czas w Geralta.
DAINTY
Aaa, cóż to porabiacie w Novigradzie panie...
JASKIER
Geralt z Rivii, postrach strzyg, wilkołaków i wszelkiego plugastwa.
DAINTY
Polujecie na jakieś monstra?
GERALT
Nie. Jestem prywatnie.
DAINTY
O...to dobrze.
JASKIER
Dobrze będzie jak się do nas przyłączysz Dainty. Mamy bogate plany rozrywkowe tylko w kieszeni pusto. Co powiesz na wyprawę do "Passiflory", to najlepszy dom rozpusty.
DAINTY
Do "Passiflory" wpuszczają wyłącznie ludzi.
GERALT
Ja nie idę Jaskier. Pora mi w drogę.
JASKIER
Oszalałeś?
GERALT
Nie. Muszę coś szybko zarobić na szlaku. Wyjeżdżam.
W tym momencie drzwi alkierza otwierają się z hukiem i do środka wpada drugi Dainty Biberveldt.
DAINTY (nowoprzybyły)
Ty złodzieju. Mam cię!
Dainty (pierwszy) nurkuje błyskawicznie pod stołem przewracając ławę. Dainty II w ostatniej chwili zatrzaskuje drzwi. Spod stołu wyskakuje jakiś stwór i dopada do drzwi. Geralt chwyta go, przydusza do ziemi i przykłada miecz do karku.
GERALT
Nie ruszaj się. Nie zdążysz!
Do alkierza wpada karczmarz.
KARCZMARZ
Co tu się dzieje'? Co to jest? Deczka! Leć po straż.
DOPPLER
Litości, nieee!
DAINTY
Żadnej straży. Musimy wpierw pogadać.
KARCZMARZ
Przecież to jakiś potwór!
GERALT
Nie wzywajcie nikogo. Jestem wiedźminem a potwora jak widzicie, mam w garści. Posadźmy go na krześle.
Monstrum podobne jest do szerokonosej małpy, przy czym nos zwisa mu do brody. Długie, spiczaste uszy sterczą do połowy nad głową, dalej opadają. Żałosny obraz dopełniają szerokie, naleśnikowate usta i wybałuszone ślepia.
JASKIER
To on! Przed chwilą był Biberveldtem. Geralt! Co to jest?
GERALT
To jest mimik.
DOPPLER
Sam jesteś mimik. Jestem dopplerem a nazywam się Tellico Lunngrevink Letorte. Dla przyjaciół Dudu.
DAINTY
Zaśpiewasz inaczej jak cię walnę w trąbę, cholerny Dudu. Gdzie moje konie! Panowie! Prowadziłem dwanaście koni na targ. A tego tu przyjąłem na służbę, do pilnowania w nocy. Wyglądał inaczej ale to on.
KARCZMARZ
Nie ma co gadać. Wołajmy strażników. Kapłani nienawidzą dopplerów. Spalą cię na stosie złodzieju!
Karczmarz próbuje uderzyć dopplera. Geralt zasłania go.
GERALT
Powiedziałem nie.
JASKIER
Doppler, to znaczy on może wcielić się w kogo chce!
GERALT
Tak. Ma wiele nazw, mimik, mieniak, vexling. Naśladuje tak dokładnie, że nie sposób go odróżnić. I to nie iluzja, to dokładna zmiana materii. Nie wiadomo jak to się dzieje.
DAINTY
Coś zrobił z pieniędzmi?
DOPPLER
Włożyłem w interes. Pieniądze nie mogą leżeć.
Dainty bierze zamach, powstrzymuje go Jaskier.
DOPPLER
Zaraz! Kupiłem pięćset korcy koszenili a także korę mimozową, olejek różany, tran i wosk pszczeli.
Dainty łapie oddech, trzymając się za serce.
DAINTY
Jaskier, sprawdź co ma po kieszeniach!
JASKIER
Kiedy się brzydzę.
DOPPLER
O... widział by kto. Wczoraj wcieliłem się w Vespulę. Nie brzydziłeś się jakoś.
JASKIER
Kłamiesz.
DOPPLER
Opowiedzieć jak było Iskierko?
JASKIER
Milcz!
Geralt patrzy z niedowierzaniem na poetę. Jego ciało zaczyna drgać od nietypowego śmiechu.
GERALT
To znaczy... to znaczy Jaskier, że ty z Dudusiem... Nie... Ja ułożę balladę.
JASKIER
Wiesz co, Geralt. Przyjaciół poznaje się w biedzie. Zbrzydło mi to miasto. Jadę z tobą.
KARCZMARZ
Co za świnie, o nie, może wy wszyscy mimiki i dopplery. Niedoczekanie!
Karczmarz wypada z alkierza i wybiega na ulicę.
DAINTY
No i po nas. Spalą nas albo powieszą.
DOPPLER
Uciekajmy. Ty Dainty zostań, zwalisz wszystko na nas. Wymigasz się!
DAINTY
No patrzcie, kolegów znalazł. Panowie on ma rację! Żeby tylko wam nie uciekł. Gdzie towar?
DOPPLER
Na składzie.
Jaskier zwraca się do dopplera.
JASKIER
Idziesz grzecznie. Jesteśmy komikami.
89. Ulica.
Geralt z Jaskrem idą ulicą prowadząc między sobą dopplera na srebrnym łańcuchu przywiązanym do szyi. Widać ich z tyłu jak oddalają się. Duduś podskakuje wesoło co pewien czas. Za nimi w kadr wchodzą dwie sylwetki strażników świątynnych. Są w czarnych szatach i skórzanych czapkach. Jaskier odwraca się nerwowo.
JASKIER
Idą za nami.
GERALT
Nie odwracaj się więcej. Kto idzie?
JASKIER
Dwóch, z tajnej służby Chappelle'a, namiestnika do spraw bezpieczeństwa.
GERALT
Weź Dudusia na ręce.
Jaskier bierze dopplera, przytrzymując go jedną ręką, tak jak nosi się dziecko.
GERALT
Co widzisz Dudu?
DOPPLER
Stanęli ale patrzą na nas.
GERALT
Skręcamy!
Idą jeszcze przez moment. Doppler patrzy z bliska na twarz Jaskra.
JASKIER
O co chodzi?
Doppler wydłuża wargi w ciup i cmoka przesyłając buziaka poecie. Geralt znowu zaczyna drgać od stłumionego śmiechu. Jaskier zrzuca dopplera na ziemię. Jest wściekły.
90. Plac.
Wchodzą na nieduży placyk wśród kamieniczek kupieckich. Na środku pręgierz.
GERALT
Poczekajcie. Tutaj mam konie.
Geralt znika w pobliskiej bramie. Doppler zaczyna się wiercić i gmerać przy łańcuchu.
JASKIER
Siedź spokojnie.
DOPPLER
Puść mnie Jaskier. Po co ja wam? Razem nie mamy szans.
JASKIER
No nie wiem. Będziesz gadał byle co, jeszcze się we mnie wcielisz. Popsujesz mi reputację.
DOPPLER
Twojej reputacji już nie można zepsuć Jaskier. Nie będę nic gadał i psocił Biberveldtowi. Obiecuję.
Jaskier się waha. Z bramy wychodzi Geralt ciągnąc dwa konie. Podchodzi do pręgierza i patrzy na przerażoną twarz Jaskra, który widzi coś za jego plecami.
JASKIER
Mamuniu złota to Chappelle!
91. Placyk c.d.
Geralt daje wodze Jaskrowi.
GERALT
Trzymaj.
Poprawia miecz.
JASKIER
Nie wyciągaj broni bo nie wyjedziemy stąd żywi.
Z dwóch uliczek na plac wychodzą czarni strażnicy. Jest ich ośmiu. W rękach trzymają dziwnie wyglądające krążki, jak gdyby kawałki zwiniętych lin. Zza ich pleców wysuwa się mężczyzna w białym kaftanie i szarym płaszczu ze złotym łańcuchem na piersiach.
GERALT
Uważaj Jaskier, jak się zacznie, wskakujcie na konia i w nogi. Ja ich zatrzymam.
Chappelle podchodzi i staje kilka kroków przed nimi. Jaskier skłania głowę.
JASKIER
Czcigodny Chappelle...
CHAPPELLE
Pan Jaskier, utalentowany poeta, Geralt z Rivii, sławny wiedźmin, a ten trzeci to kto?
JASKIER
Rzadko spotykany rodzaj małpy człekopodobnej panie namiestniku,. Występuje na pokazach.
CHAPPELLE
Byłbym skłonny myśleć, że to vexling lecz przecież żaden potwór nie może się zbliżyć do murów Novigradu. Przed potworami chroni nas wieczny ogień, który spala nieczystych i bluźnierców. Dlatego nie dałem wiary oberżyście i kupcowi Biberveldtowi. Ale oni są już w lochu. Cóż zamierzacie?
GERALT
Właśnie chcieliśmy wyjechać.
CHAPPELLE
Za wielce niefortunny uważam takt, że złożono na was doniesienie.
GERALT
Jakież to?
CHAPPELLE
Niejaka Vespula, kwiaciarka oświadczyła, żeście bluźnili przeciw ogniu i ośmieszali naszą wiarę. Inni to potwierdzają. Straszny pech. Straszny. No cóż. Chodźmy.
Geralt zbliża się do Chappelle i mówi ściszonym głosem.
GERALT
Czcigodny Chappelle. Przecież rozsądny z ciebie człowiek. Stoisz za blisko. Wiesz jaki to pech? Straszny. Za chwilę utnę ci głowę i zabiję najbliższych strażników. Nie ruszaj się. Tamci mnie dopadną ale Jaskier i ten mały uciekną. Albo nie uciekną. Bo może się okazać, że pojawi się drugi Chappelle nad twoim trupem. Co wtedy? Dla ciebie to będzie bez różnicy.
Chappelle blady jak śmierć patrzy w czarne oczy wiedźmina.
CHAPPELLE
Ty chyba nie żartujesz,
GERALT
Nie. Mówiąc szczerze nie masz dobrego ruchu. Na pocieszenie powiem, że nikt się nie dowie. A ja dotrzymuję słowa.
Chappelle uśmiecha się.
CHAPPELLE
Miło mi było spotkać panów. Geralcie, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś...
GERALT
Nie. Ja tu nigdy nie wrócę
92. Nad rzeką-późne popołudnie.
Podjeżdżają ku zaroślom nad brzegiem małej rzeki. Geralt zeskakuje z konia. Bierze dopplera i stawia go na ziemi rozplątując łańcuch.
JASKIER
Puszczamy go już? On wróci.
GERALT
A co zrobisz? Bez różnicy gdzie go uwolnimy.
DOPPLER
Zostawiacie mnie tutaj?
GERALT
Tu przenocujemy. Chcesz, zostań z nami. Idźcie nałowić ryb.
93. Nad rzeką, biwak. Noc.
Płonie ognisko, nad którym pieką się wypatroszone ryby. Cała trójka pożywia się. Jedzenia jest w bród. Jaskrowi odbija się.
JASKIER
O przepraszam. Dudu, w kogo się zamieniłeś pod wodą'?
DOPPLER
W wydrę.
JASKIER
Wiecie co? Jedźmy razem. Co to będzie za życie! Jak my narozrabiamy. Będziemy mieli co jeść. Jak trzeba to będzie dwóch wiedźminów. A ile kobiet, które można by kochać i to bez kłopotów, fochów i zobowiązań.
DUDU
Spodobało się, co? Mnie nie pytasz o zdanie? Jesteś łajdakiem Jaskier!
JASKIER
Nie to nie. Gadasz jak Vespula.
GERALT
Daj mu spokój. On nie jest w dobrym nastroju.
Doppler pociąga głośno nosem.
DOPPLER
Chciałbyś się ze mną zamienić, na stałe, na zawsze? Ja będę tobą a ty dopplerem. Będziesz miał co zechcesz!
JASKIER
Co za pytanie, pewnie!
GERALT
Odpowiedz poważnie.
JASKIER
No nie, chyba nie chciałbym. Żartowałem.
DOPPLER (pociągając ciągle nosem)
Spróbowałbyś żyć jak ja. W świecie ludzi jestem potworem, choć nie jestem wcale potworem. Trochę psocę. Ale tylko trochę. Co złego, że chcę być czasem lepszy, silniejszy, że naśladuję kogoś takiego, kto może żyć bez strachu.
GERALT
Otóż to, ja coś o tym wiem, ludzie tego nie wybaczają. Sądzą, że są jedyni, niepowtarzalni. Jesteś dla nich wrogiem, obnażasz ich mroczne tajemnice. Boją się ciebie.
DOPPLER
Niewielu nas przeżyło. Dlaczego udało się gnomom, krasnoludom, niziołkom, nawet elfom? Ale nie nam.
JASKIER
Dudu, ja wiem. Ty umiesz skopiować tylko to co dobre w ludziach, bo tego co złe, nie rozumiesz. Powiedz. Gdybyś byt namiestnikiem skazałbyś na śmierć?
DOPPLER
Nie.
JASKIER
Dlatego przegrywasz.
DOPPLER
Żyję jak umiem. Wrócę do Novigradu. Chciałbym z wami jechać.
GERALT
Jedź. Nie musisz wchodzić w cudzą skórę. Podzielimy się biedą.
DOPPLER
Dainty jest w więzieniu. Uwolnię go. Dzięki Geralt. Ty jeden zachowałeś się jak przyjaciel, jak dobry człowiek. Bezinteresownie.
JASKIER
A ja miałem jakiś interes?
DOPPLER
No pewnie.
94. Nad rzeką. c.d. Noc.
Moszczą sobie legowiska i kładą się do snu.
GERALT
Jak wrócisz?
DOPPLER
Najlepsze są kruki. Kruki są szanowane, ludzie się ich boją.
Kładą się pod lichymi derkami.
DOPPLER
Zimno mi. Odwykłem trochę.
Jaskier wstaje i podchodzi do legowiska dopplera. Kładzie się przy nim, obejmuje go ramieniem, naciąga derki.
JASKIER
Śpij Dudu. Ogrzejemy się razem.
Dudu mości głowę na jego piersiach i zamyka oczy. Jaskier z rękami pod głową patrzy w niebo.
95. Wzdłuż rzeki. Dzień.
Geralt i Jaskier jadą w milczeniu wzdłuż brzegu.
JASKIER
Może trzeba było...
Geralt nie reaguje. Jadą dalej. Z drzewa podrywa się kruk i nadlatuje ku nim. Jaskier wyciąga rękę. Kruk siada na niej. Jaskier śmieje się.
JASKIER
A bratku... lecisz z nami?
Kruk kiwa głową przecząco. Podrywa się i siada na ręce Geralta. Zagląda mu w oczy.
GERALT
Daleko na południe.
Kruk kracze. Zagaduje coś.
GERALT
Nie wiem czy w ogóle. Będzie ci źle, przyleć!
Kruk znowu kracze i odlatuje.
JASKIER
Porządny chłop. Widziałeś jak siadł mi na ręku. To gdzie jedziemy?
Geralt zsiada z konia. Patrzy na przyjaciela.
JASKIER
Nic nie mów. Ja to rozumiem. To najważniejsze Geralt jeśli tak czujesz. Wróć do niej.
96. Śmietnik Noc.
Śmietnik miejski - olbrzymia kupa gnijących resztek, gnoju i wszelkich odpadków, przylega do murów miejskich. Poniżej w oddali, za pasmem błoni, na których tlą się ogniska spalanych śmieci, widać wstęgę rzeki. Geralt wolno skrada się wzdłuż muru. Zatrzymuje się i rozgląda. Jego twarz jest trupioblada, oczy czarne. Wiedźmin zażył eliksiry przed walką. Geralt ostrożnie wyciąga miecz z pochwy. W odległości 10 kroków od niego kupa odpadków porusza się, zaczyna falować. Wiedźmin rzuca się w to miejsce kiedy spod śmieci wyskakuje ku niemu najeżona kolcami macka. Geralt ucina ją ale sam wpada po uda w grząskie gnojowisko. Śmietnik eksploduje, gęsta smrodliwa maź rozbryzguje się wyrzucając z głębi niekształtne odpadki. Na powierzchni pojawia się ogromny, bulwowaty korpus smagający powietrze trzema mackami i kikutem czwartej. Geralt odrąbuje jeszcze jedną mackę. Dwie pozostałe oplatają go. Sunie ku niemu ohydny łeb a właściwie paszcza pełna klockowatych zębów. Macki wywlekają Geralta z mazi, ciągną do paszczy. Wiedźmin tnie gębę końcem miecza, macki puszczają, teraz Geralt tnie na odlew i całej siły. Potwór bryzga jakąś mazią. Wiedźmin rzuca się i wbija ostrze miecza między fosforyzujące oczy. Odnóża potwora drgają i bezwiednie oplatają jeszcze ciało Geralta. On uwalnia się, odrąbując je uważnie i bez pośpiechu. Oddycha ciężko oparty na mieczu. Krzywi się niemiłosiernie, wyraźnie pod wpływem smrodu, który go otacza i którym jest przesiąknięty.
97. Izba Yennefer w oberży.
Yennefer siedzi przed zwierciadłem zmywając barwiczkę z powiek i rzęs kiedy wchodzi Geralt.
YENNEFER
Ależ ty śmierdzisz. Nie podchodź bliżej. Idź, wykąp się.
GERALT
Łaźnie już zamknięte.
YENNEFER
W sieni jest woda.
Yennefer bierze flakon i podchodzi do Geralta zatykając nos.
YENNEFER
Wlej wszystko.
98. Sień.
Geralt podchodzi do balii. Drżącymi rękami odkłada flakon. Łapie się za brzeg balii i przykuca. Jego ciałem wstrząsają drgawki. Pot płynie po twarzy.
99. Izba Yennefer.
Yennefer nadal przed lustrem. Geralt okrywa się wełnianą narzutą, siada na łóżku.
YENNEFER
No i co to było, tam, na śmietniku?
GERALT
Zeugl. jak myślałem.
YENNEFER
Były kłopoty?
GERALT
Nic szczególnego.
YENNEFER
No proszę. Nawet w mieście nietrudno o pracę dla wiedźmina. Wiesz, Istredd twierdzi, że miejsce każdego wymierającego stwora z lasów i moczarów zajmuje coś innego, jakaś nowa mutacja przystosowana do środowiska człowieka, do nowych warunków.
Yennefer widzi w lustrze wiedźmina, który się krzywi.
YENNEFER
Czemu się krzywisz? Istredd ma rację.
GERALT
To do czego on doszedł w zaciszu swej pracowni wie każdy wiedźmin od dziecka. My to wiemy z praktyki.
Yennefer wstaje gwałtownie i gniewna podchodzi do wiedźmina.
YENNEFER
Czemu się go czepiasz. Istredd właśnie bada tę rzeczywistość, prowadzi rozległe doświadczenia. Ty myślisz...
Geraltem wstrząsają skurcze.
YENNEFER
Połóż się, zanim eliksiry nie zwalą cię z nóg. Wykańczasz się nimi powoli.
GERALT
Muszę je brać przed walką.
Yennefer bierze kaganek.
YENNEFER
Chcę cię obejrzeć.
GERALT
Nie drasnął mnie. Poczułbym.
YENNEFER
Nie żartuj. Nic byś nie poczuł. Obróć się.
Yennefer ogląda z bliska ciało Geralta. Pochylona, delikatnie wodzi ręką po jego szyi, karku, plecach. Jej bezwiednie czuły dotyk działa podniecająco.
GERALT
Yen, wyjedźmy z Aedd Gynvael. To złe miasto.
YENNEFER
Jeszcze nie teraz. Mówiłam ci, mam tu sprawy do załatwienia.
GERALT
Z Istreddem?
YENNEFER
Tak... Przecież... Czy pamiętasz co mówiłam o okruchu lodu. Wiesz co w języku elfim znaczy Aedd Gynvael?
GEKALT (szeptem)
Wiem. Okruch lodu.
Yennefer siada koło Geralta.
YENNEFER
Wśród elfów krąży legenda o królowej zimy, która w czasie zamieci przebiega kraje saniami zaprzężonymi w białe konie. Na kogo spojrzy ten jest zgubiony. Bo królowa rozsiewa ostre, maleńkie okruchy lodu i biada temu, kogo ten okruch trafi w oko lub w serce. Nie zazna spokoju, porzuci wszystko i podąży za swym marzeniem i miłością, na zatracenie.
GERALT
Może ten ktoś ma nadzieję?
YENNEFER
Ale to zła miłość. Bo jego serce zamienia się w bryłkę lodu, jest już nieczułe i okrutne.
GERALT
A królowa? Ona się tym bawi? Nic nie czuje? Jest cała z lodu?
YENNEFER
Nie wiem.
Geralt obejmuje Yennefer, zaczyna ją całować. Ona po chwili budzi się z namyślenia, odwzajemnia pocałunki.
YENNEFER (szeptem)
Co robisz Geralt. Brałeś eliksiry.
Geralt nachyla się i gasi kaganek.
100. Uliczki Aedd Gynvael. Dzień.
Na uliczce spory nich. Ludzie zmierzają na rynek. Wśród nich Yennefer z czarną woalką na głowie.
101. Oberża.
Geralt wchodzi do oberży od strony gościnnej.
GERALT To co zawsze!
Siada na zydlu przy wolnym stole. Nieopodal 4 młodzieńców, dobrze ubranych, pewnych siebie, mimo wczesnej pory mocno raczy się piwem. Oprócz nich nie cna nikogo. Geralt obojętnie omiata ich wzrokiem. Oni w prowokacyjnym milczeniu przyglądają się mu.
MŁODZIENIEC I Coś śmierdzi.
Pociąga nosem w kierunku wiedźmina.
MŁODZIENIEC I
Mówię wam, zajeżdża ścierwem!
Pozostali wybuchają śmiechem.
MŁODZIENIEC II
To nie ścierwo, to naturalny zapach elfa.
MŁODZIENIEC I
Na jedno wychodzi.
Znowu śmiech.
MŁODZIENIEC I
Hej, ty, biały. Tu nie wolno wchodzić elfom i innym podludziom.
MŁODZIEN1EC II
Takie psom, hyclom i szczurołapom.
Z zaplecza wychyla się oberżysta.
OBERŻYSTA
Ee, spokój tam bo nie podam wam piwa. To wiedźmin, nie elf.
Zapada cisza.
MŁODZIENIEC II
Co robi wiedźmin?
MŁODZIENIEC III
Poluje na wszelkie plugastwo.
Grupa podpitych szepcze coś między sobą. Do Geralta podchodzi oberżysta ze śniadaniem.
OBERŻYSTA
Nie gniewajcie się... Jak to młodzi. Tak... po starej znajomości, rzeczywiście coś pachnie nieświeżo, tyle że z dodatkiem damskiego pachnidła.
Geralt wpatruje się w miskę, odeszła mu ochota na jedzenie. Jeden z mężczyzn podchodzi do niego.
MŁODZIENIEC I
Karaluchy tępisz?
GERALT
Mówisz o sobie i tamtych?
MŁODZIENIEC I
Co?
GERALT
Odejdź stąd gówniarzu i odejdź szybko bez słowa.
MŁODZIENIEC I
Patrzcie no, śmierdzący małpolud. Odmieniec chędożony. Będzie nas tu obrażał. Wynocha stąd hyclu!
Młodzieniec strąca miskę Geralta na ziemię.
MŁODZIENIEC I
Z ziemi żryj!
Geralt podnosi się wolno.
GERALT
Niewiele wiesz o wiedźminach.
Błyskawicznie przejeżdża palcami przez oczy napastnika. Drugą ręką zadaje krótki cios w grdykę. Prawie jednocześnie wyrzuca nogę i kopie w krocze. Młodzieniec pada na ziemię i leży zwinięty, z podkulonymi nogami. Geralt podchodzi do stołu z pozostałymi młodzieńcami. Tamci ponownie siadają.
GERALT
Teraz wysłucha waszych uwag o elfach, hyclach i wiedźminach. No, śmiało!
Tamci siedzą bez ruchu. Mignięcie ręki Geralta. W dłoni trzyma miecz.
GERALT
Powąchaj, co czujesz?
Młodzieniec II przerażony kiwa głową przecząco.
GERALT
To krew! Zabiłem go w nocy. Strasznie śmierdział. Myślisz, że tak śmierdzą elfy?
Młodzieniec zamyka oczy i zakrywa twarz rękoma. Geralt odwraca się i wychodzi.
102. Łaźnia.
Geralt siedzi na kamiennych schodkach cały w oparach. Ma na głowie białe przykrycie jak większość gości. Do pokoju łaziebnego wchodzi jeszcze jeden mężczyzna. Przysiada się do dwóch siedzących w odległym rogu. Zanim przykrywa głowę Geralt rozpoznaje w nim Gwidona, hrabiego Falwicka. który kiedyś w brokilońskim lesie dowodził najemnikami. Geralt wytęża słuch ale spiskowcy pochyleni ku sobie mówią zbyt cicho.
103. Rynek.
Na rynku kłębi się od ludzi, pełno straganów, kramów, wozów i koni. Na podwyższeniu pręgierz z przywiązanym człowiekiem, którego gawiedź obrzuca błotem i łajnem. Kilku wyrostków goni elfkę z córką, ciskają w nie kamieniami. Dają się słyszeć
okrzyki:
Na hak z nimi! Elfy do rezerwatu! Wygnać to ścierwo elfie!
Geralt przeciska się w ciżbie, zbliża się do błękitnego baldachimu, pod którym urzęduje starosta Herbolth przyjmując licznych interesantów.
MARRANGA
Hej. A ty dokąd?
Geralt odwraca się. Stoi przed nim człowiek o bladej twarzy i szarostalowych oczach. Twarz bez rzęs i brwi jest jak niesamowita maska.
MARRANGA
Aaa, poznaję cię. Wiedźmin, do starosty Herboltha?
Geralt kiwa głową, obserwuje Marrangę bez słowa.
MARRANGA
Słyszałem o tobie zabójco potworów. Jestem Dermot Marranga. Coś nas łączy. Zgadnij co?
GERALT
Nic nas nie łączy. To że byłeś w Kaer Morhen tylko nas dzieli. Jesteś renegatem, którego ludzie szczują za pieniądze.
Twarz Marrangi tężeje.
MARRANGA
Starosta czeka na ciebie. Ale miecz zostawisz. Bez broni!
Geralt odpina pas, oddaje miecz.
MARRANGA
No proszę. Jak grzecznie. Chciałbym, żebyś ty kiedyś poprosił mnie o miecz.
GERALT
Poproszę, ale teraz zejdź mi z drogi.
Na widok Geralta, Herbolth kordialnie unosi dłonie.
HERBOLTH
Usuńcie się panowie kupcy.
Nie przejmuj się Dermotem. Dobywa broni wyłącznie na mój rozkaz.
GERALT
Aż tak tu niebezpiecznie!
HERBOLTH
Bezpiecznie bo płacę Dermotowi. Jest sławmy ze swoich wyczynów i to mi jest na rękę. No... prawdę mówiąc teraz potrzebne mi będą każde ręce. Lud burzy się, słyszałeś, namiestnikiem w Rakvereline został półelf. Przeklęta krew i rasa. Wszystko co złe to przez elfów. Ale do rzeczy. Co tam było na śmietniku?
GERALT
Zeugl.
HERBOLTH
Ubity?
GERALT
Tak.
HERBOLTH
Ile to ma kosztować. Siedemdziesiąt?
GERALT
Sto.
HERBOLTH
No, no panie wiedźminie. Blekotu chybaście się napili. Pożarł on paru ludzi ale nic nie wartych. Osiemdziesiąt.
GERALT
Sto. Po coście mnie wynajęli. Marranga by go załatwił.
HERBOLTH
Nie każdy lubi wchodzić w łajno. To twój zawód. Ostatnie słowo: dziewięćdziesiąt.
GERALT
Sto.
HERBOLTH
Dziewięćdziesiąt pięć na demony i diabły!
GERALT
Zgoda
HERBOLTH
Zawsze się tak pięknie targujesz?
GERALT
Raczej rzadko. Ale chciałem wam zrobić przyjemność, starosto.
HERBOLTH
No i zrobiłeś. Niech cię dżuma. No co, nająłbyś się dla mnie?
GERALT
Znasz nasz kodeks. Nie mogę. Zresztą niedługo wyjeżdżam.
HERBOLTH
Czyżby? Ilekroć do Aedd Gvnvael zawita czarodziejka nie wyjeżdża zbyt prędko. Wiem bo bywała już u nas. A... teraz jesteście razem. To coś nowego.
GERALT
Możecie jaśniej się wysłowić.
HERBOLTH
Powiem wprost. Nie chcę tu żadnej zwady. Czarodziej Istredd jest w tym mieście ważną osobą Ma poważanie u ludzi.
GERALT
Gdzie on mieszka?
HERBOLTH
Nawet tego nie wiesz? Nic nie wiesz?
Do rozmawiających podchodzi Marranga.
MARRANGA
Przyjechali wysłannicy namiestnika Są na zamku.
HERROLTH
Widzisz. Już są. Nowy namiestnik, nowe porządki. Po tylu Latach mnie, Herboltha ma wyrzucić elf. Ale... to nie będzie proste.
GERALT
Już to dzisiaj słyszałem... Oddaj!
MARRANGA
Zaraz. Obejrzałem sobie twój miecz. Chcę go kupić!
GERALT
Posłuchaj śmieciu! Wbiję cię zaraz w to gówno.
Podchodzi do Marrangi. Jego twarz potwornieje.
HERBOLTH
Dermot!
Geralt wyszarpuje z rąk renegata miecz.
MARRANGA
Jeszcze się spotkamy.
GERALT
Jak najszybciej.
104. Uliczka przy rynku.
Geralt w zaułku, schowany w bratnie wpatruje się w domostwo czarodzieja Istredda. Na ulicy słychać krzyki, brzęk bitych szyb, tupot biegnących ludzi. W sieni chroni się uciekający mężczyzna, za nim wpada kilku opryszków z grubymi pałkami. Geralt wyciąga miecz i kręci nim młyńca. Napastnicy wycofują się. Geralt wpatruje się w dyszącego mężczyznę.
GERALT
To ty? Jaskier?
JASKIER
Bogowie! Geralt! Oni chcieli mnie zabić! Dlaczego?
GERALT
Skąd się tu wziąłeś?
JASKIER
Przyłączyłem się do orszaku z Rakvereliny.
GERALT
Chodź do mnie.
105. Izba Yennefer.
Jaskier prostuje obolałe plecy. Przeciąga się z grymasem bólu.
GERALT
Jesteś ranny?
JASKIER
Nie. Ledwo mnie sięgnęli. Nie pierwszy raz ratuje mnie szybkość nóg. Szybkonogi poeta to żywy poeta. Geralt, co tu się dzieje?
GERALT
Domyślam się. Szykują się rozruchy przeciwko elfom, mole Dojść do pogromu. Jak zwykle ktoś za tym stoi.
JASKIER
W Rakverelinie mówiono mi, że wszystkie miasta w dolinie Toiny to oaza spokoju, że tu ludzie ułożyli się z elfami.
GERALT
Chyba tak było do niedawna.
Jaskier rozgląda się po przestronnej izbie. Dostrzega przybory i suknie kobiece.
JASKIER
Czyja to komnata?
GERALT
Moja i... Yennefer. Nasza.
JASKIER
Uuu... To nadał trwa?
Geralt kiwa głową.
JASKIER
Pięknie. Co tu robicie?
GERALT
Ja jak zwykle, coś zatłukę. A... Yenn, pracują nad czymś z miejscowym czarodziejem Istreddem. Słyszałeś o nim?
JASKIER
Tak.
Zapada milczenie. Geralt spokojnie obserwuje barda.
JASKIER
Na dole jest oberża. Chodźmy tam.
GERALT
Będzie awantura. Rano dałem po pysku jakimś szczeniakom... Wzięli mnie za elfa.
JASKIER
Od kiedy boisz się awantur?
GERALT
Nie w tym rzecz. Widzisz, mogliby nas wyrzucić a Yennefer ma tu jeszcze interesy.
JASKIER
No nie wiem. Na moje oko powinieneś stąd wyjechać jak najszybciej. Z Yennefer.
Do pokoju wchodzi bardzo cicho Yennefer. Słyszy ostatnie zdanie Jaskra.
YENNEFER
A czemu mamy wyjeżdżać? I co ty Jaskier robisz w mojej komnacie?
Jaskier jest zaskoczony i speszony.
JASKIER
Aaa... witaj piękna czarodziejko. No cóż... z tego miasta trzeba się wynosić. Biją na ulicach obcych, nie tylko elfy. Geralt mnie uratował przed ciżbą.
GERALT
Śledzili nas po drodze. Musimy odczekać chwilę.
YENNEFER
My... my musimy. Cóż to, bawicie się w politykę, bierzecie w tym udział?
GERALT
Posłuchaj Yenn. Jaskier przyjechał tu z delegacją namiestnika. Mało brakowało a zabiliby go.
YENNEFER
Musi wyjechać, ale my nie. Takie rozruchy były, są i będą. Nic nie zmienimy.
GERALT
Elfom dzieje się krzywda.
YENNEFER
Od stu lat ludzie ich krzywdzą. Nie naprawisz tego świata. Tobie nie wolno walczyć z ludźmi, masz swój kodeks. Zapomniałeś?
Po chwili milczenia.
YENNEFER
Trzeba przeczekać. Wyszumią się, upiją, pójdą spać.
JASKIER
Powieszą paru elfów, zgwałcą parę elfek, będzie dobrze.
Yennefer zwraca się do Geralta:
YENNEFER
Muszę odebrać od zielarza nowe mieszanki. Pójdziesz?
Geralt bez słowa bierze miecz. Wychodzi. Yennefer staje przed Jaskrem.
YENNEFER
Jaskier, nie życzę sobie żebyś mieszał w głowie Geraltowi. Ściągasz na niego nieszczęście, napuszczasz go na innych - wieszasz się przy nim, a potem on zostaje z kłopotem podczas gdy ty zapominasz o co poszło.
JASKIER
Mówisz o nim tak jakby był niedorozwinięty, słaby na umyśle, jak o mutancie. A on jest normalnym człowiekiem!
YENNEFER
Tak, jeśli przyjąć twoje normy on jest normalnym człowiekiem. Bo bójki, pijaństwa, łajdactwa w domach rozpusty nie wymagają niczego niezwykłego. Zawsze jak się spotkacie są kłopoty.
JASKIER
Ale on cię kocha, ten mutant, jak to możliwe?
YENNEFER
Nie nazwałam go tak!
JASKIER
Ale pomyślałaś. I tak go traktujesz. A ty go kochasz?
YENNEFER
Co to za pytania? Za kogo się uważasz!
JASKIER
To są proste, ludzkie pytania. Pytania o uczciwość.
YENNEFER
Jak śmiesz.!
JASKIER
Ja jestem jaki jestem. Nikogo nie udaję, niczego nie ukrywam. Nie okłamuję. W tym jestem uczciwy.
YENNEFER
To jakaś aluzja? Że niby ja coś ukrywam.
JASKIER
Sama sobie odpowiedz.
Yennefer milczy, potem mówi cicho.
YENNEFER
Idź stąd Jaskier. Wyjdź natychmiast. Idź do zamtuza gdzie pochwalisz się swoją uczciwością. Płatne dziewki będą cię podziwiać.
JASKIER
Wyrzucasz mnie, teraz... na ulicę. Jesteś jedyna w swoim rodzaju. Oczywiście, że tam pójdę... bo muszę Te dziewki, przy tobie, są uczciwe. Dzięki za gościnę.
Po wyjściu Jaskra Yennefer zaczyna płakać.
106. Ciemny zaułek - księżycowa noc.
Jaskier idzie szybko, starając się ukryć jak najdłużej w cieniu. Spostrzega kształt ciała, które leży na jego drodze. To martwy elf w kałuży krwi. Jaskier omija ciało, zaczynia biec, znika za rogiem.
107. Izba Yennefer.
Yennefer zapłakana patrzy na Geralta, który stoi w otwartych drzwiach.
GERALT
Jak mogłaś?
Odwraca się i wychodzi.
108. Brama.
Geralt kołacze kołatką w bramę elfiego zamtuza. Po chwili, odsunięta zasuwka odkrywa małe okienko w bramie.
GŁOS
Dziś zamknięte.
GERALT
Nie potrzebuję kobiety. Szukam wędrownego barda. Nazywa się Jaskier. Ścigali go ludzie.
GŁOS
A ty kto?
GERAŁT
Co ci mogę odpowiedzieć! Swój!
Brama zostaje uchylona.
109. Korytarz i przestronne komnaty w piwnicach.
Geralt podąża za elfem. Z korytarza wchodzą do przestronnej piwnicy, w której na posadzce, pod ścianami leżą elfy, całe rodziny, małe dzieci. W półmroku błyszczą przestraszone oczy. Elf i Geralt wchodzą do następnego pomieszczenia.
110. Piwnica.
Pomieszczenie jest lepiej oświetlone paroma kagankami i świecami. Wokół stołu siedzi kilka osób; jest również Jaskier, który wstaje na widok Geralta. Jest również przystojna elfka w średnim wieku oraz 4 starszych mieszkańców elfiej społeczności - członków rady miejskiej.
JASKIER
Byłem pewien! Siadaj z nami. Oni już wiedzą o tobie. Doradź coś Geralt. Jest źle. Zamordowali parę elfów. Sam widziałem.
GERALT
Ja... znam się na walce. A właściwie na zabijaniu.
ELFKA
Najgorszy z tej bandy, Marranga, jest też wiedźminem, człowiekiem.
GERALT
Jest renegatem, mordercą do wynajęcia. Jego wolno mi zabić. Nawet muszę.
ELFKA
Skąd taka nienawiść?
GERALT
To nasze zasady z Kaer Morhen. Z ludźmi nie wolno nam walczyć bo są bezbronni wobec nas. Dlatego kodeks nakazuje nam eliminować takich wiedźminów. Ale w mieście jest jeszcze jeden. Kiedyś nazywał się Gwidon teraz pewnie Falwick. Najemnik i morderca. Bardzo groźny. Skoro tu jest to sprawa jest poważna. Mam z nim stare porachunki.
KUPIEC l
Nie. Z Falwickiem prowadzimy rozmowy.
GERALT
Co? Jakie?
KUPIEC I
O walce nie ma mowy. Oni właśnie na to czekają. Czekają aż zginie pierwszy człowiek. Wtedy się zacznie.
JASKIER
Jeszcze się nie zaczęło?
KUPIEC II
Nie. To jeszcze nic. Ich warunkiem jest poparcie społeczności elfiej dla Herboltha. Namiestnik cofnie decyzje. Herbolth powiesi paru opryszków i nadal będzie starostą. I jakoś się ułoży.
JASKIER
Co za świństwo.
ELFKA
My tak żyjemy. Ale coś się za tym kryje. Intryga jest głębsza.
GERALT
Falwick to uszanuje?
KUPIEC I
Za pieniądze tak.
GERALT
No to po kłopocie!
ELFKA
Dopiero jak namiestnik się zgodzi. Ale zgodzi się. Jest półelfem. My zrobimy wszystko, żeby nie doszło do prowokacji. Dlatego Jaskier musi zniknąć z miasta. Jest obcy, nadaje się na szubienicę.
GERALT
Rano wyprowadzę go z miasta.
111. Droga wśród pól.
Geralt i Jaskier jadą wśród pól. Obaj pogrążeni w myślach. Ranek jest ponury. Silny wiatr szarpie ich płaszcze. Na horyzoncie linia lasu. Jaskier odwraca się do przyjaciela.
JASKIER
Wracaj.
GERALT
Jeszcze nie.
112. Polanka w lesie.
Stoją przy koniach.
GERALT
Lubię las. Miasto mnie przygnębia.
JASKIER
Jedź ze mną.
GERALT
Nie mogę. Wiesz.
Jaskier kiwa głowa.
JASKIER
Nie bądź jak zbity pies. Wszystko się ułoży.
GERALT
Powiedz... jak myślisz, kim ja jestem? Czy mam prawo do uczuć, do...
JASKIER
Pytasz się jako wiedźmin? Czy jako człowiek, może gryf, a może mamut, może ślimak?... To złe pytanie. Jeżeli coś czujesz, kogoś kochasz i masz to w sobie, w środku, jeżeli to cię boli albo cieszy to po prostu to masz. Odmówisz prawa ślimakowi do uczuć... tylko dlatego, że nie wiesz czy on coś czuje'? To byłoby podłe. Proszę, nie daj sobie nic wmówić, nie daj się skrzywdzić... Ja... Nie spotkałem lepszego człowieka.
Patrzą przez chwilę sobie w oczy. Potem Geralt przyciska go do siebie i odchodzi.
1l3. Przed domem Istredda.
Geralt zdecydowanie podchodzi do drzwi. Naciska klamkę i uchyla je. Wchodzi.
114. Komnata Istredda.
Pracownię czarodzieja wypełniają książki. Są wszędzie, na półkach, regałach, skrzyniach, komodach. A także słoje z eksponatami, metalowe instrumenty, kolby, retorty itp. Jest to pracownia naukowca i badacza. Na środku pracowni stoi Istredd, krzepki, przystojny czterdziestolatek o szpakowatych włosach i głębokim spojrzeniu. Istredd wskazuje krzesło.
ISTREDD
Proszę.
Wiedźmin rozgląda się po komnacie. Patrzy na stojące niedaleko słoje z różnymi częściami ciała i narządami ludzi i zwierząt. Uśmiecha się lekko.
ISTREDD
Co cię tak bawi wiedźminie?
GERALT
Za każdym razem gdy widzę te rzeczy zastanawiam się czy rzeczywiście nie można uprawiać magii bez tego całego obrzydlistwa.
ISTREDD
Pewnie można - byle jaką. Prawdziwa, głęboka magia wymaga wiedzy i badań. Ciebie to brzydzi?
GERALT
Nie. Ale wasza sztuka zbyt często bywa używana do niejasnych dwuznacznych celów. A te cele chroni tajemnica i przeświadczenie, że i tak nikt ich nie zrozumie.
ISTREDD
Widzisz sam jak to jest. Nie wiesz a mówisz.
GERALT
Zostaw Yennefer w spokoju.
ISTREDD
Proszę. Jak cięcie mieczem. No i mamy jasny cel rozmowy. Powiem wprost. Złożyłem jej propozycję zostania ze mną na stałe, propozycję małżeństwa.
GERALT
Co odpowiedziała?
ISTREDD
Że się namyśli... i że to trudna decyzjo ze względu na ciebie. Proszę zatem żebyś zniknął z jej życia, jeśli naprawdę chcesz jej dobra.
GERALT
To śmieszne, że mnie prosisz. Czy nie lepiej byłoby porazić mnie piorunem kulistym. Gwarantowany sposób, że nie odmówię.
ISTREDD
Mam nadzieję, że nie odmówisz.
GERALT
Istredd, ta rozmowa nie ma sensu. Nie obchodzą mnie twoje propozycje. Mogłeś się jj oświadczyć, gdy była z tobą. Dawniej. Bo dawniej było dawniej a teraz jest teraz. Teraz jest ze mną. Więc odmawiam w imię jej i własnego dobra. To proste!
ISTREDD
Nie masz prawa tak łatwo odmówić. Nie ty.
GERALT
Za kogo ty mnie masz Istredd?
ISTREDD
Za jej przelotną miłostkę, za kaprys i przygodę, jakich Yenna miała setki.
GERALT
Nie zrozumiałeś pytania.
ISTREDD
Zrozumiałem. Ale celowo mówię tylko o emocjach Yennefer. Bo ty jesteś wiedźminem i żadnych emocji doznawać nic możesz. Wybacz szczerość, nie chcę cię znieważyć ale jesteś mutantem a jedną z cech tej mutacji jest pełna niewrażliwość na emocje. Takim cię stworzono, byś mógł wykonywać twój zawód. To co czujesz jest odbiciem emocji Yenn, zainteresowania, które ci okazuje.
GERALT
Skąd wiesz, że to nie moje własne emocje?
ISTREDD
Geralt, ja chcę dać Yennie stabilizację, uczucie szczęścia, dom a może też dzieci. Może się uda. Czy możesz to zapewnić? Nie, nie możesz. Włóczysz się za nią; to niepoważne a za chwilę stanie się śmieszne; wiedźmin zaplątany w kobiecą suknię. To nie ten los, nie twoje przeznaczenie. Dlatego nie masz prawa odmówić.
GERALT
Bawisz się słowami, unoszą cię. Posłuchaj! Była kiedyś z tobą. Kto wie, może to nie ja ale ty jesteś dla niej przelotną miłostką, kaprysem.
Zapada milczenie. Po chwili Geralt bije się dłonią w czoło.
GERALT
Istredd! Co my robimy? Przecież to ona musi zdecydować. Ona jest żywa, musi wybrać. Nasza rozmowa nie ma sensu!
ISTREDD
Ona nie wybierze.
GERALT
Jak to?
ISTREDD
Nigdy nie wybierze. Znam ją
GERALT
Chyba, że jeden z nas sam ustąpi.
ISTREDD
Właśnie.
GERALT
Lub jeśli los zdecyduje za nas.
ISTREDD
Co masz na myśli?
GERALT
Przecież wiesz.
Patrzą sobie przez chwilę w oczy. Geralt lekko kiwa głową, pozdrawia czarodzieja ruchem ręki i wychodzi.
115. Izba Yennefer.
Geralt pakuje swoje rzeczy w sakwę i worek. Rozstawione flakoniki, pudełka i zawiniątka z wiedźmińskimi eliksirami i ziołami układa starannie w sakwie. Srebrny miecz i srebrny łańcuch obwija i ściąga rzemieniami. Waha się przy hełmie, który zajmuje dużo miejsca. Upycha go na dnie worka, tak jak i parę sztuk dodatkowej garderoby. Wchodzi Yennefer.
YENNEFER
Wyjeżdżasz gdzieś?
GERALT
Tak.
YENNEFER
Na długo?
Geralt milczy zajęty swoimi sprawami.
YENNEFER
Masz do mnie żal o Jaskra?... Głupio wyszło, nic chciałam tak. Przepraszam...
GERALT
Jego tu nie ma. Wyjechał.
YENNEFER
Nie chcę się usprawiedliwiać, ale popatrz czy nie miałam racji. W mieście spokój. Życie wraca do normy. Będzie ugoda.
GERALT
Szantaż nie ugoda. Do następnego pogromu.
YENNEFER
A co, chciałeś żeby cała dolina spłynęła krwią. Kto by wygrał, jak sądzisz? Na rogatkach stali już najemnicy.
GERALT
Wy mogliście coś zrobić, dwoje potężnych magów.
YENNEFER
Takie konflikty nie leczy się magią. Zresztą ta ugoda jest dzięki Istreddowi. Tylko tyle można było załatwić. Na razie.
Geralt staje naprzeciw Yennefer.
GERALT
Byłem u niego rozmówić się. On mówi o tobie "Yen".
YENNEFER
Geralt, Znam go od lat. Jest mi bardzo bliski. Ty też jesteś mi bliski. Stąd cały kłopot.
GERALT
Zastanawiasz się nad przyjęciem jego propozycji?
YENNEFER
Tak. Łączy nas wiele. Rozumiemy się bez słów. Może mi dać oparcie i przyszłość. A nade wszystko... on mnie kocha.
GERALT
Rozumiem.
YENNEFER
Nic nie rozumiesz! Ja po prostu nie wiem! Mówiłam ci tyle razy, że nie umiem prawdziwe kochać, nie mam porywów serca, nie zatracę się z miłości. Taka jestem. Mówiłam o Królowej Śniegu - to było ostrzeżenie ale to nieprawda. Nie jestem okrutną bryłą lodu żal mi ciebie i jego. Nie umiem. Nie odchodź!
Yennefer obejmuje Geralta.
GERALT
Mnie też ciebie żal. Ale tak nie może być dłużej Yenn... Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie. Powiedz... czy teraz kochałaś się z nim?
YENNEFER
Tak.
Yennefer odsuwa się od Geralta.
YENNFFFR
Tak... Ale ja... nie czuję się winna. Nic rozumiem tego.
GERALT
Yen, mogłaś i możesz robić co chcesz. Ale to co zrobiłaś jest podłe. Wiesz dlaczego? Zabawiłaś się moim kosztem bo ten koszt w twojej ocenie był mały. Bo jestem mutantem, bezdusznym odczłowieczonym tworem, pozbawionym emocji i uczuć wyższych. Ze mną tak można.
YENNEFER
Nigdy tak nie myślałam.
GERALT
Tak? Wytłumaczył mi to Istredd. Ja nie mam żadnych uczuć do ciebie, a to co mam to odbicie twoich emocji. Pamięć atawistyczna i popęd samca.
YENNEFER
To nieprawda Geralt. Źle się stało. Ty mi też nie powiedziałeś, że mnie kochasz. Nigdy.
GERALT
A co ja, wiedźmin, tu robię w Aedd Gynvael, gdzie ja jeżdżę od roku i z kim? Ja nie umiem pięknie mówić.
YENNEFER
Nie chciałam ciebie skrzywdzić. Spróbuj zrozumieć i wybaczyć.
GERALT
Żegnaj.
116. Wykopaliska
Przy miejskim murze, wśród sieci odkrywkowych rowów, z odsłoniętymi fragmentami jakichś fundamentów kręci się kilkunastu pachołków, przeważnie elfy, z motykami i łopatami. Obok, na deskach leżą poczerniałe kości, skorupy garnków, zardzewiała broń i inne nierozpoznawalne przedmioty. Geralt stoi na lekkim wzniesieniu i przygląda się Istreddowi, który nadzoruje prace. Po dłuższej chwili Istredd zauważa stojącego nieruchomo wiedźmina, wydaje kilka poleceń i wychodzi z wykopu.
ISTREDD
Dobrze, że jesteś.
GERALT
Istredd...
ISTREDD
Nie. Pozwól, że ja coś powiem. Ona nie zdecyduje się. Cóż, będziemy musieli załatwić to za nią. Jak mężczyźni.
GERALT
Teraz nie mam pewności czy to dobre rozwiązanie. Gdybym cię pokonał Yenna by mi tego nie wybaczyła. A tak zachowa dobre wspomnienia.
ISTREDD
Co to znaczy?
GERALT
Rozstałem się z nią. Rezygnuję.
ISTREDD
Dlaczego?
GERALT
Z wielu powodów. W tym co mi powiedziałeś może być trochę prawdy. Że jestem uczuciowo okaleczony. Ale nawet, jeśli tak nie jest, wy o tym nie wiecie. Dla was będę zawsze mutantem. Takim się współczuje a potem ich nienawidzi. Zresztą ja nic nie mogę jej dać o czym marzy, więc niczego nic mogę żądać.
ISTREDD
Teraz nie mam pewności czy miałem rację.
GERALT
Ja wiem, że różnię się od innych wiedźminów. Ale nim jestem. Coś mi zrobiono. Mam wszystkie cechy fizyczne wiedźmina łącznie z bezdzietnością. A Yenn pragnie dziecka!
ISTREDD
Żałuję, Geralt. Czuję się głupio.
GERALT
Nie żałuj. Gdybym ujrzał cień nadziei, jakąś małą możliwość, że się mylę, zabiłbym cię bez wahania.
Stoją naprzeciw siebie nie wiedząc co począć.
GERALT
Choć zmieniłem swoje poglądy na temat magów. Może bardziej na twój temat. Ze względu na elfy. Doceniam odwagę.
ISTREDD
Cóż, mogę to samo powiedzieć o tobie. Wyjeżdżasz?
GERALT
Nie. Szukam kwatery. Muszę zostać jeszcze i coś załatwić. Przypomniało mi się, że jestem wiedźminem.
ISTREDD
Jest taka gospoda "Pod wesołym pająkiem". Powołaj się na mnie. Jeszcze jeden potwór?
GERALT
W ludzkiej skórze.
ISTREDD
Wiem.
Obaj poruszają się jakby chcieli odejść a po spojrzeniu sobie w oczy wyciągają jednocześnie dłonie.
117. Uliczki.
Geralt jedzie stępa wąską uliczką. Za nim juczny koń. Zatrzymuje się i odwraca. W uliczkę wjeżdża dwóch jeźdźców i staje na jego widok. Geralt rusza. Jeźdźcy po chwili ruszają także.
118. Gospoda.
Geralt siedzi przy stole, na którego blacie rozmazuje rozlane piwo. Parę szklanic jest już opróżnionych. Geralt niekiedy podnosi głowę i patrzy niewidzącymi oczyma. Nieliczni goście obchodzą go z daleka. Do gospody wchodzi kilku mężczyzn. Na czele starosta Herbolth, za nim Dermot Marranga.
HERBOLTH
Ej, wiedźminie. To chyba najpodlejsza karczma w całym mieście. Tylko hołota tu przychodzi.
Herbolth siada naprzeciw wiedźmina. Marranga i dwóch pozostałych stają przy drzwiach.
HERBOLTH
Pewnie bym cię nie znalazł gdyby nie Dermot. Co tu robisz?
GERALT
Piję
HERBOLTH
Chciałem z tobą pogwarzyć. Jesteś trzeźwy?
GERALT
Jak dziecko.
HERBOLT
To dobrze. Rozeszła się plotka, że ty i nasz czarodziej Istredd chcecie się pozabijać.
GERALT
Nie zajmujcie się starosto plotkami. To zajęcie niegodne mężczyzny.
HERBOLTH
Na żarty się zebrało, co? Powiedz, czy to prawda?
GERALT
To nasza sprawa. Nie wtrącajcie się.
HERBOLTH
Nie, to nie wasza sprawa. Istredd jest nam potrzebny, wypełniia ważne funkcje w tym mieście. Za pieniądze mieszkańców.
GERALT
A co mi do tego? Pilnujcie go. Macie swojego psa. Jak on się wabi Dermot! Chodź tu piesku!
Marranga rusza od strony drzwi.
MARRANGA
Obraziłeś mnie śmierdzielu.
GERALT
A... przepraszam, przepraszam wszystkie psy za to porównanie.
HERBOLTH
Zostaw go! Jesteś pijany, chcesz wywołać awanturę! To się nie uda. Uważaj bo trafisz do lochu albo na szubienicę.
GERALT
Grozisz? To puste groźby. Spróbuj mnie wziąć... No widzisz, masz władzę, swoje psy i pełne portki strachu. A także dużo rozsądku. To wszystko?
HERBOLTH
Nie. Masz tu sto marek, wiedźminie, bierz je i wynoś się z Aedd Gynvaell. Przed wschodem słońca. Nie dopuszczę żeby Istredd ryzykował życiem z głupiego powodu, dla jakiejś... sprzedajnej dziewki.
GERALT
Zabierz zza stołu twoją paskudną mordę Herbolth. A twoje sto marek wsadź sobie w rzyć. I odejdź stąd szybko.
Herbolth chowa mieszek.
HERBOLTH
Nie, to nie. Chciałem po dobroci. Tfu! Wiedźmin zaplątany w kieckę. Obrońca ludzi. Gdzie twój honor, twoja misja! Dobrze! Bijcie się dla tej dziewki, która daje każdemu.
Geralt błyskawicznie wbija sztylet między palce starosty.
GERALT
Powiedz jeszcze słowo a ta karczma spłynie krwią.
Starosta wstaje ostrożnie, naprzeciw niego podnosi się Geralt. Herbolth cofa się pod osłonę swojej obstawy.
HERBOTH
Widzisz jaki jesteś? Marranga choć renegat jest uczciwszy od ciebie. Nikogo nie udaje
GERALT
Nie miałem zamiaru bić się z Istreddem. Jutro rano wyjeżdżam.
Starosta ze swoją grupą wycofują się. Ostatni jest Marranga.
GERALT
Marranga!
MARRANGA
Co?
GERALT
Chodź tu kundlu. Chciałeś kupić mój miecz. jutro rano sprzedam ci. Na placu przy bramie.
MARRANGA
Będę.
Po ich wyjściu Geralt jak manekin siada za stołem. Patrzmy się tępo w stół. Z wyrazem obrzydzenia strąca kufle i dzbany ze stołu.
119. Daleki widok miasta - świt (wschód słońca).
120. Uliczka.
Pustą ulicą idzie śpiesznie Istredd. Jest uzbrojony.
121. Stajnie za gospodą.
Przed stajnią stoją dwa konie Geralta. Wiedźmin zbroi się w skórzany pancerz. Wyjeżdża z obejścia na ulicę.
122. Plac niedaleko murów.
Istredd stoi na placu przy studni, oparty o cembrowinę, kiedy wjeżdża Geralt. Zatrzymuje się i z wysokości konia patrzy na czarodzieja.
ISTREDD
Myślałem, że wyjechałeś.
Geralt zsiada z konia, przywiązuje go do studni.
GERALT
Właśnie wyjeżdżam.
ISTREDD
Przed świtem poszedłem do niej. Już jej nie było. Zostawiła list. "Są dary, których nie wolno przyjmować jeśli nie można za nie nic dać". To twoje słowa Geralt!
Geralt w milczeniu patrzy na maga.
GERALT
Myślisz że to podstęp, że wyjeżdżamy osobno... To nie podstęp.
ISTREDD
Wolę mieć pewność. Stawaj!
GERALT
Nie. Ona by nie chciała żebyśmy się tu pozarzynali. Mogliśmy być razem albo żaden z nas. Nie będę się z tobą bił.
123. Uliczka i plac. c.d.
W głębi uliczki pojawia się oddział zbrojnych. Na czele jedzie Dermot Marranga. Geralt i Istredd widzą ich z daleka.
GERALT
Herbolth powiedział mi, że jestem gorszy od renegata. A ja go nie zabiłem. Wiesz dlaczego? Bo miał rację. Byłem gotów zabić ciebie i wyrżnąć pół miasta z nienawiści i żalu.
ISTREDD
Nic zrobiłeś tego!
GERALT
Miłość nie jest dla wiedźminów. Teraz odejdź.
Marranga i sześciu zbrojnych jeźdźców otaczają wiedźmina i czarodzieja. Marranga zostaje na koniu, pozostali zeskakują na ziemię, wyciągają miecze. Geralt stoi nieruchomo.
MARRANGA
Mam rozkaz pojąć wiedźmina. Nie stawiaj oporu Geralt!
ISTREDD
Z jakiego powodu?
MARRANGA
Chce was zabić!
ISTREDD
To nieprawda. Zostawcie go.
MARRANGA
Brać go!
Dwóch strażników dopada z tyłu do Geralta. Ten okręca się błyskawicznie wyciągając jednocześnie miecz. Nie widać kolistego cięcia. Obaj napastnicy padają na ziemię z przeciętymi szyjami. Geralt rusza w kierunku Marrangi. Wyciąga długi sztylet trzymając go w lewej dłoni. Marranga popędza konia i okrężnym ruchem objeżdża Geralta nie pozwalając na skrócenie dystansu. Wyciąga miecz.
MARRANGA
Bierzcie łuki!
Dopadają do koni i wyciągają łuki. Marranga odjeżdża nieco koniem; zawraca i staje gotowy do szarży.
MORHAS
Celować po nogach! Chcę żywego!
Strażnicy podbiegają w kierunku wiedźmina. Naciągają łuki, mierząc starannie. Marranga rusza. Widząc to Istredd rozrzuca ręce na całą szerokość, kierując rozwarte dłonie w stronę tuczników, rzuca zaklęcie. Słychać odgłos jaki wydaje strzał z bicza. W kurzu unoszącym się nad ziemią stoi nieruchomo czterech łuczników tak jak ich dosięgło zaklęcie. Marranga jest już w pędzie.
Geralt zastępuje mu drogę, śmiga mieczem przed końskim pyskiem. Koń próbuje skręcić, Marranga spada pod nogi Geralta.
MARRANGA
Nie zabijaj!
GERALT
Musisz zginąć. Za pieniądze zabijałeś ludzi i elfy. Walcz!
Marranga zrywa się z mieczem, rozpaczliwie naciera na wiedźmina. Z bliska widać w półzbliżeniu opancerzonego Geralta jak zadaje cios. Jego twarz zbryzgana jest krwią. Geralt zbliża się do Istredda.
GERALT
Dzięki. Dzięki, że mi uwierzyłeś. Odszukaj ją.
124. Plac c.d.
Geralt na koniu mija stojącego Istredda. Patrzą na siebie. Geralt powoli kieruje się ku bramie. Mija grupę skamieniałych łuczników. Znika. Istredd też odchodzi, spogląda do tyłu i macha ręką. Z naciągniętych łuków wylatują strzały. Zdumieni strażnicy rozglądają się.
125. Szerokie pola.
Geralt w galopie wśród pól. Potem zwalnia nieco. Zbliża się do kamery. Nagle patrzy w górę i wyciąga rękę. Siada na niej kruk. Coś zagaduje do wiedźmina, raz i drugi. Geralt uśmiecha się smutno.
GERALT
Sam widzisz.
Kruk przeskakuje na jego ramię. Kracze.
W tle pojawia się muzyka, wchodzi piosenka Jaskra.