Strona główna Sapkowski Zone -=[ Strona Filmowa poświęcona ekranizacji prozy Sapkowskiego ]=-


Michał Szczepankiewicz z firmy AGB Polska opublikował na Stronie Filmowej tekst dotyczący oglądalności "Wiedźmina". Z zawartymi tam tezami nie zgodził się Cypis, którego polemikę (wraz z odpowiedzią) przedstawiamy poniżej.


Redaktor Geralt kontra wiedźmin Maj,
czyli polemika nad trumną i nie tylko

Czy ktoś pamięta jeszcze fascynujący polski serial "Życie na gorąco" z dzielnym redaktorem Majem w roli Leszka Teleszyńskiego? A jeśli pamięta, to czy potrafi opowiedzieć przebieg intrygi w poszczególnych odcinkach? Kilkunastu moich znajomych, których o to pytałem, poległo już na pierwszym pytaniu. A serial był swego czasu usilnie lansowany, a i niedawno, z tego co wiem, emitowany ponownie. Mimo to pokrył go pył zapomnienia. Myślę, że wkrótce będzie miał on kolegę, równie jak on zapomnianego.

Poniższe rozważania są do pewnego stopnia polemiką z tezami, zawartymi w "Wiedźminie telemetrycznym", w pewnym zaś stopniu rozwinięciem zawartych tam danych i wyciągnięciem wniosków z tychże danych. No ale nie uprzedzajmy faktów.

Na wstępie wyjaśnię, że nie oglądałem ani filmu, ani serialu. Po prostu przez 1,5 roku śledziłem poczynania twórców filmu, ich stosunek do literatury i fanów. I ostatecznie uznałem, że ich trudy należy uhonorować w inny sposób, niż poprzez oglądanie ich dzieła w kinie za własne ciężko zarobione pieniądze. Wprawdzie nieznajomość filmu/serialu pozbawia mnie możliwości wypowiadania o nich opinii (trudno oceniać coś, czego się nie widziało), ale poniżej odnoszę się jedynie do wyników badań, a dopiero za ich pośrednictwem do samego dzieła filmowego. Lub też powołuję się na pewne fakty obiektywne, powszechnie znane, które nie zależą od ocen subiektywnych.

Mój Szanowny Przedmówca, pan Szczepankiewicz, w swym artykule przytacza materiał niewątpliwie cenny, mogący stać się punktem wyjścia do interesującej analizy. Nie jestem wprawdzie socjologiem ani statystykiem, tej ostatniej dyscypliny używam dorywczo, jako narzędzia. Mimo to pozwolę sobie stwierdzić, że dane telemetryczne w przytoczonym kształcie nie mogą stać się podstawą do wyciągania wniosków. Dlaczego? Posłużę się prostą analogią: mamy duże pudło, a w nim 200 kolorowych kul: Białych, Zielonych, Czerwonych, Niebieskich i Fioletowych. Prosimy teraz kogoś, by sobie wybrał z pudełka 30 kul. Okazało się, że jego łupem padło 26 kul F, 3 N i 1 C. Co z tego wynika? Czy ten ktoś preferuje F, lubi N, godzi się na C i gardzi pozostałymi? Czy może brał "jak leci", a stosunek 26:3:1 wynika z faktu, że w takim akurat stosunku te kule są dostępne w pudle? A może oba czynniki wystąpiły równocześnie? Tego nie wiemy, dopóki nie sprawdzimy zawartości pudła. Tak więc i informacje o oglądalności "Wiedźmina" niewiele mówią, dopóki nie skonfrontujemy ich z naszym pudełkiem, czyli z ogółem społeczeństwa.

Dane statystyczne przytaczam w ślad za publikacjami Głównego Urzędu Statystycznego. Obiecujące byłoby oparcie się o wyniki ubiegłorocznego spisu powszechnego, ale mają one być dostępne dopiero w III kwartale.

Przejdźmy więc do tez, przedstawionych przez mego Przedmówcę. Muszę stwierdzić, że wśród podawanych przez niego informacji brakuje jednej, bardzo istotnej. Pan Szczepankiewicz nie podał mianowicie wielkości błędu statystycznego, z jakim wykowywano pomiary. Błąd zaś istnieć po prostu musi, bo badano niewielką, kilkutysięczną zaledwie próbę i interpolowano wyniki na całość populacji. Zazwyczaj błąd w tego typu badaniach szacuje się na 3 %. Tu być może jest inny, ale i tak byłbym ostrożny w wyciąganiu wniosków, jeśli różnica między społeczeństwem a widzami nie będzie naprawdę wyraźna, minimum 5-10%.

* Minimalnie częściej była to kobieta (52% wszystkich oglądających) niż mężczyzna.
Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Polsce, w interesującej nas grupie wiekowej od 4 lat w górę, mamy 51,5% kobiet i 48,5% mężczyzn, to widownia po prostu odzwierciedla ten stosunek. Trudno mówić o jakimś szczególnym preferowaniu serialu przez daną płeć.

* Rysują się tu dwie kategorie które stanowią aż 60,9% wszystkich widzów. Są to mianowicie osoby w wieku 10-15 lat (8,8%) oraz w wieku 25-54 lat (52,1%). Symptomatyczny jest niski udział osób w kategorii wiekowej 16-24 lata.
Wniosku nie da się obronić z przyczyn formalnych. Nie istnieje coś takiego, jak grupa wiekowa 25-54, jest to mechaniczne zlepienie w całość kilku grup. Na podobnej zasadzie mógłbym powiedzieć, że grupa wiekowa 15÷19 okazała się wstrzemięźliwa w oglądaniu, w przeciwieństwie do grupy wiekowej powyżej 20 roku życia, która stanowi przygniatającą większość.

Rysunek 1 przedstawia procentowy udział interesujących nas roczników wśród widzów i wśród ogółu społeczeństwa. Teoretycznie istotnie wydaje się, że rację ma pan Szczepankiewicz, wymieniając grupy, które oglądały film z większym lub mniejszym zainteresowaniem. Ale całe to rozumowanie nie uwzględnia wspomnianego już przeze nie błędu pomiaru telemetrycznego. W przypadku 3% błędu, wszystkie rozbieżności między odsetkiem widzów i odsetkiem społeczeństwa mieszczą się w jego granicach. Dlatego postawię tezę, że żadna grupa wiekowa nie wyróżniła się niczym szczególnym. Kształt krzywej, opisującej widzów odbiega bardzo niewiele od krzywej, opisującej społeczeństwo.

* Aż 77% procent widowni ma wykształcenie niższe i średnie.
Wykształcenie i jego ocena nastręcza kłopoty. W rocznikach statystycznych ujęto jedynie osoby os 15 lat wzwyż. Poza tym pojawiają się wątpliwości, dotyczące wyników telemetrycznych. Czy przytoczony przez pana Szczepankiewicza wykres dotyczy wszystkich widzów, tego nie wiem. Jeśli wszystkich, to do jakiej grupy zaliczyć kogoś w wieku lat 8? Chodzi do podstawówki, ale czy to znaczy, że ma wykształcenie podstawowe? Dopiero rozpoczął edukację. Nie wiem też, jak rozumieć grupę Other. Być może są to dzieci między 4 a 7 rokiem życia, które z oczywistych powodów nie mają jeszcze żadnego wykształcenia, ale z pewnością nie tylko one. Analiza w tym konkretnym przypadku jest ogromnie gdybającym gdybaniem, ale spróbuję ją przeprowadzić. Zakładając, że:
* Low oznacza osoby z wykształceniem podstawowym lub będące w trakcie jego zdobywania;

* Other to osoby bez wykształcenia (w tym dzieci) i osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym;
otrzymamy następujący wykres (rys. 2).
Rozkład wykształcenia wśród widzów jest identyczny jak w całym społeczeństwie.

* Miejsce zamieszkania to aż w 65% wieś i miasto poniżej 50 tyś. mieszkańców oraz w 20% miasto powyżej 200 tyś. mieszkańców. Rysuje się tu ciekawy dualizm widowni na małomiasteczkową i wiejska oraz typowo wielkomiejską.
Nie rysuje się, co widać na rysunku 3. Rozkład miejsc zamieszkania widzów pokrywa się z rozkładem zamieszkania całego społeczeństwa.

*Pod względem dochodu netto na rodzinę aż 42% żyje w rodzinach ze średnim dochodem od 1401 do 2500 PLN.
Przyznaję bez bicia - tego twierdzenia nie jestem w stanie zweryfikować. Odnalazłem jedynie dane, dotyczące wysokości zarobków osób pełnozatrudnionych. Dla porządku przytaczam je tutaj w zestawieniu z wynikami telemetrycznymi. Zaznaczam jednak od razu, że mają się one do siebie nijak. Po pierwsze, w roczniku i w badaniach telemetrycznych przyjęto różne granice przedziałów zatrudnienia. Po drugie, w badaniach nad "Wiedźminem" brano pod uwagę dochody całej rodziny, a więc zazwyczaj dwu osób, podczas gdy w roczniku podano zarobki dla pojedynczych osób. Po trzecie wreszcie, w danych z rocznika nie uwzględniono rencistów, emerytów, rolników czy bezrobotnych.

W sumie nie da się wyciągnąć żadnych wniosków na temat rozkładu dochodów wśród widzów "Wiedźmina"

Biorąc jednak uwagę płeć, wiek, wykształcenie i miejsce zamieszkania, pozwolę sobie postawić wniosek, że przeciętny widz "Wiedźmina" jest właśnie przeciętny, nie wyróżnia się on niczym szczególnym, ani wykształceniem, ani miejscem zamieszkania, ani wiekiem. Film nie trafił w sposób znaczący do żadnej grupy społecznej, przez wszystkie oglądany był z równym zainteresowaniem, bądź też, patrząc z drugiego końca, z równym brakiem zainteresowania. Był to więc serial totalnie przeciętny.

Uszami duszy słyszę już, jak niejedna z osób czytających me rozważania stwierdza teraz "no jak to film przeciętny, przecież miał on 30% oglądalności!" To prawda. Wysoka oglądalność jest faktem, tak duży udział w rynku przeczy tezie o przeciętności filmu i świadczy o dużym zainteresowaniu widzów. To znaczy przeczyłaby, gdyby serial był bytem oderwanym, samodzielnym. A przecież był on poprzedzony przez film kinowy, który, jak pamiętamy, odniósł spektakularny sukces komercyjny, wpływy z biletów wielokrotnie przekroczyły koszty produkcji, świadcząc o ogromnej popularności... zaraz, wróć. Pomyliło mi się z LOTRem. Frekwencja w kinach była taka, jaka była, odzwierciedlała ona zainteresowanie filmem. Jeśli zaś mam wierzyć opiniom prezentowanym choćby na Filmowej, to serial był po prostu rozbudowaną wersją filmu kinowego, bez poprawy jakości. Takie rozbudowanie bez poprawy pozwoliło mu więc utrzymać palmę przeciętności. Wysoką oglądalność upatrywałbym raczej w długotrwałej burzy medialnej (w której wszak i Filmowa brała udział, krytykując, piętnując i wbijając szpile, w czym towarzyszyłem jej w miarę swych możliwości aż do wigilii premiery) i zamieszaniu wokół filmu. Dzięki temu zainteresowanie nim było zapewne wyższe, niż w przypadku innych seriali. Sądzę także, że pewną rolę odegrał tu fakt bezpłatnego i bezwysiłkowego oglądania serialu. Do kina wszak należy się wybrać, ubrać odpowiednio, wygospodarować czas i pieniądze na bilety i dojazd... W przypadku telewizji wystarczy po prostu godzina wolnego czasu tygodniowo, elektryfikacja i kliknięcie w pilota.

No i najważniejsza kwestia, nabijająca oglądalność, czyli definicja pojęcia "widz". Jak pisze pan Szczepankiewicz "przez kontakt rozumiem tu obejrzenie więcej niż połowy czasu trwania odcinka przynajmniej raz" Hmm... połowa odcinka, a tych 13... a więc widzem jest już ktoś, kto obejrzał niecałe 4% serialu. Nie znam specyfiki badań, nie wiem więc, czy mierzono tu faktycznie siedzenie przed telewizorem, czy też tylko fakt włączenia odbiornika na określony kanał. Telewizor mógł wszak sobie brzęczeć, zaś właściciel w innym pokoju oddawał się uciechom cielesnym. Nie mam, oczywiście, zamiaru polemizować z przyjętą definicją, została ona ustalona tak a nie inaczej, jakoś musiano przyjąć próg oglądalności. Zwracam jedynie uwagę, że aby rozstrzygnąć o tym, czy serial rzeczywiście wywołał zainteresowanie, należałoby ustalić liczbę "świadomych" odbiorców, to znaczy takich, którzy faktycznie byli obecni przed odbiornikami, stan fizyczny i duchowy nie uniemożliwiał im odbioru i śledzili losy bohaterów przez kilka bodaj odcinków. Jeśli zaś ktoś nie był odbiorcą świadomym, telewizor włączył po to, żeby włączyć i oglądał dlatego, że akurat tak mu się nastawiło na pilocie, jeśli wszystko mu jedno, czy patrzy na Geralta czy Bigbrothera, to trudno go uznać za osobę zainteresowaną filmem. Tak więc ostatecznie odsetek osób zainteresowanych serialem może się okazać dużo mniejszy niż owe 30%.

Podsumowując - materiał literacki został przerobiony na przeciętny film. Film, który poniósł w kinach klapę, zaś jako serial nie wzbudził zainteresowania u żadnej grupy widzów. Co imho daje nadzieję na to, że zostanie on rychło i gruntownie zapomniany. I może za parę lat ktoś poważny zabierze się za ekranizację z prawdziwego zdarzenia. Nawet niekoniecznie w Polsce. Osobiście nie mam nic przeciw Geraltowi urodzonemu w Pradze, Wilnie czy Moskwie, byle był dobrze zrobionym filmem. Może nie aż na miarę LOTRa, choć kto wie... Niestety, na razie to tylko marzenia...

Trumnę z "Wiedźminem" polecam wyprowadzić.

Cypis a.k.a. C_
www.tsmi.republika.pl



Erudycja erudycją, ale gdzie w tym wszystkim...


Przyznam, że ucieszyła mnie informacja, iż komuś chciało się pisać artykuł polemiczny do mojego tekstu zamieszczonego na Stronie Filmowej. Świadczy to o tym, iż ktoś zadał sobie trud przeczytania, przemyślenia i sformułowania wniosków. O zasadności tych wniosków skreślę parę słów niżej.

Poprzedni tekst był pisany świadomie w taki a nie inny sposób. Nie aspiruje do rangi raportu z badania, naukowej rozprawy czy też jakiegokolwiek innego formalnego przyczynku do ustrukturyzowanego, ciągłego w swym rozwoju i w tej ciągłości zdepersonalizowanego gmachu nauki. Celowo starałem się unikać socjologicznego żargonu i językowej precyzji - niezbędnej w przypadku tekstu aspirującego do rangi tekstu naukowego, które mogłaby dla czytelnika stać się barierą powodującą trudności w odczytaniu tekstu. Tylko ta cześć czytelników dysponujących wiedzą z dziedziny socjologii czy też statystyki byłaby usatysfakcjonowana naukowym żargonem i poprawnością. Kolokwializmy z języka potocznego zostały użyte celowo, by uczynić odczytanie tekstu bardziej intuicyjnym. Jeśli ktokolwiek z czytelników dysponujących wiedzą socjologiczną czy też statystyczną poczuł się rozczarowany formą tekstu i znajdującymi się w nim zwrotami i wyrażeniami z języka potocznego to trudno - odwołam się, tu tylko wzmiankując je, do pojęć tym czytelnikom (zakładam) znanych tj. homogenizacji kultury, kodów językowych, adekwatności przekazu, dystansu do roli społecznej, teorii habitusu, etc. Proszę o wyciągnięcie z tych pojęć wniosków dla siebie w kontekście formy poprzedniego tekstu oraz osobistych reakcji na niego.

Jeszcze jedna kwestia tytułem pewnego odejścia od tematu i postawienia problemu w szerszym kontekście. Charakter badania implikuje rodzaj danych, jakimi dysponowałem, są to dane stricte ilościowe i część pytań stawianych przez Cypisa odnośnie recepcji (kto oglądał z zainteresowaniem?) tego serialu powinny być postawione pod innym adresem. Przedstawiłem to, czym dysponowałem. To badanie, jak i większość badań w naukach społecznych, operuje w swej istocie modelem zjawiska, obiektu czy też procesu. Model z kolei ze swej definicji stanowi pewien typ idealny, charakterystyczny dla serii, opisuje on gros atrybutów nie wyczerpując jednak ich zbioru czy też możliwych konfiguracji. Chciałbym, by czytelnicy mieli tego świadomość.

Ale ad vocem, jedna rzecz szczególnie zaciekawiła mnie w czasie lektury tekstu Cypisa - jest to mianowicie pytanie o jego polemiczną rzetelność. Czytając ów tekst miałem wrażenie, iż dał się on porwać, w trakcie pisania, swej erudycji odchodząc stopniowo od meritum sprawy, a także od dyscypliny wywodu, która polemikę (dobrą) winna cechować. Na pierwszy rzut oka postulaty i pytania Cypisa kwestionujące tezy zamieszczone w moim tekście mają swoje uzasadnienie, ale jeśli nad nimi się zastanowić tracą swoja zasadność.

Interlokutor we wstępie zaznacza, iż nie jest statystykiem (jego związki z tą dziedzina mają charakter dorywczy) i socjologiem. Kto wie, może jest to i najistotniejsze zdanie z całego tekstu, zwłaszcza w kontekście podnoszonych przez niego wątpliwości. Punktem wyjścia do rozważań Cypisa jest, w obrazowy niewątpliwie sposób przedstawiony, problem reprezentatywności danych zebranych z próby będącej częścią populacji i relacji między tymi dwoma zbiorami. Co do przykładu jako takiego nie mam oczywiście zastrzeżeń. Jednakowoż zastanawia mnie zasadność przytaczania go w kontekście analiz przedstawionych przeze mnie.

Gros argumentów odnosi się do danych dotyczących struktury demograficzno - ekonomiczno - społecznej widzów serialu. Cypis zakłada, iż wyniki, by były istotne statystycznie muszą w sposób wyraźny (istotny statystycznie) odbiegać od tego, co już wiemy o innym układzie - w tym przypadku o strukturze społeczeństwa jako takiego. Daje o sobie tutaj znać to, o czym pisze we wstępie, czyli o sporadyczności kontaktów ze statystyką i socjologią. Ale do rzeczy... Celem artykułu było przedstawienie m.in. cech widza serialu Wiedźmin, a nie udowodnienie jego wyjątkowości czy też specyficzności. Cały tok rozumowania Cypisa byłby zasadny, gdyby moim celem było udowodnienie hipotezy, która mogłaby brzmieć następująco:

Struktura socjo-ekonomiczno-demograficzna widzów serialu Wiedźmin jest różna od struktury populacji.

Tak postawiona hipoteza implikuje porównanie danych odnośnie tych cech w grupie i populacji przy pomocy odpowiednich testów statystycznych biorąc pod uwagę ich adekwatność do danych, ich moc oraz poziom istotności wyników. Konia z rzędem temu, kto w moim tekście znajduje taką hipotezę. Celem artykułu było przedstawienie widza, a nie porównanie jego cech z cechami całej populacji. Nigdzie w tekście nie stwierdziłem też, że jest to widz w jakimkolwiek sensie specyficzny, niezwykły i właściwy tylko dla tego serialu. Opisałem tylko jego strukturę na podstawie zebranych wcześniej danych. Wywód Cypisa byłby zasadny, gdybym postawił wyżej przytoczoną hipotezę, a następnie próbował dokonać jej falsyfikacji. W tekście moim dane ilościowe mają charakter ilustracyjny, służą do statystycznego opisu zjawiska.

Na tym właściwie mógłbym zakończyć tekst wierząc, iż inteligentny czytelnik czytając uważnie moje argumenty przyzna mi rację, gdyby nie jeszcze jedna rzecz.

Zastanowił mnie mianowicie podczas lektury tekstu Cypisa fakt, czy jego treść jest pochodną tego:
- iż adwersarzowi zabrakło informacji, które winny znaleźć się w moim tekście, a których nie było,
- stosuje statystykę w pewnym ograniczonym zakresie (nauki przyrodnicze, może techniczne?) i nie ma kontaktu z badaniami społecznymi,
- czy też może po prostu zabrakło mu w czasie lektury uwagi i dał się ponieść swej erudycji w czasie formułowania wniosków krytycznych?

Kilka wypowiedzi Cypisa każe mi sądzić, że jest to efekt tych trzech przyczyn i jeśli co do pierwszej mogę czuć się odpowiedzialny, pozostałe spadają na Cypisa. Odnośnie czego mogę czuć się winny?

Zaznaczę tu raz jeszcze to, co przyświecało mi w czasie pisania tekstu o widowni serialu. Chciałem w sposób jak najbardziej przystępny, niewymagający socjologicznego lub statystycznego przygotowania przedstawić, na podstawie dostępnych danych fakty odnośnie widzów serialu Wiedźmin. Takie podejście okazało się niestety błędem (wynikającym, co prawda z dobrej woli) przynajmniej w przypadku Cypisa.

Czego w moim tekście zabrakło i na co zwraca uwagę Cypis? Zabrakło mianowicie informacji o wielkości błędu statystycznego. Oszacowanie wielkości błędu statystycznego dla badania telemetrycznego jest sprawą szalenie skomplikowaną i przedstawienie go tutaj mijałoby się z celem. Nie jest on określony w sposób dokładny w związku z tym, iż badanie telemetryczne jest badaniem panelowym, ciągłym (powtarzalnym) i pewne wypracowane metody określania błędu statystycznego oparte na testach parametrycznych musiały zostać zmodyfikowane do badania telemetrycznego - konkludując, w przypadku zaprezentowanej przeze mnie analizy błąd wynosi od 1% do 2% dla całego panelu - wielkość ta została określona metodą bootstrapingową.

Także punkt odniesienia i porównywania struktury widowni i populacji, którego używa Cypis, czyli publikacje GUS (powszechnie dostępne jak mniemam, ale jakie?), zapewne w dobrej wierze, nie jest to niestety najlepszym źródłem w kontekście tego akurat badania. Jest rzeczą oczywistą (przynajmniej dla mnie), iż struktura populacji i tej jej części, która posiada telewizory oraz jednocześnie spełnia warunki badania, czyli jest w wieku powyżej 4 lat, może być różna. Posługiwanie się publikacjami GUS traci więc swą zasadność. Na wpływ może mieć chociażby fakt, iż osoby te stanowią 95,3% całej populacji Tutaj także znajduję swoją winę, sformułowanie o reprezentatywności prezentowanych wyników dla populacji Polski nie było najszczęśliwszym. Brak wyraźnie wyartykułowanej informacji (dla mnie jasnej, zwłaszcza, że w tekście zdanie wcześniej jest informacja o liczbie osób w czasie badania w panelu) o tym, że populacja jest rozumiana w tym przypadku tak a nie inaczej, mogło i zostało zrozumiane w sposób niewłaściwy. Mea culpa, odwołuję się tylko do przedstawionych wyżej moich zamierzeń odnośnie tekstu jako usprawiedliwienia.

Ale przejdźmy do szczegółów, które mimo jałowości intelektualnej polemik wszelakich (chyba, że pisanych przez prawdziwych mistrzów pióra) chciałbym poruszyć.

Cypis z jednej strony wymaga jasności i precyzji, z drugiej popisuje się dezynwolturą w szafowaniu stwierdzeniami, mam tu na myśli np. zdanie o interpolacji wyników - znaczenie wyrazu "interpolacja" w kontekście wypowiedzi Cypisa mija się z rzeczywistym jego znaczeniem. Interpolacja ma mianowicie miejsce w przypadku określania wartości pośredniej zbioru, a w przypadku określania charakterystyk populacji na podstawie próby dla niej reprezentatywnej mówimy o ekstrapolacji. Ale to szczegół tak naprawdę (jak i cała reszta) nie wart wzmianki, przytoczony tylko dla porządku.

Następna rzecz to założenie, iż opisu struktury wiekowej widzów nie da się obronić z przyczyn formalnych. Cypis pisze, iż grupa 25-54 jest li tylko mechanicznym zlepieniem kilku innych. Czy adwersarz nigdy wcześniej nie słyszał o agregacji danych w celach ich przystępniejszej prezentacji? Następna kwestia, czy nie widzi przyglądając się zamieszczonemu wykresowi różnic w reprezentacji poszczególnych kategorii wiekowych? Czy nie widzi wartości progowej, jakie przekroczyły reprezentacje poszczególnych kategorii wiekowych, a które wyodrębniłem w pewna całość i do której nie zbliżyły się pozostałe? Mam nadzieję, że dla innych czytelników było to bardziej zrozumiałe.

Błędna, wynikająca bądź to z nieuważnego czytania, bądź z braku rzeczywistego zrozumienia podanego wskaźnika, czy też z faktu, iż interlokutor już wtedy dał się porwać swej erudycji i nie panował nad dyscypliną wywodu, jest teza odnosząca się do kwestii, kogo można uznać za widza serialu. Uważny czytelnik zauważył na pewno w definicji widza przyjętej na potrzeby wcześniejszego tekstu fragment, iż widzem tym jest osoba, która przynajmniej raz, przynajmniej przez pół długości czasu trwania odcinka miała kontakt z serialem. Widzem, rzeczywiście jest już ktoś, kto obejrzał niecałe 4 % serialu. Jednak, jeśli sprawdzimy wartość średnią, - czyli liczbę (zdefiniowanych jak wyżej) odcinków, które widział przeciętny widz otrzymujemy wartość 3,1. Jest to średnia liczba kontaktów z serialem dla wszystkich osób, które miały (zdefiniowany jak wyżej) z nim, chociaż jeden kontakt. Zarzut, (jeśli dobrze odczytałem sformułowanie Cypisa o "nabijaniu oglądalności") o zbyt niskim progu przejścia w kontekście zaliczenia kogoś, bądź nie do widowni staje się trudny do obrony zwłaszcza, iż w tym przypadku wartość progowa przyjęta przeze mnie jest wyjątkowo, jak na praktykę badawczą i rynkową restrykcyjna. Dość nadmienić, iż branża medialno-reklamowa definiuje ten próg najczęściej (w odniesieniu do programów) na poziomie jednej minuty.

Wątpliwości Cypisa odnośnie rzetelności zaprezentowanych danych w kontekście aspektów technicznych badania, mam tu na myśli fragment tekstu Cypisa o "duchowej i/lub fizycznej nieobecności" mimo włączonego odbiornika telewizyjnego, są zrozumiałe. Rygorystyczne procedury walidacji, kontroli danych, ważenia pozwalają na zminimalizowanie tego typu wątpliwości. Obiecałem sobie przed napisaniem poprzedniego tekstu, że nie będę zamęczał czytelników metodologicznymi i technicznymi aspektami badania (nakreśliłem je skrótowo w e-mailu do Mac Kanacky'ego) i tutaj też pozwolę sobie na zostawienie tych aspektów sprawy na uboczu całego wywodu, mimo już i tak dużej liczby wtrętów na ten temat. Metodologia badania zakłada, iż oglądanie telewizji ma charakter intencjonalny - czyli, jeśli ktoś włącza telewizor, to ma zamiar przed nim siedzieć i oglądać jakiś program. Obowiązkiem (dodam, że sprawdzanym) uczestnika badania jest logowanie się w momencie rozpoczęcia oglądania telewizji i wylogowywanie się w momencie każdej przerwy w jej oglądaniu (wyjście do kuchni etc.). Przyjmując intencjonalnośc oglądania i fakt, że oglądanie przez jakiś czas oferty jakiejś konkretnej stacji świadczy jednak o pewnym zainteresowaniu w kontekście przekazywanych treści, jakkolwiek to zainteresowanie by tłumaczyć, obiekcje odnośnie "rzeczywistego zainteresowania" tracą sens.

Co mnie dodatkowo zastanawia, to wiara Cypisa w efektywność działań promujących serial, to jest burzy medialnej i zamieszania towarzyszącemu filmowi kinowemu wspomnianych przez Cypisa. Czy tylko temu serial zawdzięcza taką a nie inną liczbę widzów? Śmiem wątpić - działania promocyjne kilku stacji telewizyjnych na polskim rynku, (którym nie udało się na nim utrzymać), działania promocyjne stacji, które wprowadzały nowe programy do swoich ramówek (a które znikały z nich po upływie krótkiego czasu) były zakrojone na dużo większą skalę niż burza wokół Wiedźmina. Stacje upadały a programy znikały nie z powodu słabych kampanii promocyjnych, ale w związku z niskimi wskaźnikami oglądalności i co z tym już niestety nierozerwalnie związane z niskimi przychodami reklamowymi. Jest to jeszcze jeden z argumentów Cypisa wynikających li tylko ze zdrowego rozsądku, niepopartych doświadczeniem i danymi, które uzasadniałyby takie twierdzenia.

Na zakończenie jedno zdanie personalnie skierowane pozwolę sobie napisać. Drogi Cypisie, jestem niezmiernie rad, iż zadałeś sobie trud napisania polemiki. Na jedną rzecz chciałbym zwrócić wszakże uwagę, - jeśli tekst ten miał być tekstem polemicznym czy też stanowić rozwinięcie i interpretację danych przytoczonych przeze mnie - wnioskowałbym o większą dyscyplinę wywodu i hamowanie erudycyjnych zapędów, które mogłyby szkodzić wzmiankowanej dyscyplinie. Wnosiłbym, jeśli mogę, o dokładniejsze, uważniejsze zapoznanie się z argumentami (przemyślenie ich), z którymi chce się polemizować oraz o mówiąc krótko, większa pokorę w kontekście poziomu posiadanej przedmiotowej wiedzy i znajomości zjawisk, co do charakteru, których wdajesz się w polemikę.

Michał Szczepankiewicz